Ciężkie czasy

Kolejny niełatwy miesiąc, listopad. Aura późnojesienna nie nastraja pogodnie. Dzień jest krótki, wietrzny, nierzadko z deszczem. Ciemne poranki, ciemne popołudnia. Wokół mnożą się problemy. Cóż, wiosną mało kto wierzył, że wirus będzie nam towarzyszył jeszcze hen po wakacjach! Co przed nami, jakie będą andrzejki, mikołajki, Gwiazdka z Bożym Narodzeniem i Nowy Rok? Tego nie wie nikt.

Ciężko jest i smutno. Mamy to, o czym latami marzyło wiele osób – znacznie więcej czasu dla siebie, dla mieszkania w domu, który – ku zaskoczeniu wielu osób – raptem przestał być tylko sypialnią! Pewnie, że z tak radykalną zmianą też trzeba nauczyć się żyć. Przyzwyczajeni do spędzania każdego dnia wielu godzin w pracy, dziś – zamknięci w domach – rozpaczliwie poszukujemy chwil dla siebie – tylko dla siebie, wytchnienia przy kawie w ulubionej kafejce, emocjonujących spotkań towarzyskich.

Pojawiają się nieznane lub rzadkie dotychczas napięcia i swary, ale i z tym można sobie skutecznie radzić. Żona o wszystko się awanturuje, ciągle ma pretensje i wpędza męża w coraz większe poczucie winy? Jak z nią wygrać? Ależ bardzo prosto: gdy tylko zacznie kłótnię, ty pierwszy się rozpłacz! Najlepiej – głośno i ze łzami, jeśli potrafisz! A żona? Ha! Trafiona – zatopiona!

Trzeba jednak przyznać, że czasem panie mają powody do irytacji. Najgorzej, gdy wyślą męża samego po zakupy. „Kup parówki, jak będą jajka, to weź dziesięć. Zapamiętałeś?!” Chłopina zapewnia, że tak, wchodzi do sklepu i pyta: – Czy są jajka? – Są – mówi ekspedientka. – To poproszę dziesięć parówek.

No starał się, starał… Nie wyszło! Inne panie wolą raczej słowo pisane i przygotowują małżonkowi kartkę, na przykład taką:

  1. Chleb
  2. Parówki
  3. Jajka
  4. Ziemniaki
  5. Groszek mrożony
  6.  

Zadowolony mąż wraca z pełną siatką i od progu woła: – Kochanie, mam prawie wszystko! Ale groszku nie było! Żona rozpakowuje zakupy i cóż wyciąga z tej siatki? Bochenek chleba, dwie sztuki parówek, trzy sztuki jajek, cztery średnie ziemniaki i… sześciopak piwa. Patrzy na męża z morderstwem w oku, a ten, cofając się w stronę drzwi, mamrocze: – No co, no co, kupiłem przecież, masz wszystko, jak było na liście…

Żarty żartami, ale ktoś ze zdesperowanych rodziców podobno całkiem serio pytał, czy otrzyma część nauczycielskiego wynagrodzenia w związku z obowiązkami, jakie rząd na niego nałożył, organizując nauczanie zdalne? A w domu troje dzieci w wieku szkolnym, każde w innej klasie.

Ja nie znam odpowiedzi na to pytanie…