Edward Lutczyn MIESZKANIEC NR 10/1995

Już widzę uśmiechnięte buzie dzieci na dźwięk tego nazwiska! Któż bowiem nie zna nieco pyzatych, zawsze zabawnych i niezmiennie sympatycznych postaci rysowanych przez tego artystę! Ma więc Edward LUTCZYN – artysta mieszkający na Pradze Południe, a właściwie w samym centrum Saskiej Kępy, bardzo wielu zwolenników i wiele, bardzo wiele jest dzieci, a także dorosłych, którzy go nie tylko akceptują, ale i bardzo lubią.

– Od kiedy jest Pan mieszkańcem Pragi Południe?

– Od 1983 roku, a więc od dwunastu lat. Przedtem byłem mokotowianinem, a jeszcze wcześniej, przez 30 lat krakowianinem. Kraków zresztą pozostał moją miłością, bo nie można nie kochać tego miasta. Ale to nie umniejsza mojej sympatii dla Saskiej Kępy. To dobre miejsce. Blisko do Ronda Waszyngtona, blisko do Wisły, a równocześnie cicho, spokojnie, słowem – jest mi tu dobrze.

– Jest Pan ulubieńcem szczególnie dzieci.

– Mam nadzieję, że tak jest. Kocham dzieci i robię wszystko, żeby moje rysunki im się podobały, dawały radość i uśmiech.

– Dziedziną, w której zdobył Pan szczególną popularność jest ilustrowanie książek. Ile ich Pan zilustrował?

– Specjalnie nie liczyłem, ale z pewnością ponad sto. Ale muszę powiedzieć, że teraz chyba minęły czasy takiego masowego ilustrowania książek. Niestety, czasy się zmieniły, rynek wydawniczy się „rozklekotał”, oryginalna ilustracja kosztuje, a wydawca oszczędza. Mamy też takie zjawisko, że obecnie często latwiej i taniej jest kupić licencję na rysunki na Zachodzie niż zamówić oryginalne u naszego twórcy.

– Miejmy nadzieję, że to przejściowe. Rynek się unormuje, zaś dzieci jak kochały pyzate postacie Lutczyna, tak będą je kochać nadal…

– Dziękuję, to miła perspektywa, tylko kiedy to nastąpi?

– Wróćmy do rzeczywistości. Jeśli ilustrowanie książek tak podupadło, to co zostało artyście takiemu jak Pan, który głównie to robił?

– W miejsce ilustrowania książek wchodzi, a nawet już weszła reklama, która potrzebuje dużo, bardzo przyciągających odbiorcę rysunków. Tyle, że to przesunięcie ku reklamie odbywa się kosztem artystycznej ilustracji, zwłaszcza książek dla dzieci.

– Pan to chyba kocha?

– Uwielbiam. W ogóle kocham swój zawód, a rysowanie dla dzieci szczególnie.

– Panie Edwardzie, pańskie rysunki są tak charakterystyczne, że nie sposób nie rozpoznać, że to Lutczyn.

– Zgadza się. Robię wszystko, aby tak właśnie było.

– Rozumiem. Własny styl, własne środki wyrazu – to dążenie każdego artysty. Ale tu i ówdzie padały uwagi, że niewątpliwie inspiracją dla Pana był Disney – Mickey Mouse, pies Pluto, Miś Jogi itd. Czy tak jest?

– Nie, w żadnym przypadku. Powiem coś innego, Niemcy, dla których ilustrowałem książeczki, niekiedy mówią „twoje rysunki to takie brzydactwa”. W tym powiedzeniu nie chodzi o brzydotę moich rysunków, ale o to, że Disney bardzo „wysładza” swoje postacie, moje zaś są bardziej drapieżne, ostrzejsze.

– Stary jestem, ale nie widzę w nich nic drapieżnego, raczej są zabawne, pełne życia, humoru.

– Tę drapieżność łagodzę właśnie tymi cechami, o których Pan mówi.

– Skoro miałyby być już drapieżne to powinien Pan rysować komiksy pełne grozy.

– Robiłem. Głównie dawniej dla „Szpilek”, ale nie było tego wiele. Pokochałem ilustrację książek dla dzieci.

