Alejka Wolontariuszy

U3 OkoW pewnym niewielkim, świętokrzyskim miasteczku, spacerując sobie bez celu, nieoczekiwanie znalazłam taką oto uliczkę, prowadzącą wprost do pięknego parku: Alejka Wolontariuszy.

„Są ludzie, którzy dobrowolnie i bez wynagrodzenia niosą pomoc, angażują się w pracę na rzecz osób i instytucji działających w różnych obszarach życia społecznego. Można ich spotkać między innymi w domach dziecka, hospicjach, domach pomocy społecznej, muzeach i schroniskach dla zwierząt. Pracują w instytucjach publicznych, organizacjach pozarządowych, placówkach kultury, sportu i wielu innych. To wolontariusze” – tak piszą o nich na oficjalnej stronie polskiego wolontariatu. Ja dodałabym, że pracują nie tylko bez wynagrodzenia, ale też dla osób, z którymi nie wiążą ich relacje rodzinne czy koleżeńskie.

Co jest tym czystym, prawdziwym działaniem na rzecz innych? Nie tylko rzeczy wzniosłe i bardzo… Jeśli ominiemy słowo „wolontariat”, tak modne od kilku czy kilkunastu lat, zobaczymy więcej: sąsiadkę, która podleje kwiatki i dopilnuje mieszkania tych zza ściany, którzy wyjechali na urlop. Sąsiada, który na emeryturze (albo w pełni aktywności zawodowej) pomoże wymienić uszczelkę, czy zawiesić obrazek na ścianie. Sąsiadkę, która chętnie wesprze zajętą mamę, piekąc wspaniały sernik na rodzinną uroczystość. Sernik wykona bezpłatnie, lecz wypada uprzednio dostarczyć jej wszystkie niezbędne produkty. Chłopaka, który wyprowadza na spacer psa – jedynego towarzysza pana z pierwszego piętra, od lat unieruchomionego w domu. Gimnazjalistkę, która zajrzy do starszej pani, by jej poczytać, porozmawiać, wykupić leki. To, co jest niewielkim kłopotem dla „obdarowującego”, a nieocenioną pomocą dla „obdarowanego”.

Każdy może zrobić coś dla innych. Fundacja Towarzystwo Przyjaciół Centrum Zdrowia Dziecka od 26 lat propaguje wspaniałe hasło: „Nikt nie rodzi się tylko dla siebie”, które przejęła też jako swoją nazwę inna, nowsza fundacja. Jest w tym wiele prawdy!

Żyjemy wśród ludzi i na nich właśnie mamy prawo liczyć, na ich wsparcie, pomoc, zainteresowanie. Ale to działa w obie strony – oni mają też prawo liczyć na Ciebie czy na mnie. Czasem każdy myśli – ktoś tu powinien coś zrobić! Pewnie, że powinien. Zacznij od pytania, co możesz zrobić Ty. Jeśli nie możesz lub nie chcesz angażować się osobiście (nie zawsze sytuacja na to pozwala), zainteresuj problemem opiekę społeczną, administratora budynku, lokalne władze, służby porządkowe czy choćby parafię. To też jest szansa na pomoc dla potrzebujących.

Warto też wiedzieć, gdzie szukać wolontariuszy. Poza sprawnie działającą w Polsce siecią Centrów Wolontariatu, są też mniejsze placówki – na przykład w Gimnazjum 23 przy ul. Tarnowieckiej – od lat w ciszy, skromnie, działa wolontariat młodzieży, robiący z ogromną ofiarnością rzeczy naprawdę wielkie i małe.

Zwłaszcza teraz, u progu wakacji, urlopów, wycieczek, wyjazdów, warto obudzić w sobie ducha wolontariatu, bezinteresownie zwracając uwagę na bezpieczeństwo sąsiednich mieszkań, nie tylko własnego, na bezpieczeństwo dzieci na koloniach i obozach, na troskę o spokojne, dobre życie każdego z nas. By powszechny przed laty termin „znieczulica” bezpowrotnie przeszedł do lamusa.