Kochankowie się postarzeli…

SM Szaserów

Druga połowa lat 50. ubiegłego wieku…10 lat po wojnie, zaczyna się odwilż po okresie stalinowskim. Młodzi robotnicy, zatrudnieni w warszawskich zakładach pracy poważnie traktują świat dookoła, przyszłością wydaje im się socjalizm: ma wszak zaspokajać najważniejsze potrzeby ludzi świata pracy. A jest coś ważniejszego, nawet w komunizmie, niż dom, mieszkanie? W komitetach partyjnych, w związkach zawodowych słyszą jednak, że choć trwa wytężona praca na budowach, przez najbliższych 10–15 lat dla nich mieszkań nie będzie.

Postanawiają więc wziąć sprawę w swoje ręce. „Sztandar Młodych” piórem Ewy Wacowskiej i Edwarda Goskrzyńskiego rzuca hasło „Wybudujmy sobie sami”. Projekt Fantazja – rzeczywistość OSIEDLE MŁODYCH. Data? Oczywista. Październik 1956 roku, wieje najcieplejszy wiatr odnowy… Echo artykułu jest potężne, zgłaszają się młodzi z WFM, FSO, Waryńskiego, Róży Luksemburg – największych ówczesnych warszawskich zakładów pracy. Nikt nie wie jak, ale wszyscy są gotowi: sami po pracy, w niedziele, kiedy tylko będzie można budować własny dach. Na jakich zasadach, dla kogo. Z czego? I gdzie?

Autorzy artykułu (sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało) muszą odpowiedzieć na te pytania. Trzy razy idą do KC PZPR, w końcu powstaje projekt: osiedle wybuduje Robotnicza Spółdzielnia Mieszkaniowa, której członkami mogą zostać jedynie młodzi robotnicy zakładów pracy. Każdy z nich wniesie wkład pracy odpowiadający miesięcznej płacy. A do budowy zostaną użyte materiały miejscowe.

Dobre, prawda? Miejscowe, kiedy nie wiadomo, gdzie będzie budowa… 8 grudnia 1956 roku 74 pierwszych członków RSM „Osiedle Młodych” spotyka się na zebraniu założycielskim, wybiera na prezesa spółdzielni redaktora Edwarda Goskrzyńskiego (wynagrodzenie: praca społeczna plus 500 złotych na telefony i taksówki). Ten rusza na kwerendę w poszukiwaniu terenu. Jednym z ważniejszych właścicieli gruntów w stolicy jest Ministerstwo Obrony Narodowej. Idzie więc tam… I okazuje się, że trafia dobrze, bo wojsku właśnie obcięto fundusze na obiekty towarzyszące. Jest wprawdzie zgoda władz centralnych na budowę szpitala MON przy ulicy Szaserów, ale z planów (niestety) spada osiedle mieszkaniowe dla pracowników szpitala. Wojsko ma więc na zbyciu 4 hektary gruntu przewidzianego pod budownictwo mieszkaniowe. Prawdziwy skarb. A obok są kolejne hektary pola, na których pasą się krowy i konie, ale jest też i zboże, ważne z kolei dla aprowizacji kraju. Jednak zarządowi „Osiedla Młodych” udaje się upolować i ten teren – grunt przejmuje Skarb Państwa, a rolnik zostaje wysiedlony (dla uspokojenia sumienia powiedzmy, że w nowym miejscu dostaje nie gorsze grunty).

Tak oto mamy już zarysowany teren osiedla romantycznie nazywanego „Osiedlem Bezdomnych Kochanków”. Nazwa jednak się nie przyjmuje, bo w pruderyjnym socjalizmie kochanków nie ma, są tylko socjalistyczne rodziny, albo jednostki pracujące na rzecz zmierzającej ku komunizmowi ojczyzny. Dziś pozostałością po „ kochankach” jest osiedlowa uliczka Romea i Julii… Wraca pierwotna nazwa „Osiedla Młodych” wytyczonego między dzisiejszymi ulicami Wspólnej Drogi, Szaserów, Szklanych Domów i Garwolińską. 8 hektarów, na których ma powstać osiedle wg wytycznych dla drugiej strefy zabudowy, czyli budynki mają być dwupiętrowe, z dwoma pawilonami handlowo-usługowymi i przedszkolem. Na osiedlu może powstać 800 mieszkań, do zamieszkania przez maksimum 3 tysiące osób.

