Czesław Majewski MIESZKANIEC NR 25-26/1995

Muzyk, kompozytor, aranżer. Od ćwierćwiecza mieszkaniec Pragi Południe, krócej – osiedla Grenadierów, wraz z żoną i psem. Dziś – na kawie – z ,,Mieszkańcem”.

– Mieszka Pan na Pradze Południe. Jest to wybór, przypadek czy konieczność? I właściwie, jak tu się mieszka?

– Wybór i przypadek zarazem. Jestem łodzianinem, tam kończyłem studia i rozpocząłem pracę; od 25 lat jestem w Warszawie, do czego zmusiły mnie względy zarówno zawodowe, jak i prywatne. Najpierw mieszkałem przy ul. Brazylijskiej, to oczywiście Saska Kępa, ale – Praga Południe; potem, przy kolejnych zamianach (Al. Stanów Zjednoczonych, Igańska), była to już zawsze Praga. Tak więc całe moje „warszawskie” życie spędziłem na Pradze Południe, choć nie wiem, czy jest to już docelowy przystanek. Muszę jednak powiedzieć, że w przeciwieństwie do niektórych rodowitych warszawiaków, dla których „prawdziwa” jest tylko lewobrzeżna Warszawa, nie mam z tego powodu kompleksów, przeciwnie, podoba mi się moja dzielnica, nie podobają mi się natomiast niektóre rzeczy wokół mojego miejsca zamieszkania, zwłaszcza w klatkach schodowych, w windach, nie podoba mi się brud, zaniedbanie tzw. „graffiti”, lekceważenie jakichkolwiek norm międzysąsiedzkich, oczywiście w najgorszym tego słowa znaczeniu, stosunek ludzi do siebie, często pełen niechęci i złości. Poza tym, mieszkając na Pradze Południe, mam jednak codzienne kontakty zawodowe z Warszawą lewobrzeżną; przejazd przez most w niektórych godzinach jest katorgą, nigdy nie wiem: czy zdążę, czy się spóźnię…

– Życie zawodowe Czesława Majewskiego: co jest jego podstawą, co częścią nieco lżejszą, a co tym, czym bąbelki dla szampana?

– Wspólnie z panem Ryszardem Poznakowskim jestem kierownikiem muzycznym teatru „Syrena”. Przygotowujemy spektakle muzyczne, w niektórych także uczestniczę muzycznie, a w jednym ze spektakli, „Maniery miłosne”, udzielam się trochę „twarzą grając i mową” – nie chcę użyć słowa „aktorstwo”, bo to nie jest aktorstwem. Poza tą moją bazą współpracuję, oczywiście, z radiem, filmem, z wieloma instytucjami zajmującymi się muzyką – a wszystko to w lewobrzeżnej Warszawie! Na szczęście („odpukać”) zajęć mi nie brakuje – kompozycje, aranżacje czy na przykład dubbingi, gdzie poza wszystkim muszę m.in. nauczyć aktora zsynchronizowania ruchów ust postaci na ekranie z tym, co aktor śpiewa po polsku. To praca ciekawa i zajmująca, choć nieco inna niż wszystko, co robiłem do tej pory. Najdłuższym filmem był serial niedzielny „Zamek Eureki”, oglądany przez dzieci i przez dorosłych, z pięknymi piosenkami, wspaniała jest też „Księga Dżungli”.

– Kabaret Olgi Lipińskiej i Pana słynne „MAM GRAĆ?”, które słyszało się wszędzie, które zna każdy i każdy starał się dowcipnie zastosować na swój użytek niemal na zasadzie „Pomożecie?”, a wykreowany przez Pana uroczy pan Czesio cieszył się powszechną sympatią i był symbolem tego kabaretu…

– Z kabaretem Olgi Lipińskiej współpracuję od 1978 roku, czyli blisko 16 lat, był to i „Gallux Show”, i „Właśnie leci kabarecik”, i obecnie, „Kabaret Olgi Lipińskiej”. W tym czasie były dwie dwuletnie przerwy: po pierwszym dniu realizacji kolejnej edycji kabaretu wprowadzono stan wojenny, powstał wówczas taki żart, że to Lipińska jest temu winna; potem znów, w latach 1991-93 rozstaliśmy się z p. Olgą, nie na zasadzie kłótni, lecz na zasadzie odpoczynku od siebie, by nie wpaść w rutynę.

