Henryk Machalica – MIESZKANIEC NR 7/1991

– Kiedy, chcąc się umówić na rozmowę, wymieniłam nazwę naszego czasopisma, nie był Pan nią zaskoczony. Czyżby czytał Pan „Mieszkańca”? – pytam znanego aktora – Henryka Machalicę.

– Tak, czytuję. Kupuje go żona. Uważam, że takie lokalne czasopisma są bardzo potrzebne. Mają do odegrania ogromną rolę w integrowaniu mieszkańców jednej dzielnicy, pokazywaniu pozytywnych przykładów i negatywnych zjawisk.

– Od jak dawna mieszka Pan na Pradze Południe?

– Na osiedlu Majdańska mieszkam od początku jego istnienia, tj. od 1980 r.

– Czy jest Pan zadowolony ze swego mieszkania? Nie marzy się Panu domek z ogródkiem gdzieś na peryferiach stolicy?

– Domek z ogródkiem byłby dla mnie optymalnym modelem mieszkania. Mam pod Warszawą działkę. Jej uprawianie to moje hobby, odskocznia od życia w wielkim mieście. Ale mieszkam w Warszawie, bo wykonuję zawód, który mnie absorbuje od rana do wieczora. Mój dom to 83 m2 na II piętrze „mrówkowca”. Na osiedlach Majdańska, Igańska, Kobielska budynki są tak ustawione, że na łączach między nimi wygospodarowano dodatkowe pokoje. Niestety ma to swoje minusy, bo domy nie osiadają równomiernie. Pokoje są na różnych poziomach, pękają ściany, podłogi. Metraż mieszkania nie jest mały, chociaż daleko mu do luksusu, ale wykonanie fatalne.

– A sąsiedzi? Czy nie są uciążliwi?

– Nie, na sąsiadów nie narzekam. Mieszkam w 16-piętrowym bloku z wielkiej płyty. Wiadomo, że jeżeli ktoś w którymkolwiek mieszkaniu coś robi, to odbija się to w każdym zakątku domu.

– Ale przecież lokatorzy tych mieszkań zajmują je od dawna i największe prace mają już poza sobą…

– Minęło 10 lat od powstania osiedla i ludzie zaczynają modernizować swoje mieszkania. Dawniej położone glazury odpadają, trzeba robić nowe i prace zaczynają się od początku.

– Co Pana, jako mieszkańca tego osiedla, denerwuje najbardziej?

– Drażni mnie niechlujstwo kierowców MPO i samochodów dostawczych, którzy rozjeżdżają trawniki, niszczą chodniki. Nigdzie na świecie samochody dostawcze nie podjeżdżają pod sam sklep. Stoją na jezdni, bo wiadomo, że pod ogromnym ciężarem płyty chodnika się połamią. Za te zniszczenia płacimy my, mieszkańcy. Spółdzielnia nie robi nic, żeby te praktyki ukrócić. A przecież wystarczyłoby, żeby ktoś, kto siedzi w biurze, wyszedł z niego i popatrzył, co się dzieje. Pilnowanie tego powinno należeć do pracowników spółdzielni.

Sami mieszkańcy także niszczą. Samochodów przybywa, ale to nie znaczy, że wszystko wokół siebie musimy zniszczyć. Uważam, że ogniwa samorządowe powinny więcej robić dla zdyscyplinowania mieszkańców. Pewne sprawy należy załatwiać zakazami administracyjnymi i niestety egzekwować mandatami. Zakazy, których się nie egzekwuje, są tym bardziej lekceważone i omijane. W dzielnicy powinna być policja lokalna, która by się tymi sprawami zajmowała. Musi być także odpowiedzialność materialna, np. rodziców za dzieci, które niszczą klatki schodowe, windy. To są te dolegliwości dnia codziennego.

Osobną sprawą jest hałas dochodzący z pobliskiej Trasy Łazienkowskiej. W takim mieszkaniu trudno mówić o wypoczynku.

– Gdzie Pan spędzi urlop?

– Na działce pod Warszawą. To miejscowość zabita deskami, oaza spokoju w tym zwariowanym, zatrutym świecie.

– Będzie Pan tylko wypoczywał, kontemplował przyrodę?

– O nie, mam dużo pracy. Rośnie tam trochę drzewek owocowych, które należy pielęgnować. Trzeba niszczyć chwasty, a ja na działce nie stosuję chemii. Praca jest zawsze. I to taka, którą lubię. Ruch na świeżym powietrzu to w ogóle najlepsze lekarstwo na wszystko, jeśli się jeszcze człowiek może ruszać…

– Czy cieszy się Pan z tego, że żyjemy w tak ciekawych czasach?

– Nieraz te czasy wydają mi się zbyt ciekawe. Dziwię się ostatnim strajkom, postawom roszczeniowym. Wszyscy odczuwamy trudy tego czasu i nie można mówić: mnie się należy więcej. Widzimy już inne oblicze naszego kraju. W tak krótkim czasie tak wiele się zmieniło, a ludzie jak gdyby tego nie dostrzegają. Ciągle im mało, ciągle im się wydaje, że muszą mieć już wszystko …

– Dziękuję za rozmowę i życzę miłego urlopu.

Rozmawiała Anna Sobczyk


Henryk Machalica (ur. 18 czerwca 1930 w Chybiu, zm. 1 listopada 2003 w Warszawie) – aktor filmowy i teatralny.