– Rysunek trzeba dostosować do treści, a więc korelować swoją twórczość z twórczością autora.

– Tak rzeczywiście jest. A skoro Pan o tym sam nie wspomina, to powiem Czytelnikom, że Panu, panie Stanisławie wie także ilustrowałem książeczkę dla dzieci. Były to „Opowiastki dla Kubusia”, wydane przez KAW w Gdańsku. Czyż nie słychać nic o wznowieniu?

– Nie wiem. Ale dziękuję za to, że Pan o tym wspomniał. Lubimy rysunki z tej książeczki i ja i wnuk.

– Więc to były autentyczne opowiastki dla wnuczka?

– Oczywiście. Dziś to już chłop wyższy ode mnie.

– No, ale rosną nowe pokolenia dzieci. Dla nich warto pisać i wznawiać to, co się podobało ich poprzednikom.

– Racja. Ale to sprawa wydawców. A oni robią tak, jak Pan powiedział na początku: wydają tanio, oszczędnie, więc bez rysunków albo na licencjach. Ale zostawmy to, bo zamiast wywiadu z Lutczynem prowadzonego przez Goszczurnego, będziemy mieli wywiad z Goszczurnym prowadzony przez Lutczyna. Co Pan teraz robi?

– Pracuję. Mówiłem, że na szczęście mam pracę i to sporo.

– Właściwie do tej pory mówimy wyłącznie o ilustracjach do książek, ale przecież ma Pan w dorobku inne dzieła, wystawy itd. czy tak?

– Powiem, że nie zawsze było mi łatwo i nie wszędzie miałem zwolenników. To normalne, zwłaszcza jeśli chodzi o samouka jakim jestem, bo nie kończyłem Akademii Sztuk Pięknych. Talent, praca, szczęście, upór – to cechy, które sprawiają. że istnieję jako plastyk, rysuję, mam odbiorców. A co do innych prac, poza ilustracjami, to przypomnę moje „Poprawki do historii” – czyli ilustrowaną historię, w której np. Mieszko dobiera się do Dąbrówki i są inne takie „wyimki” z historii. Ale w gruncie rzeczy ja jestem użytkowcem i godzę się z tym, żeby uprawiać zawód służebny wobec odbiorcy. Głównie pracuję na zlecenia: ktoś u mnie coś zamawia, a ja muszę się temu podporządkować. I robię to najlepiej jak umiem. Ale przyznam, czasem myślę, żeby zrobić coś dla siebie, na własne życzenie i dla własnej przyjemności. W ciągu ostatnich pięciu lat zdołałem zaledwie dwukrotnie namalować coś dla siebie. No, ale cóż, żyć trzeba, a żeby żyć – trzeba zarabiać, po prostu pracować.

– To trochę przyziemne Jak na artystę.

– To jest po prostu życie. Ale i z takiego życia można czerpać satysfakcję i ja ją w pełni czerpię. Miałem także wystawy indywidualne w krajach ościennych, łącznie z Niemcami (wówczas jeszcze RFN), uczestniczyłem w kilku wystawach zbiorowych. A teraz od 19 maja zapraszam do Muzeum Karykatury na wystawę moich prac.

– Dziękujemy, przyjdziemy. Życzymy powodzenia!

Rozmawiał: Stanisław Goszczurny


Edward Lutczyn (ur. 8 czerwca 1947 w Heppenheim) – artysta plastyk o charakterystycznej kresce. Znany z rysunków satyrycznych, karykatur i ilustracji oraz plakatów, zarówno skierowanych do najmłodszych, jak i do dorosłych. Zajmuje się także m.in. projektowaniem plakatów, pocztówek, okładek płyt. Zilustrował przeszło 130 książek, jego prace były wystawiane wielokrotnie w Polsce i za granicami kraju. Wielokrotny laureat złotej, srebrnej i brązowej szpilki. /Źródło: wikipedia.pl/

Zobacz również:  Warszawa dla kotów wolno żyjących

Bieżący numer

Bieżący numer w .pdf

Nr 20(789) ROK XXX
Następne wydanie 4.11.2021

Najczęściej czytane