Jak budować? Z materiałów lokalnych… Czyli z gliny? Jest taki pomysł. W Niemczech, w Rumunii nawet dość często stosowany. W Polsce powstawał „ eksperymentalny” 2-piętrowy budynek z tego surowca – w Malichach koło Warszawy. No więc wydaje się, że taka będzie i przyszłość „Osiedla Młodych”. Jednak zlecone badania geodezyjne przynoszą rozczarowanie: w wykopach nie ma gliny! Jest owszem piasek, który może być wykorzystany przy produkcji materiałów betonowych, ale iłów nie ma! Co robić? Pojawia się nowy pomysł: na terenie osiedla powstanie poligonowa wytwórnia cegły cementowej i bloków wiórowo-gipsowych, całość uzupełnią elementy betonowe. I cegła „ pozyskiwana” z rozbiórki poniemieckich fortów w Kostrzyniu nad Odrą.

Osiedle powstaje na ugorach i na ornych polach. Nie ma sieci wodociągowej, nie ma kanalizacji, gazu. Trzeba zaprojektować kotłownie centralnego ogrzewania i linię elektryczną. Żadne z państwowych (a innych nie było) biur projektów nie chce się tego szybko podjąć. Czarna rozpacz. Entuzjazm po raz kolejny rozbija się o mur codzienności…

Spółdzielnia powołuje więc własne biuro projektów. Na jego czele staje młody podówczas inżynier Stefan Ciechanowicz – architekt eksperymentalnego budynku w Malicach, o którym pisaliśmy wyżej. Powołuje w skład zespołu takich architektów, którzy są jednocześnie pracownikami biur projektowych lub przedsiębiorstw, mających decydujący wpływ na tzw. uzgodnienia realizacyjne. To pozwala rzeczywiście w ciągu 6 miesięcy zaprojektować całe osiedle! Inżynierowie Tadeusz Kobylański i Stefan Ciechanowicz (mieszka na osiedlu do dziś) wraz z zespołem otrzymają za nie nagrodę Komitetu Urbanistyki i Architektury w 1957 roku.

15 czerwca 1957 roku w fundamentach „ punktowca” z obecnym adresem Szklanych Domów 7b wiceprezes spółdzielni red. Ewa Wacowska, w towarzystwie ministra budownictwa, prezydenta Warszawy i innych dygnitarzy uroczyście składa akt erekcyjny budowanego osiedla i wmurowuje kamień węgielny. Metalowa, zalutowana skrzynka, kryjąca także egzemplarz „Sztandaru Młodych”, pod tym blokiem spoczywa do dziś.

Rusza budowa. Najpierw dwupiętrowe bloki przy Garwolińskiej 26 i 26a. Potem kolejne, już szybciej powstające, bo chałupnicza metoda realizacji na szczęście przegrywa z rzeczywistością. Materiałów budowlanych brakuje, nie ma przepisów prawnych, zmieniają się (trzykrotnie w krótkim okresie czasu) kierownicy inwestycji, w końcu „ dość” ma sam prezes Goskrzyński. Rezygnuje.

Niewysoki budynek w trakcie budowy w 1957 roku…

…i dziś.

A ponieważ władze partyjne zaczynają przychylniejszym okiem patrzeć na powstający w całym kraju ruch spółdzielni mieszkaniowych, więc i „Osiedlu Młodych” nadają zgoła inny status, trochę państwowy, ale z dobrymi skutkami.

Otóż nowy prezes inż. Tadeusz Bilewicz otrzymuje prawo zrezygnowania z budowy osiedla metodą gospodarczą i skwapliwie z tego korzysta: budowa zostaje powierzona profesjonalistom z KBM Warszawa Praga. Kończą się (przyjmujemy miarę ówczesnych czasów) kłopoty z pozyskaniem materiałów budowlanych, maszyn, wyposażenia mieszkań. W 25 miesięcy powstaje 27 budynków z blisko 780 mieszkaniami. Historia odnotowuje pierwszych lokatorów: w budynku przy Garwolińskiej 26a pierwsze klucze otrzymują obywatele, członkowie-założyciele: Latoszek, Osiekowicz, Balana, Dworecki, Wesołowski, Jakubiak i Tłustochowicz. Potem kolejni. W styczniu 1959 roku na osiedlu mieszka już 67 członków spółdzielni (czyli młodzi robotnicy z warszawskich fabryk), a kolejne budynki powstają co miesiąc.

A potem… A potem w 1961 roku spółdzielnia dostaje „swoje” tereny w wieczyste użytkowanie. Przez 55 kolejnych lat powstanie tu jeszcze tylko jeden budynek, w 1966 roku. „Młodzi robotnicy” warszawskich fabryk żenią się, rodzą się ich dzieci, budynki się starzeją, może nawet szybciej niż ich rówieśnicze bloki na innych osiedlach, bo przez lata nie były na bieżąco konserwowane i remontowane. Spółdzielnia „Osiedle Młodych” rozrasta się, pączkuje, coraz mniej mając wspólnego z korzeniami, z których wyrosła.

