Hałaśliwy sąsiad

O sąsiadach można nieskończenie, zwłaszcza teraz. Jeden mieszkania przypilnuje podczas naszego urlopu, kwiatki podleje, listy wyjmie ze skrzynki. Inny – przeciwnie. Nawet drzwi nie przytrzyma, ani nie uszanuje cudzego spokoju.

Okna otwarte, więc wszystkie uciążliwości są o wiele bardziej dręczące. Mieszkasz w bloku lub kamienicy? Znasz to świetnie: głośne słuchanie muzyki, i to takiej, którą ty niekoniecznie lubisz, a czasem doprowadza cię ona do szewskiej pasji. Jeśli nie muzyka, to intensywne kuchenne zapachy gotowanej kapusty, kalafiora, przypalonego mięsa. Brr.

Skoro mowa o zapachach – w niektórych budynkach sąsiedzi cierpią przez nawiedzonego miłośnika działki i grilla. Nie stać go na kawałek ziemi pod miastem, więc ma swoje „hektary” w doniczkach na balkonie i grilluje właśnie tam, a swąd rozchodzi się szeroko.

Inne problemy mają mieszkający w domach wolnostojących. O ile w bloku czy kamienicy łatwo zewrzeć siły i razem z sąsiadami utemperować szkodnika, o tyle w osiedlach willowych walka jest 1:1 lub 1:2. Trudna sprawa, o wiele trudniejsza.

Można i zawsze warto bronić się przed sąsiadem, zakłócającym nasz spokój, nasz mir domowy, czyli spokój zamieszkiwania, który jest przedmiotem ochrony na mocy prawa karnego. A jeśli nie chcesz zadzierać i dla świętego spokoju nie reagujesz, przestań narzekać, bo milczenie to przyzwolenie.

Jeśli chcesz podjąć próbę obrony, warto zacząć od zwrócenia sąsiadowi uwagi i spokojnego, uprzejmego poinformowania, że hałas czy grillowanie na balkonie po prostu przeszkadzają. Wbrew pozorom, to czasem pomaga. Jeśli nie, warto poprosić o pomoc administratora budynku czy spółdzielnię, w której mieszkasz.

Jeśli nie, próbuj innych sposobów. Podstawą są przepisy (art. 51 § 1 ustawy z dnia z dnia 20 maja 1971 r. Kodeks wykroczeń): „kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”.

To dobra podstawa, by za każdym razem, gdy problem się pojawia, wzywać na miejsce policję. Zwykle jeden raz to za mało. Policja może wlepić kilkaset złotych mandatu czy podać delikwenta do sądu, wówczas grzywna to może być nawet kilka tysięcy złotych. Ale możesz iść z tym do sądu także osobiście.

Na to, kto obok ciebie mieszka, nie masz wpływu. Dlatego zawsze lepsza jest zgoda i serdeczne relacje, a w najgorszym przypadku – chłodna uprzejmość.

Gdy trafisz na egoistę całkiem aspołecznego, masz dwie drogi – nie robić nic, albo bronić swojego domu i spokoju. Decyduj! żu