Dziwne losy praskich kamienic

Prawobrzeżna Warszawa nie jest wolna od powikłań choroby „dekretu Bieruta”. Oraz od nieprawidłowości związanych ze zwrotami nieruchomości. Także na Pradze-Południe zwroty wielu nieruchomości budzą często moralne i prawne wątpliwości.

Weźmy choćby bardzo głośny w latach 2000–2004 przypadek zwrotu kamienicy przy ul. Mińskiej 9. Budynek został częściowo zniszczony w czasie wojny, były właściciel uzyskał odszkodowanie. Nieruchomość odbudowali (społecznie) lokatorzy, a kilkadziesiąt lat później tychże właśnie lokatorów spadkobierczyni byłych właścicieli eksmitowała.

Według ówczesnych relacji bardzo wątpliwe były okoliczności pozyskania praw do roszczeń przez „spadkobierczynię”, która pojechała ze starszą, schorowaną i nie w pełni świadomą ostatnią prawowitą spadkobierczynią tej nieruchomości do notariusza, aby uzyskać pełnomocnictwo do konta bankowego staruszki. Wróciła zaś z testamentem, z którego wynikało, że przekazano jej prawa do kamienicy przy Mińskiej oraz działki przy rondzie Wiatraczna. Wątpliwe, aby staruszka wiedziała, co podpisała, zaś dokumenty zostały ujawnione dopiero po jej śmierci.

C19_1

Andrzej Miękinia prezentuje dokumenty dotyczące kamienicy przy ul. Kobielskiej 73.

O ile w tym przypadku można mówić o przebiegłości „nowej spadkobierczyni”, o tyle w innych przypadkach wychodzi na jaw cała urzędniczo-biznesowa maszyna, która funkcjonowała na pewno nie dla pożytku publicznego i dobra Warszawy…

Południowopraski rąbek tej maszynerii można odnaleźć śledząc dokumenty jednej z grochowskich kamienic. Mowa o budynku przy ul. Kobielskiej 73.

– Miejscy urzędnicy na siłę szukali spadkobierców naszej kamienicy, mimo że doskonale wiedzieli, że wszelkie roszczenia do niej zostały zaspokojone – mówi „Mieszkańcowi” Andrzej Miękinia, przewodniczący tamtejszej wspólnoty mieszkaniowej, i pokazuje dwa segregatory dokumentów w sprawie.

Spadkobiercy byłych właścicieli tej kamienicy mieszkali w Stanach Zjednoczonych. Za pozostawioną na Grochowie i znacjonalizowaną nieruchomość otrzymali w latach 60. ubiegłego wieku odszkodowanie od rządu USA. Działo się to na podstawie zawartych wówczas umów międzynarodowych, w których Polska zobowiązała się przekazać poszczególnym krajom pieniądze (w przypadku USA było to 40 mln dolarów) na pokrycie roszczeń za mienie znacjonalizowane przez władzę PRL.

A jednak kilka lat temu urząd Miasta zaczął badać wniosek o użytkowanie wieczyste gruntu przy Kobielskiej złożony przez byłą właścicielkę w styczniu 1948 r. W jakim celu? Możliwe, że chodziło o znalezienie takiego punktu zaczepiania w sprawie, który w konsekwencji umożliwi handel roszczeniem.

W segregatorach przewodniczącego Miękini można znaleźć decyzję prezydent Warszawy stwierdzającą, że sprawę należy umorzyć, gdyż roszczenie zostało zaspokojone. Na tej decyzji (z sierpnia 2011 r.) brakuje jednak podpisu Hanny Gronkiewicz-Waltz lub któregokolwiek z urzędników miejskiego Ratusza.

– Dlaczego prezydent tego nie podpisała ? – pyta Miękinia i sam próbuje znaleźć odpowiedź. – Podpis by zakończył postępowanie, a chodziło o to, żeby nadal szukać jakiejś możliwości do przekrętu…

C19_2

Prawdę o roszczeniach można uzyskać poprzez konfrontację starych dokumentów rządu USA ze współczesnymi pismami warszawskiego Ratusza.

W przytoczonej, niepodpisanej decyzji, faktycznie wszystko jest jasno i klarownie opisane. A jednak urzędnicy dalej wałkowali sprawę. W kolejnym dokumencie stołecznego Biura Gospodarki Nieruchomościami, sporządzonym pod koniec listopada 2012 r. , czytamy: „powyższy grunt jest przedmiotem postępowania administracyjnego…”.

Trudno powiedzieć, czy przewodniczący wspólnoty mieszkaniowej ma rację przypuszczając, że szykowany był kolejny reprywatyzacyjny przekręt, ale właśnie tego typu sprawy powinna wyjaśnić prokuratura…

Adam Rosiński