Bądź przezorny na drodze

– Co pan taki roztrzęsiony, panie Kaziu?… Starszy pan usiadł na podsuniętym mu taboreciku lekko sapiąc, rzeczywiście wielce wzburzony. Zawsze, gdy pan Kazimierz Główka, emeryt, przychodził na bazar na pl. Szembeka, to panowie spotykali się przy straganie z bielizną damską, który był miejscem pracy Eustachego Mordziaka i wymieniali najświeższe obserwacje, jak to mówią – z życia wzięte.

– O mało jej nie zabił…

– Kto, kogo?

– Młoda dziewczyna przechodziła przez Grochowską i niewiele brakowało, a samochód na pasach by ją potrącił. Na moich oczach.

– Faktycznie, powiem panu, panie Kaziu, jeżdżą jak wariaci.

– No, ale w tym przypadku to nie była wina kierowcy, tylko pieszej. Weszła przy czerwonym świetle. Prosto pod samochód. Jej szczęście, że kierowca przytomny był i nie dał się zaskoczyć.

– Zamyśliła się?

– Gdzie tam! Telefonik przy uchu… Mówię panu, te komórki to nieszczęście. A jeszcze teraz uchwalili, że pieszy na przejściu ma bezwzględne pierwszeństwo, to już w ogóle – hulaj dusza piekła nie ma! Gadają, SMS-ują, lezą i nie patrzą!

– No, ale wystarczy, że ktoś zbliża się do przejścia, a kierowca ma obowiązek zwolnić lub wręcz zatrzymać się.

– Tylko, że efekt jest taki, że każdy już może wejść na przejście, kiedy chce i w razie nieszczęścia winny będzie kierowca, „bo nie zachował szczególnej ostrożności”… Jednak jest też prawdą, że kierowcy te niebezpieczne miejsca bardzo często lekceważą. A wtedy rzeczywiście nieszczęście gotowe.

– Tu chyba nie ma dobrego wyjścia.

– Jest, panie Eustachy.

– Jakie?

– Włączyć rozum. A u nas, albo jak to mówią „lezie i nie patrzy”, albo pokazuje, kto tu rządzi…

– To co robić?

– Uczyć się, jak pan prezydent. Ciągle się uczyć: ostrożności, roztropności, przestrzegania przepisów, tolerancji. To jest coś, co nigdy się nie kończy, a każde wagary grożą śmiercią lub kalectwem. Dosłownie.

– Ciągle się uczyć? To jak z czytaniem książek.

– Co pan ma na myśli?

– Taki dowcip słyszałem: Dwóch kumpli zastanawia się, co kupić koledze na imieniny.

– Może książkę?

– Nie, książkę, to on już ma.

Szaser