Jeszcze, jeszcze!

Od dawna zmierzamy w kierunku gigantomanii. Im coś większe, tym lepsze, a jeśli jeszcze większe, to na bank musi być jeszcze lepsze.

Minęła moda na coraz mniejsze komórki, jakoś mnie to nie dziwi, były umiarkowanie wygodne, no i raczej dla tych o dobrych oczach. Ale bardzo wiele osób wymienia samochód na bardziej okazały, albo przynajmniej o tym marzy. Kupuje ogromny telewizor zamiast poprzedniego, też dużego, po czym ustawia go w tym samym, ciasnawym mieszkanku. Że rodzina siedzi niemal z nosem w wielkim ekranie, niczym w pierwszych rzędach kina? Nie szkodzi, ale za to nikt w kamienicy nie ma większego!

Większe mieszkanie? Albo jeszcze większe? Byle była zdolność kredytowa, bierzemy! Ile metrów? A ile się da! Jest co pokazać rodzinie i znajomym! Czasem problem zaczyna się, gdy trzeba płacić wygórowany czynsz, albo – sprzątać te całe „hektary” podłóg.

Nie, nie jestem przeciwniczką postępu i sama chętnie korzystam z nowinek technicznych, mam też telewizor większy niż 10 lat temu, choć nie wygląda on jak dominujący „mebel”.

Nie, nie chciałabym, aby wróciły czasy, gdy koczowały po trzy pokolenia w kawalerce. Dobrze, jeśli każdy w domu może mieć np. swój pokój plus wspólny salon. Ale gdy rodzice z małym dzieckiem kupują dom trzypoziomowy 350 m², zadłużając się przy tym potężnie, nie rozumiem tego. Może faktycznie mamy w sobie coś ze staropolskiego „zastaw się, a postaw się”. Cóż, ich decyzja, ich sprawa. Moje zdziwienie, moja sprawa.

Żyjemy w świecie powiększanych ust, biustów, pośladków.  Nawet modowe trendy biżuteryjne przywracają do łask pierścienie okazałe, z wyrazistym, dużym oczkiem, niczym z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Takie czasy i tyle.

Co ciekawe, gigantomania ogarnęła też owoce, na przykład maliny czy truskawki. Ciągłe żądania klientów, by były naprawdę duże, spowodowały, że wielu producentów faktycznie się na nie przestawiło. Nowe odmiany dają owoce wielgachne, mocno pachnące, cudownie słodkie i soczyste. Po prostu marzenie. Takie truskawki stoją właśnie przede mną, bez trudu wypełniając pokaźną, porcelanową salaterkę. Pachną, smakują, nie da się żadnej zjeść „na raz”, o nie… Kilka soczystych gryzów obowiązkowo!

Patrzę sobie na nie i taka naszła mnie tęsknota na poziomki, ale te staroświeckie, leśne, drobne, lekkie, z pozoru suche, lecz jak żadne inne eksplodujące w ustach oszałamiającą pełnią smaku i aromatu!

Myślę o tych małych, zajadam te ogromne i dobrze mi. Ot, ludzka natura!

Ale i tak nie rozumiem tej wszechobecnej gigantomanii. żu