W wolnej chwili

Wszyscy jesteśmy zajęci. Duzi, mali, młodzi czy na emeryturze. Pewnie, że nie każdy jest zajęty tak samo, ale znaleźć wolną, naprawdę wolną chwilę nie jest łatwo.

Skąd się to bierze? Ależ z nas samych. Czasu brak, bo właśnie tak wygląda twoje życie. To konsekwencja dokonywanych przez ciebie wyborów, nic więcej. Oczywiście, że każdy musi pracować, dojeżdżać do pracy, czasem robić zakupy, sprzątać czy gotować. Dbać o rodzinę.

Dlaczego jedni potrafią wszystko pogodzić i ich „wolne chwile” zdarzają się każdego dnia, o weekendach nie wspominając, a inni – ani rusz? Bo dokonują odmiennych wyborów. Bo zupełnie inaczej każdy z nich „mebluje” sobie życie. A potem ma to, co ma. Nieustanna gonitwa, zero czasu dla siebie, dla bliskich, ciągłe niedospanie, wreszcie odsuwanie mniej ważnych (prywatnych, nie służbowych) spraw „na święty nigdy”, itd.

Tak szybko chcemy zarobić na wszystko: mieszkanie, samochód (nie byle jaki!), podróże. By nie być gorszym od innych. By nie „wypaść z ligi”.

Czy to coś złego? Ależ nie, każdy przecież ma prawo mieć marzenia i dążyć do ich realizacji. Gorzej, jeśli w tym planie na życie robi się coraz mniej wolnych chwil, aż wreszcie orientujemy się, że w zasadzie ich brak. Bo jeszcze niedawno „w wolnej chwili” przez kwadrans czy pół godziny na przykład bawiliśmy się z dzieckiem, wspólnie czytaliśmy czy przygotowywaliśmy kolację, gadając. Ale w pracy coraz trudniej, zmęczenie rośnie, a każdego dnia czasu jakby ubywa…

Skoro mowa o dzieciach… W zasadzie każdy rodzic, nawet ten najbardziej zajęty, zapytany czy rozmawia ze swoim dzieckiem, bez wahania odpowie: Oczywiście! Jak nazbyt często wyglądają takie „rozmowy”? Siedzisz przed telewizorem z pilotem w ręku, nie odrywasz wzroku od ekranu. Wchodzi twój nastolatek.

– Co w szkole? – Spoko. – Lekcje odrobione? – Tak. Wychodzę. – Dokąd idziesz? – Połazić. – O której wrócisz? – Nie wiem. – No to pa. – Pa.

I koniec. Porozmawiane! „Powychowywaliśmy”. W wolnej chwili lub nawet nie, nie odrywając wzroku od telefonu czy ekranu.

Źle, jeśli tak bardzo zajęci swoim życiem, pracą, zakupami, domem, telefonem i forami społecznościowymi, zniecierpliwieni cieknącym kranem, samochodem w reperacji, tylko „w wolnej chwili” znajdujemy czas dla dzieci czy dla bliskich.

Zaraz, zaraz… Bliskich? Jakich bliskich, skoro przecież z każdym tygodniem czy miesiącem coraz bardziej odległych, nieznanych, a teraz już nawet trochę obcych…

Co gorsza, mam tu na myśli także dzieci.

Na szczęście, nie dotyczy to wszystkich rodzin, wszystkich nas.

W wolnej chwili, warto to przemyśleć.