Kłopoty „Drukarni”

Mocnym uderzeniem, dokładnie trzy lata temu, przy Restauracji Drukarnia na Kamionku, został oficjalnie otwarty klub muzyczny. Obecnie, zarówno klubowi, jak i restauracji grozi likwidacja.

Sytuacją lokali przy ul. Mińskiej 65 zainteresowali nas mieszkańcy, którzy zaobserwowali, że z restauracji wynoszona jest część wyposażenia, a gdy się zajrzy przez okienko (lokal jest zamknięty i prowadzi jedynie sprzedaż z dowozem), to widać nietypowe ustawienie sprzętów i mebli. Zachowanie to wydawało im się nietypowe, gdyż te lokale dość trwale zapisały się już na gastronomiczno-rozrywkowej mapie Warszawy. Po wspomnianym „mocnym otwarciu” klubu, na którym śpiewali Ania Rusowicz i (!) Andrzej Supron, w klubowych przestrzeniach koncertowali m.in. Krzysztof Krawczyk, Sławek Uniatowski, Igor Herbut, Margaret, Reni Jusis, JWP2 czy Anna Karwan. Restauracja także przyciągała gości, zarówno smacznym menu, stylową aranżacją, fachową obsługą, jak i dedykowanymi przestrzeniami – choćby częścią lunchową czy ogrodową.

Podejrzewano, że jeśli faktycznie Drukarnia ma duże problemy, to są one związane z pandemią COVID-19. Rzeczywistość okazała się bardziej prozaiczna…

– Z samą pandemią i wynikającymi z niej ograniczeniami, jeszcze sobie radzimy – mówią właściciele lokalu. – Większym problemem jest sposób sprawowania zarządu i administracji obiektem Mińska 65, który wpływa także na kondycję naszej firmy i naszego lokalu wynajmowanego od spółki Mińska 65. Przez obecny zarząd najemcy traktowani są jak intruzi, a nie partnerzy biznesowi.

Spółka Mińska 65 powstała kilka lat temu. Zarządza ponad 20 tys. metrów kw. budynków i hal, które znajdują się u zbiegu ul. Mińskiej i Chodakowskiej.

– Kłopoty zaczęły się, gdy nastała nowa prezes spółki – przyznaje Dariusz Jakubowski, jeden z współwłaścicieli Drukarni. – Obecny zarząd ignoruje decyzje poprzedniego zarządu. Czy wyobraża Pan sobie, że od niemal półtora roku nie mamy podpisanej stałej umowy najmu, a jedynie podpisujemy, bez prawa do negocjacji, comiesięczne aneksy? W takiej sytuacji prowadzenie biznesu jest wręcz niemożliwe. A przecież nikt nie inwestuje takich ogromnych środków w interes, który trzeba będzie zamknąć po trzech latach… Jeśli faktycznie dojdzie do likwidacji lokalu, to pracę straci ok.30 pracowników.

Właściciele wymieniają też długą listę uwag i utrudnień, z jakimi muszą się borykać w kontaktach z panią prezes, która jednoosobowo sprawuje zarząd spółki.

Niestety nie możemy przedstawić stanowiska zarządu, ponieważ do chwili oddania gazety do druku nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi na naszego maila z pytaniami w tej sprawie.

Czas pokaże, czy z kulturalnej mapy stolicy zniknie kolejne kultowe miejsce?