Co słychać?

Skoro w zasadzie nie wolno się spotykać, a samotność doskwiera, porozumiewamy się na odległość. Czyli – telefon, internet, rozmowy „na ucho” lub z kamerką.

Nie wiem, jak to wygląda u Was, ale u mnie…

Dzwoni telefon. To Malwina, wiekowa, od lat zaprzyjaźniona ze mną pani, która dzwoni codziennie koło godziny 19, z tym samym pytaniem: dlaczego jej dzieci (jakie dzieci?! to już emeryci!) nie telefonują do niej codziennie, a jak już, to rozmawiają niechętnie?

– Kochana – tłumaczę jej – siedzą w domu, podobnie jak ty. Co mają ci odpowiadać na pytanie „Co nowego”? powtarzane dzień w dzień, zwłaszcza teraz, gdy nic się u nich nie dzieje?

Dlaczego przed 19 nie wyłączam telefonu? Ponieważ wiem, że Malwina, wdowa, jest kompletnie sama, oddalona od dzieci, które mieszkają poza Warszawą i zdystansowana od sąsiadów. Nie ma kto ukoić jej lęków, doradzić, po prostu przez pół godziny pobyć tylko z nią i tylko dla niej. Niestety, upadł, ze względów oczywistych, nasz prastary zwyczaj cotygodniowej kawki lub filiżanki czekolady u Wedla. Więc – telefon!

Albo Ewa. Ma też sporo lat, ogromny niedosłuch mimo aparatów słuchowych, których zresztą nie używa rozmawiając przez telefon. Tu niewiele mówię, słucham monologu. Że przepadła wizyta u lekarza (lekarze – ulubiony sport Ewy), że nie wie, na co są te żółte tabletki, bo wyrzuciła już ulotkę od nich, że bolą ją łokcie (od zawsze, choć medycyna nie znajduje w nich nic podejrzanego). Wreszcie nieoczekiwanie kończy rozmowę, bo „przecież musi” zadzwonić jeszcze do piętnastu innych przyjaciółek.

Hania (też starsza pani) ma nowy telefon, więc podczas jednej rozmowy rozłącza się i na nowo dzwoni około jedenastu razy (serio), „bo wiesz, kochana, jakoś to policzkiem naciskam czy coś”.

Do tego urocze wideorozmowy z wnuczką albo z synem, który ustawia telefon tak, by kamerka pokazywała podczas miłej pogawędki, jak przygotowuje kolejne wymyślne danie, albo z córką o różnych tam babskich sprawach, na które przedtem zawsze brakowało nam czasu!

Marcel się nie odzywa – czeka, by telefonować do niego, to chyba test na to, komu z przyjaciół na nim zależy. Leszek zawsze z troską, czy wszyscy zdrowi, Karol – zaangażowany politycznie i niezmiennie pytający, co ja na to…

Wniosek? Jeszcze nigdy nie poświęcałam w ciągu każdego dnia tak wiele czasu na rozmowy z bliskimi, na wzajemne wspieranie, plotkowanie, niespieszne pogawędki.

I wiecie co? To wcale nie jest głupie, choć przecież brakuje mi przytulenia, spojrzenia, tej prawdziwej bliskości.

Dodam, że wszelkie podobieństwo do osób…