A „na ojcowiźnie” mieszka około 1500 osób. W 2004 odchodzą ze spółdzielni „Osiedle Młodych” nazywając teraz swój matecznik SM „Szaserów”. Niedawno został on wpisany do rejestru zabytków, mieszkańcy śmieją się, że pewnie brano pod uwagę wiek głównych lokatorów. Ponad 20 proc. z nich przekroczyło już 80-tkę, ponad 60 proc. jest starszych niż pierwsze budynki osiedla… Specyficzny, ogromny jak na stołeczne warunki teren, gdzie mieszkańcy 28 niskich na ogół budynków mają na utrzymaniu aż 8 hektarów gruntu. Trzeba się nieźle finansowo nagimnastykować, by to utrzymać.

Zieleń nadała osiedlu wiele uroku.

Ale od początku tego tekstu mówiliśmy, że jest osiedle inne niż wszystkie… Jak już jest źle (tak jak, gdy piętrzyły się trudności z rozpoczęciem budowy), tak i teraz potrafią tu sięgnąć do niekonwencjonalnych metod. Bo źle się działo generalnie do 2010 roku: do tego czasu nowy byt spółdzielczy nie miał szczęścia w wyborze gospodarzy, którzy radziłby sobie z ogromem zadań. Nie było zgody między Radą Nadzorczą, Zarządem i samymi spółdzielcami co do wyboru drogi. Wiadomo było, że trzeba remontować i to szybko, ale za co?! Jakimi metodami pozyskać pieniądze? Co najpierw? I była kłótnia za kłótnią. Żadna Rada Nadzorcza nie dokończyła swej kadencji, żaden zarząd nie utrzymał się na tyle długo, by wdrożyć swoją wizję.

W 2010 roku chyba wszyscy mieli już tego dość i… wreszcie ukonstytuowały się władze, które przetrwały kadencje i zrobiły, to na co czekali lokatorzy. Zmodernizowano osiedle. Wszystkie budynki zostały ocieplone, zmieniono w nich elewacje, wymieniono instalacje elektryczne, węzły cieplne, zlikwidowano tak niebezpieczne piecyki gazowe, wyremontowano i pomalowano wszystkie klatki schodowe, i to wszystko w krótkim okresie 6 lat.

– Wydaliśmy przez lata 2010–2015 ponad 21 milionów złotych na remonty i modernizacje mówi „Mieszkańcowi” Krzysztof Jurewicz, prezes zarządu SM Szaserów od 2010 roku. – To równowartość ponad 20-letniego funduszu remontowego spółdzielni. Skąd wzięliśmy te pieniądze? Z różnych źródeł. Wykorzystaliśmy między innymi kredyt termomodernizacyjny ze specjalnego funduszu utworzonego przez Radę Ministrów dla budynków powstałych przed 1961 rokiem (dającym specjalną dodatkową premię za dokonane prace). Kredyt ten nie obciąża hipoteki mieszkańców, zastawem jest fundusz remontowy. Za pośrednictwem „Veolii” skorzystaliśmy z tzw. funduszy szwajcarskich, które wspomagają modernizacje sieci ciepłowniczych. Za zgodą członków spółdzielni sprzedaliśmy dwa należące do nas place: na jednym powstała „Biedronka”, na drugim deweloper właśnie kończy budowę budynku mieszkalnego. To wszystko pozwoliło wykonać tak ogromny zakres prac remontowych bez ryzyka dla wypłacalności i bez utraty płynności finansowej. Przez cały ten okres i obecnie sytuacja finansowa Spółdzielni jest stabilna.

– Nic, powtarzam nic w spółdzielczości się nie uda, jeśli władze – Rada Nadzorcza i Zarząd – nie będą ze sobą współdziałały i jeśli nie będą w tym miały wsparcia członków spółdzielni. Nam się udało, bo od początku idziemy w jedną stronę mówi wiceprezes Ewa Łukszo. – W 2010 na czele Rady Nadzorczej stanęła pani Magdalena Dobrzyńska, ukonstytuował się nowy Zarząd i powoli, przy początkowo sporej nieufności spółdzielców, sprawy zaczęły się porządkować. Teraz w Zarządzie mamy już zupełnie inny komfort pracy, bo – jak sądzę – udowodniliśmy, że pracujemy dla dobra tego osiedla. Wyremontowaliśmy budynki, dbamy o zieleń (samych drzew mamy ponad 550!), o te wielkie, piękne tereny, nie obciążając specjalnie budżetów mieszkańców. Obecnie na czele Rady Nadzorczej stoi pan Andrzej Rajkiewicz i wraz z nim rozpoczynamy nowe projekty – w tym projekt senioralny.