Jeżeli chodzi o samo powiedzonko „MAM GRAĆ”, to przyznaję: że nie jest ono moje: w poprzedniej edycji pt. „Gallux show” występował Jurek Derfel – pianista, który w momencie jakiegoś zagubienia oznajmił: „To ja już nie wiem, czy mam grać, czy nie grać?”. Mnie się to strasznie spodobało, dostałem zgodę, aby tego używać w nieco zmienionej formie i tak już zostało.

Powiedzonko trwa, choć kabaret się zmienił – jest inna obsada, inna forma – w ostatnich kabaretach Olga interesuje się aktualnymi sprawami, dziejącymi się wokół nas, tymi, które denerwują i które cieszą (tych drugich jest, niestety, znacznie mniej), jest to wszystko mniej ogólne, choć niezmiennie szalenie dowcipne, i to tym rodzajem dowcipu, który bardzo lubię. Jest to jakby, w porównaniu z poprzednimi, „kabaret zaangażowany”.

– A co z tymi „bąbelkami w szampanie”?

– A! To jest praca w domu! Przez wiele lat skompletowałem aparaturę do nagrywania muzyki przez komputer. To wspaniałe, kiedy zakładam słuchawki (nie przeszkadzam nikomu ani nikt mnie) i mogę sobie tymi dziesięcioma palcami robić wielką orkiestrę symfoniczną, a wszystko to dzięki technice, która doszła już tak daleko. Wiele podkładów muzycznych nagrywam w domu, po czym następuje dalsza ich obróbka w radiu telewizji czy studiu. Po prostu, dałem się uwieść elektronice.

– Wróćmy na praską stronę Wisły. Dom, rodzina, relaks…

– Rodzina to syn, z wykształcenia muzykolog, był przez długi czas prezenterem „okienek muzycznych” w „Teleekspressie”, radiowej „trójki”, obecnie łączy częste wyjazdy za granicę z działalnością w pewnej spółce edytorskiej. Córka, skrzypaczka, jest od trzech lat na kontrakcie w filharmonii w Lizbonie. Żona, aktorka teatrów STS i Rozmaitości, również tancerka, od pewnego czasu zwolniła tempo życia zawodowego i zajmuje się domem oraz naszą suką Melą. Mela – nie wiadomo, co to jest, ma wszystkie parametry wilka, tylko o połowę mniejsze. Marek Siudym, wielbiciel i znawca wszelkich zwierząt zaopiniował, iż jest to „owczarek mazowiecki łąkowy”. Z żoną i psem każdą wolną chwilę staramy się spędzać na naszej działce – też na Pradze Południe, dziesięć minut samochodem – jeśli tylko pora roku na to pozwala. Jest to nasz zielony azyl bez telefonu.

– Nadchodzą święta, a przedtem porządki…

– Jestem potwornym bałaganiarzem, a mój wkład pracy w porządki świąteczne polega wyłącznie na tym, że staram się mniej bałaganić. Mikołaj przynosi nam prezenty pod drzwi i tam zostawia. Muszę przyznać, że chętnie otrzymałbym coś praktycznego – w sklepach jest tyle wspaniałych rzeczy, z których wiele by przydało, a nie sposób wydać na nie rozsądnie pieniądze. Święta spędzimy w Warszawie lub Łodzi z pewnością razem z Mamą, spokojnie, domowo, rodzinnie.

– Czy podobnie spędzicie Państwo Sylwestra?

– Sylwestra od wielu lat spędzamy w domu we dwójkę, choć nie, oczywiście w trójkę – muszę tak powiedzieć, bo jest jeszcze Mela. Jednak zmieniło się to w zeszłym roku, ponieważ nasz dyrektor, pan Korpolewski, wymyślił „spektakl sylwestrowy” w teatrze Syrena, tak więc spędziłem ten wieczór przy fortepianie, a moja żona była obok mnie. Natomiast w tym roku nie wiem, jak będzie, może przyjdziemy w trójkę? Suka jest młoda, dobrze ułożona, kto wie?

– W takim razie życzę Państwu w imieniu Czytelników i Redakcji wspaniałych Świąt, wielkiego worka prezentów pod drzwiami, szampańskiego Sylwestra, i – panie Czesławie – proszę grać…


Czesław Jerzy Majewski (ur. 14 czerwca 1939 w Łodzi) – kompozytor, dyrygent, pianista oraz aktor. Popularność przyniosły mu występy w telewizyjnym Kabarecie Olgi Lipińskiej (pan Czesio) oraz programach muzycznych „Śpiewające fortepiany” (TVP2) i „Singa Dinga” (TV Puls). (ŹRÓDŁO: wikipedia.pl)