Pieniądze rzecz nabyta

– Ho, ho, ho, panie Eustachy. Przez to świętowanie długo się nie widzieliśmy.
Kazimierz Główka, emeryt i stały klient na bazarze na Szembeka z niekłamaną radością witał swojego znajomego kupca bieliźnianego, Eustachego Mordziaka.
– Za długie to te Święta nie były, raptem dwa dni.
– No tak, ale ile potem trzeba czasu, żeby to wszystko zjeść, co się nakupiło.
– To racja. U nas w domu Krysia ciągle powtarza, że Święta zrobi skromniejsze i co roku jest to samo – lodówka wypchana na full. Na bazarze to istny obłęd był. Jak co roku.
– Jak co roku, panie Eustachy, ale z pewnymi różnicami. Ja długo żyję, to różnic widzę wiele.
– A takie, które się panu najbardziej rzucają w oczy, to jakie są, panie Kaziu?
– Na przykład towaru na straganach najróżniejszego jest co najmniej tyle, ilu kupujących. Pamiętam czasy, kiedy każdy mniej lub więcej szynki do domu przyniósł, ale żeby ją dostać trzeba się było nastać. A teraz dostać można co się chce, ale się trzeba nastać, żeby się dopchać.
Druga różnica to taka, że kiedyś po zakupach kobiety wychodziły objuczone siatami jak wielbłądy Beduinów. Dziś jest mnóstwo pań i panów, którzy noszą swoje zakupy, ale tylko do garażu, z którego wyjeżdżają swoimi pięknymi limuzynami do domu.
No i trzecie to nieodparte wrażenie, że ludzi jest na to wszystko stać. Nie to, że u nas nie ma już biednych. Są i to niemało, ale w swej masie jesteśmy widocznie lepiej ubrani, lepiej odżywieni. Gołym okiem widać, że ludzie mają więcej pieniędzy. Bazarowe bankomaty dajmy na to były oblężone niczym stragany.
– Znaczy się wina Tuska?
– Jakim cudem?
– Bo jakby ludzie mniej pieniędzy mieli, to do bankomatów nikt by się nie pchał. Ale musi pan przyznać panie Kaziu, że jedno jest niezmienne: pieniądze rzecz nabyta – przychodzą i odchodzą.
– No to moje mają chyba demencję, bo odchodzą i już nie wracają…
Szaser
Co tam panie na Pradze
Warszawski Lokalny Portal Informacyjny Mieszkaniec