***

Przyjaźni seniorom

W 2005 roku Sejm uchwalił tzw. ustawę senioralną. Nakłada ona na rząd obowiązek monitorowania sytuacji osób starszych, co ma przeciwdziałać ich wykluczeniu, stymulować działania poprawiające ich sytuację w społeczeństwie.

Wiceprezes Ewa Łukszo:
– Przyjęliśmy uchwalenie tej ustawy z radością. Żyjemy sprawami mieszkańców naszego osiedla, a jest ono specyficzne. 65 proc. z 1500 mieszkańców przekroczyło pięćdziesiątkę, 23 proc. mieści się w przedziale wieku 61–80 lat, 22 proc. ma lat więcej niż osiemdziesiąt. Wiele z tych osób budowało swoje mieszkania, albo pomagało własnymi rękami w ich wyposażaniu. Są więc niezwykle ze swym siedliskiem związani. Nie dla nich są rady, by gdy nie mogą chodzić, przenieśli się do dzieci, albo do budynku z windą na innym osiedlu. Taka przeprowadzka emocjonalnie nie wchodzi w grę. Tu najlepiej widać, jak sprawdza się powiedzenie, że starych drzew się nie przesadza…

Inspektor ds. członkowsko-mieszkaniowych Natalia Lewkowicz:
– Krótko mówiąc, to osiedle musi się stać bardziej przyjazne dla tak licznie mieszkających tu seniorów. Postanowiliśmy podejść do tego profesjonalnie, po rozpoznaniu rzeczywistych potrzeb. Nowy Przewodniczący Rady Nadzorczej pan Andrzej Rajkiewicz w marcu br. nawiązał kontakt z Instytutem Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego i w efekcie tego podjęto decyzję o współpracy owocującej badaniami. Na terenie osiedla przeprowadzi je zespół: panie profesor Barbara Szatur-Jaworska, Barbara Rysz-Kowalczyk i pani dr Aleksandra Zubrzycka-Czarnecka. Powstanie bilans potrzeb seniorów, mapa instytucji wsparcia, diagnoza stanu opieki, no i najważniejsze – plan działań naprawczych. Prace badawcze już się rozpoczęły. Pierwsze rozmowy z naszymi seniorami przeprowadzi Stowarzyszenie Pracownia Filmowa „Cotopaxi”, kolejne w ramach praktyk studenci UW. Dokumentacja tych rozmów/konsultacji stanowić będzie podstawę do prac nad bilansem potrzeb seniorów.

Prezes Krzysztof Jurewicz:
– Nie czekając na wyniki tych badań, robimy rzeczy oczywiste. Organizujemy imprezy plenerowe i pikniki dla naszych seniorów, które umilają im życie. Mają one np. postać koncertów pod oknami, gdzie mieszkańcy słuchają muzyki ze swoich balkonów, albo siedząc na ławkach, na swoich krzesełkach. Nawiązujemy kontakty z organizacjami pozarządowymi, które posiadają ciekawe oferty dla osób 50+ i przedstawiamy naszym mieszkańcom możliwości, z których mogą skorzystać. Wielu z mieszkańców ma problemy z chodzeniem, z wydolnością serca. W dwupiętrowych budynkach nie ma wprawdzie miejsca na windy, które bardzo ułatwiłyby im poruszanie się, ale chcemy zamontować dźwigi wewnętrzne, choć w tych kilku 4-piętrowych budynkach, które mamy na terenie osiedla. Tam możliwości są, będziemy ubiegali się o fundusze (także europejskie) na ten cel. Spółdzielnia zabrała głos w ramach konsultacji społecznych, dotyczących strategii rozwoju Warszawy do 2030 roku, zgłaszając problem doposażenia w windy budynków mieszkalnych powstałych w latach 50., 60. XX wieku, kiedy to nie było jeszcze odpowiednich wymagań technicznych.

Prezes Krzysztof Jurewicz zachęca do ćwiczeń na siłowni plenerowej.

  • Spółdzielnia Mieszkaniowa „Szaserów”
  • ul. Szklanych Domów 13, 04-346 Warszawa
  • Tel. 602-275-721
  • sekretariat@smszaserow.pl
  • http://smszaserow.pl