Adam Słodowy

Nauczył wielu Polaków, jak robić coś z niczego. Przez ponad 20 lat Adam Słodowy zachęcał do majsterkowania w swoim programie „Zrób to sam”. I mimo iż od lat jest już na emeryturze, nadal przechodnie zaczepiają go, dziękując za program i cenne porady, które aktualne są po dziś dzień.

Naprawdę trudno uwierzyć, że taki ktoś jak on, do telewizji trafił przez przypadek. – Wszedłem z ulicy i powiedziałem: Nie podobają mi się wasze programy. Jeden z redaktorów odpowiedział: zrób pan lepszy. Napisałem scenariusz, spodobało się i tak to się zaczęło – wspomina pan Adam.

 Po pierwszej emisji odcinka o budowie karmnika dla ptaków przyszło do telewizji aż… 7,5 tysięcy listów. Wiele z nich zaczynało się od słów: „Wysoki Znawco”, „Szanowny Panie Instruktorze”, „Drogi Zrób to Sam”. Program pana Adama cieszył się tak ogromną popularnością, że przez te wszystkie lata musiał przygotować aż 505 odcinków!

I to nie jedyne jego dokonania. Oprócz programu „Zrób to sam”, obecni 30- i 40-latkowie są mu wdzięczni za dobranockę „Pomysłowy Dobromir” i „Pomysłowy wnuczek”. W telewizji miał też etat konstruktora urządzeń scenotechnicznych. Według jego pomysłów wykonano ok. 60 maszyn usprawniających pracę w studiu telewizyjnym.

40 lat temu śp. Gustaw Holoubek zażyczył sobie, aby pokazać teatr telewizji na obrotowej scenie. Zaprojektowałem ją, zbudowano i działało. Wiedziałem też jak zrobić, aby telewidzowie widzieli, że woda płynie… – opowiada ze wzruszeniem pan Adam.

Techniką i majsterkowaniem pan Adam interesował się od małego. Już jako przedszkolak nieustannie wypytywał ojca, dlaczego promień słońca przechodzi przez szybę. Tata nie zbywał jego pytań. Było wprost przeciwnie – cierpliwie na nie odpowiadał. A mały Adam słuchał, wyciągał wnioski i z dnia na dzień zgłębiał podstawowe prawa optyki.

W wieku ośmiu lat, całe swoje wakacje poświęcił na budowę perpetuum mobile, czyli maszyny, która wbrew prawom fizyki działałaby wiecznie. Nie udało mu się to osiągnięcie, ale nie zrażał się i nie tracił zapału i chęci do majsterkowania. Pochłaniał książki, uwielbiał się uczyć i miał szczęście do dobrych nauczycieli.

Pierwszym był cierpliwy ojciec, drugim nauczyciel gimnazjalny, prof. Bruckner, który specjalnie dla Adama otwierał po południu szkolne laboratorium i pozwalał rozwijać chłopcu jego pasje. To właśnie wtedy mały Adaś zaprojektował urządzenie, które w przypadku pożaru włączało alarm, a w razie ewentualnej potrzeby uruchamiało gaśnicę.

Kiedy miał 15 lat wybuchła wojna. W 1944 roku zgłosił się na ochotnika do wojska. Skończył wojnę jako oficer artylerii w Szczecinie. Następnie został wykładowcą w Wyższej Szkole Artylerii Przeciwlotniczej, w której zbudował symulator lotu pocisku.

W międzyczasie napisał książkę, która bardzo szybko okazała się hitem. 20-tysięczny nakład jego „Budowy samochodu amatorskiego” rozszedł się w tydzień. Księgarnie domagały się dodruku.

Praca pana Adama została niejednokrotnie doceniona i to nie tylko przez fanów. Od samego premiera otrzymał „Nagrodę za twórczość artystyczną dla dzieci i młodzieży oraz działalność popularyzatorską w dziedzinie politechnizacji”, od dzieci natomiast Order Uśmiechu. Dostał też nagrodę literacką Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich jako autor najpoczytniejszych książek w bibliotekach publicznych w roku 1983.

I to właśnie w tym czasie Adam Słodowy po zrobieniu 505. programu pożegnał się z telewizją. Współpracownicy nie potrafili się z tym pogodzić. Jednak jego decyzja była nieodwracalna. „Pan Zrób to Sam” przeszedł na zasłużoną emeryturę.

Swoją oazę spokoju odnalazł w Warszawie. Zaprojektował idealne mieszkanie dla siebie i swojej ukochanej żony Bożeny. I tak, blat stołu zamienił w podstawkę elektrycznej prasowalnicy. Sprawił, że drzwiczki ściennych szafek przy otwieraniu unoszą się do góry, a kosz pod zlewozmywakiem wysuwa się po dotknięciu szafki kolanem. Wszystko zrobione było na wymiar, z pomysłem, tak, aby cieszyło domowników przez długie lata.

Dzięki temu, pan Adam może się teraz cieszyć czasem dla siebie i rodziny. W końcu jest dumnym ojcem dwóch synów. Obydwaj mieszkają za granicą. Starszy pracuje jako fizyk w Australii, a młodszy jest lekarzem w USA.

Poza spotkaniami z najbliższymi pan Adam robi srebrną biżuterię dla żony, witraże, buduje meble, maluje obrazy. Dużo czyta, zwłaszcza z dziedziny astronomii. Niestety, nie udziela wywiadów, nie pojawia się na okolicznościowych telewizyjnych jubileuszach.

 – Nie uczestniczę w życiu publicznym, bo to już nie moja telewizja. To młodym, utalentowanym ludziom trzeba przede wszystkim poświęcać czas i uwagę – wyznał.

I chociaż usunął się w cień, stroni od mediów, to i tak, chcąc nie chcąc, pozostanie w pamięci milionów jako mistrz kreatywności.


Fot. Agencja WBF