Julia o czarodziejskim głosie

Ma 15 lat, a śpiewa od… 10! Rozwija swój wokalny talent, wierząc, że z muzyką zwiąże swoją przyszłość. Kocha praskie festiwale i stare kamienice. Poznajcie Julkę Rańdę, przed którą właśnie eliminacje do telewizyjnego, muzycznego show.

Jej muzyczne upodobania widać było już od najmłodszych lat. Wystarczyło, że zobaczyła mikrofon (albo coś, co go przypominało), chwytała go w rączki i śpiewała, zaskakując często nie tylko mamę, ale także panie w przedszkolu. Z wielką łatwością zapamiętywała usłyszane wcześniej melodie i na swój dziecięcy sposób potem je interpretowała. Występowała na przedszkolnych uroczystościach, jako kilkulatka bez problemu przełamywała tremę. Pochłonięta śpiewem nie zwracała uwagi na osoby obok – teraz jest trudniej, ale tylko na początku występu.

Widząc talent córki, mama Edyta posłała ją do szkoły muzycznej. Julka ćwiczyła grę na skrzypcach i fortepianie. Szło jej dobrze, ale po jakimś czasie okazało się, że żaden instrument nie zastąpi śpiewu. To chciała robić najbardziej i w tym kierunku się rozwijać.

Kilka lat temu trafiła do Klubu Alternatywnego, tam jej talent dostrzegł Waldemar Wąsik, Julia zaczęła regularne ćwiczenia wokalu. Przy pomocy mamy, która postanowiła zrobić wszystko, by pomóc córce w realizacji marzeń, dziewczynka brała udział w wielu konkursach.

Jednym z nich był konkurs piosenki anglojęzycznej, w którym na zwycięzcę czekała wyjątkowa nagroda – wyjazd na festiwal do Australii. Julka oczarowała jurorów i wygrała tę muzyczną rywalizację. Radość była ogromna, ale chwilę później szok – dotarło do wszystkich, że przed dziewczyną dwutygodniowy pobyt na drugim krańcu świata. Poleciała ze starszą siostrą, która była wsparciem nie tylko w języku angielskim, ale także w każdej chwili, szczególnie przed samym występem na festiwalu.

To było niesamowite przeżycie. Wystąpiłam jako jedyna z Polski wśród wokalistów ze 167 krajów świata. Miałam strój ludowy i zaśpiewałam piosenkę Roksany Węgiel. Wtedy poczułam tremę przed wyjściem na scenę, bo wyglądało to wszystko inaczej niż dotychczasowe występy – opowiada Julia i dodaje, że w Australii była w ubiegłym roku, a kontakt z kilkoma osobami z różnych krajów ma do dzisiaj. – Ten kraj/kontynent to zupełnie inny świat niż nasz. Co najbardziej mi się podobało? Oczywiście kangury i koale – śmieje się dziewczyna i podkreśla, że tam wszystko wygląda inaczej niż w Polsce, nawet wieżowce w miastach są smuklejsze i wyższe.

Po powrocie Julka nie zaczęła bujać w obłokach, bo poza śpiewem i rysowaniem (to jej kolejna pasja, której poświęca się w wolnym czasie) jest przecież szkoła. I to, jak potwierdza mama, cały czas jest dla niej najważniejsze. 15-latka właśnie ukończyła szkołę podstawową. Co dalej?

Chciałabym się dostać do liceum im. Agnieszki Osieckiej. Marzę o nauce na kierunku wokalno-teatralnym, bo to byłby doskonały wstęp do tego, co planuję robić w przyszłości. A marzę oczywiście o tym, żeby kiedyś zawodowo śpiewać – mówi dziewczyna.

Jej muzycznymi idolkami i wzorcami wokalnymi, do których dąży, są Anna Jantar i Whitney Houston. Poprzeczka ustawiona wysoko, ale przy talencie Julki i wielkim nakładzie pracy, poziom wydaje się jak najbardziej możliwy do osiągnięcia.

W lipcu Julia weźmie udział w eliminacjach do „Voice of kids”. Trzymamy kciuki i mamy nadzieję, że jesienią zobaczymy ją w telewizyjnych zmaganiach.

Rodzina Julki od zawsze mieszka na Pradze i ani ona, ani jej mama, nie wyobrażają sobie życia w innym miejscu.

Za co kocham Pragę? Za praskie klimaty, zabytkowe kamienice, kapliczki i stare, przedwojenne zawody, które niestety zanikają – mówi mama Edyta. – Oczywiście są też rzeczy, które mnie denerwują. Nie lubię ludzi pałętających się pod wpływem alkoholu lub narkotyków. To źle wpływa na wizerunek naszej dzielnicy.

Julkę złoszczą natomiast wandale niszczący „graffiti” zabytkowe ściany, a uwielbia festiwale, pikniki i klimat zabytkowych, starych podwórek.