MIASTO: Białołęccy aktorzy wrócili z Australii

Aktorzy teatru „Mam Teatr”: Marzanna Graff i Aleksander Mikołajczak wrócili z podróży do Australii. Ich relacja w czasie pobytu na drugim końcu świata cieszyła się Waszym zainteresowaniem, dlatego poprosiliśmy ich o podsumowanie 2-miesięcznych wojaży.

2 miesiące na Antypodach w tym czasie 21 spektakli, 5 warsztatów w polskich szkołach, własne szkolenie z monodramu, niezliczona ilość wywiadów w mediach australijskich a do tego piękna pogoda i nieziemskie pejzaże dookoła – jednym słowem sukces – Gratulować Wam czy zazdrościć?

– Może jedno i drugie? (śmiech) – Jak to możliwe, że tak wiele osiągnęliście na drugim końcu świata? – Publiczność zdobywaliśmy stopniowo. To była nasza czwarta podróż. Pełne sale i standing ovation to coś co prawdziwym ciepłem rozlewa się po sercu.

Ciepła – nie tylko tego od widowni – nie brakowało Wam w Australii. Zdaje się, że w tym roku były tam rekordowe upały.

– Lubimy słońce i powietrze Australii. W tym roku nie mogliśmy narzekać na jego brak, to fakt. Jednak jest to kraj, w którym upały znosi się dobrze. W każdej restauracji, kawiarni podają wodę zanim złożymy zamówienie, w wielu miejscach są tzw. poidełka, z których można się napić lub nabrać wody do butelki. W budynkach działa klimatyzacja a w ogródkach przykawiarnianych montowane są często spryskiwacze powietrza, które co pewien czas wydzielają chłodną parę wodną. Do tego wszechobecny ocean z przepiękną wodą i plaże ciągnące się, jak okiem sięgnąć i to bez parawanów, brudu i tłumów.

Proszę, powiedzcie, że coś jednak było złe, bo zazdrość nas zamęczy

– W tym oceanie żyje mnóstwo rekinów (tak, atakują), płaszczek, meduz i dragonów. To takie stworzenie wodne, które jest przepiękne, mieni się wszystkimi kolorami niebieskich odcieni, ale jest wyjątkowo toksyczne, bo żywi się jadem innych stworzeń.

To jak pływać w takich oceanach?

– Zawsze można pływać bliżej brzegu niż inni . W razie czego rekin do nas ma dalej. To oczywiście żart. Trzeba patrzeć, słuchać komunikatów, obserwować i… czerpać przyjemność z pływania, serfowania itp.

Dużo się mówi o pająkach jadowitych, które mieszkają w Australii

– Bo mieszkają. One są i trzeba się z tym pogodzić. Oczywiście domy i tereny przydomowe są spryskiwane i zabezpieczane, w każdych drzwiach i oknach są siatki zabezpieczające, ale pająki i tak mogą się pojawić. Najgorzej jest w Sydney. To miasto zbudowano (nie wiedząc o tym) na wylęgarni pająków. Wiadomo, gdzie lubią przebywać, jakie mają sieci i jak się zabezpieczać. Naprawdę można się nauczyć z tym żyć – Co do mnie to szczerze wątpię czy to byłoby możliwe (śmiech).

Jakieś jeszcze stworzenia, o których warto wiedzieć?

– Australia szanuje przyrodę. Ludzie żyją z nią a nie walczą czy niszczą. Jeżeli jest znak „uwaga żmije” czy „Uwaga węże” to nikt tam nie wchodzi, psy są trzymane na smyczy a gdyby wypełzło coś na drogę to trzeba szurać z daleka (ucieka bo jest nieterytorialne) lub obejść dookoła. Niezaczepiane, nieprowokowane nie atakuje. Są też inne stworzenia: misie koala zawsze senne i pachnące eukaliptusem, kangury w ogromnych ilościach, strusie, dziobaki, kolczatki, posumy, pingwiny a nawet wolnożyjące konie i wielbłądy. Do tego ogromna ilość papug, ibisów, kukubar i wiele innych ptaków.

Trochę baśniowo i trochę strasznie

– Przede wszystkim pięknie. To ogromny kraj i tak różnorodny. Byliśmy tam 4 raz a nadal mamy wrażenie, że zobaczyliśmy ledwie rąbek tego, co chcielibyśmy zwiedzić.

 Dwa miesiące to sporo żeby zwiedzać

– Po pierwsze: my graliśmy spektakle w różnych miastach a odległości są tam ogromne np. z Sydney do Perth leci się samolotem 5 h to wymaga czasu. Z Melbourne do Adelajdy jechaliśmy 1000 km w jedną stronę. Tu trzeba nadmienić, że jest to jedna z najpiękniejszych tras Grande Ocean Road. Wykuta w skale kręta droga z widokiem na ocean i barwne skały. Każdemu polecamy przejechać się nią i zobaczyć cuda przyrody po drodze. Po drugie nie chodzi o to, żeby „odhaczyć”, że się gdzieś było, ale żeby poczuć miejsce, klimat i… zakochać się w przyrodzie, miejscu i ludziach.

Skoro mowa o ludziach, przyjmowali Was doskonale, bo to widać i po artykułach i po wpisach na fb Mam Teatr. Czy Wam też udało się zakochać w mieszkańcach Australii?

– Tak! Zdecydowanie tak. Mamy tam mnóstwo przyjaciół. Poznaliśmy dobrych, szczerych ludzi, którzy uczą nas korzystać z życia i słońca. Zawsze tęsknimy za kolejnym spotkaniem. Na szczęście wielu z nich przylatuje do Polski w okresie naszych wakacji.

Teraz możecie odpocząć

– Nie! Zresztą nie musimy, lubimy naszą pracę i na szczęście mamy jej bardzo dużo. Sporo jeżdżenia po Polsce z naszymi spektaklami a do tego 15 kwietnia Polska Premiera spektaklu, który światową premierę miał w Australii „Błękitny expres”. Tym razem premiera będzie w Poznaniu w teatrze „Scena na Piętrze”. Jest trema, ale skoro w Australii był on przyjęty z wielkim wzruszeniem i miał niesamowite recenzje i zawsze standin ovation to i w Polsce powinien być dobrze przyjęty.

A Warszawa, kiedy zobaczy ten spektakl?

– Trwają rozmowy i mamy nadzieję, że już w maju uda nam się przedstawić ten spektakl warszawskiej publiczności. 

Na pewno powiadomimy o tym wydarzeniu i już się na niego wpraszamy

– A my już zapraszamy. Prosimy śledzić nas na fb Mam Teatr – tam zawsze świeże wiadomości, gdzie i co gramy. Jest też filmik pokazujący piękno przyrody Australii.