Oj, chmielu, chmielu!

Kiedyś Polska chmielem stała, a nasze piwa słynęły w świecie z niezrównanych smaków i wielkiej ich rozmaitości.

„O santa piva di Polonia” jak ponad 400 lat temu westchnął błogo, wspominając polskie piwo, wysoki watykański duchowny. Dostojnicy kurialni zrozumieli, że chodzi o nieznaną im świętą i wtórowali „O santa Piva, ora pro eo!” (święta Piwo módl się za niego).

Piwa warzono rozmaicie w różnych regionach kraju, także w domach, z dorodnego chmielu, słodu jęczmiennego, krystalicznej wody.

Trudno się dziwić umiłowaniu piwa, gdy do picia była do wyboru woda, mleko i… piwo, a dla zamożniejszych równie słynne miody pitne (ach, te dwójniaki, trójniaki, czwórniaki, których nazwa wskazywała na ilość użytego do produkcji czystego, pasiecznego miodu) oraz okowita w różnych wariantach. Z winem było nam nie po drodze, bo raz, że uprawa winogron kiepsko szła w naszym klimacie, a dwa, że wina sprowadzane – nawet z nieodległych Niemiec czy Włoch – były towarem luksusowym, drogim. Dlatego, gdy w dawnych opisach uczt czytamy, że „wino lało się strumieniami” nie chodzi tu o coś w rodzaju pijatyki w krzakach za stodołą z winem „Mocarz” albo „Traktorzysta” w roli głównej, lecz o naprawdę zbytkowne przyjęcie bajecznie bogatych możnowładców, których było stać na częstowanie biesiadników nieograniczonymi ilościami kosztownego trunku, a nawet na marnowanie go na pokaz i z fantazją.

Piwo to baza polewki piwnej, inspiracja dla domowego podpiwku czy piwnych podpłomyków, słowem, trudno sobie wyobrazić staropolski dom bez piwa!

Dziś sprawy mają się inaczej. Chłodnych napojów mamy dostatek, także piw: jasne, ciemne, pszeniczne, a od kilku tygodni nowość: piwo z dodatkiem zielonej herbaty(!). Nie wspominając o napojach, moim zdaniem czasem nadużywających w nazwie słowa „piwo”, z przewagą słodkich soków owocowych, a produkowanych czasem nawet bez dodatku chmielu.

Jak to się stało, że z kraju, który rozsławiała w świecie „santa piva di Polonia” staliśmy się rynkiem zbytu dla tylu zagranicznych producentów?

Komuna, upaństwowienie tego, co w rękach prywatnych prosperowało znakomicie i było dla władzy dobrą zdobyczą (także browary), potem „oszczędnościowe” zmiany receptur, przyniosło kiepskie efekty.

Dziś nasze browary, wielkie i lokalne, odżywają i mają się coraz lepiej. Nie tylko one. Dlatego warto popierać polskich producentów, kupować nasze chleby, wędliny, napoje czy ubrania, bo to dzięki nim wielu z nas ma pracę, a z podatków, jakie płacą tu, a nie za granicą, korzystamy wszyscy.

A piękny chmiel spotkacie na skraju lasu, na grobli czy przy drodze…