Bracia mniejsi

Święty Franciszek z Asyżu był niezwykłym opiekunem i żywicielem całych rzesz ptaków, które ufnie siadały mu na ramionach czy jadły z ręki. Dziś w Warszawie opiekunów naszego ptactwa nie brakuje. Powstają poidełka i karmniki dla ptaków, także w przestrzeni publicznej, coraz rzadziej też widuje się na trawnikach czy chodnikach wyrzucone resztki obiadu „żeby się nie zmarnowały”, przypominające – przepraszam za dosłowność – wymiociny.

Równie nieestetycznie wyglądają rozmoczone bułki czy stary, spleśniały chleb rzucony „z dobroci serca” dla ptaków.

Ileż razy można nawoływać i powtarzać, że chleb jest fatalnym pożywieniem dla wszelkich ptaków, których system pokarmowy nigdy nie był i nie jest przystosowany do tego rodzaju „resztek z pańskiego stołu”.

Prawdziwa troska o ptaki to dostarczanie im wody i odpowiedniego jedzenia, zwłaszcza wszelakich ziaren, ale nie tylko. Dbajmy o bezpieczne gniazda i budki lęgowe, by ptasia populacja nie malała tak, jak to się stało z wróblami czy jeżykami, których liczba jest kilkanaście razy mniejsza niż na przykład piętnaście lat temu.

Rozumiem, że nie wszyscy lubią wrony, gawrony, mewy czy gołębie. Ja też nie należę do ich entuzjastów. Swego czasu doświadczyłam zaanektowania balkonu piętro niżej przez te ptaki i było to doświadczenie skrajnie trudne do wytrzymania.

Jednak, generalnie rzecz biorąc, te mniejsze warszawskie ptaszki, których świergot, ćwierkanie czy kląskanie potrafi umilić nam dzień od rana do wieczora, mają też inne zalety: ich pożywienie to także muchy, komary i inne dokuczliwe, nielubiane przez nas owady.

Troskę o ptaki obrazuje na przykład historia młodego ptaszka ze zdjęcia. Ścigany przez wronę, która najwyraźniej miała ochotę go pożreć, usiadł na wycieraczce zaparkowanego samochodu, lecz wrona wytrwale czyhała w pobliżu. Właściciel auta, który z wnętrza samochodu obserwował całą sytuację, najpierw cierpliwie pozwolił młodemu ptaszkowi odpocząć, potem wysiadł, przepędził wronę, a gdy upewnił się, że ta nie powróci, zachęcił ptaszka do dalszego lotu. Chodzi tu nie tylko o wrony, i inne drapieżne ptaki, lecz także na przykład o koty.

Co prawda „świętych Franciszków” dziś się już nie spotyka, ale troska o ptaki w świecie zawłaszczenia ekosystemu przez człowieka, jest obowiązkiem każdego z nas. Oby życie w mieście z odgłosami ulicy bez ptasich treli, tylko z wrzaskiem wron, mew i innych drapieżników, nie stało się naszym jutrem.