Krystyna Loska

Zna ją kilka pokoleń Polaków. Jej charakterystyczna blond fryzura była kopiowana przez miliony kobiet. Mężczyźni natomiast marzyli, by umówić się z nią na kolację. Krystyna Loska z dnia na dzień stała się ikoną stylu. I mimo że od lat jest już na emeryturze, widzowie nadal wspominają jej klasę i elegancję.

fot. WBF/Tomasz Reindl


Urodziła się w Tychach jako Krystyna Szostak. Nie pochodziła jednak z górniczej rodziny, jak większość jej koleżanek. Ojciec Krystyny był bowiem kupcem.

Jako młoda dziewczyna uczyła się w liceum w Pszczynie. To właśnie w szkole średniej nauczycielki dostrzegły jej talent aktorski. Dzięki nim zdecydowała się zdawać do szkoły teatralnej.

Nie do końca pomysł ten spodobał się jednak jej ojcu. Jasno i bez ogródek wypowiadał się, co sądzi o pracy na deskach teatru, a jednocześnie zachęcał swoją córkę do kariery na wizji. W jasnych barwach widział jej przyszłość na małym ekranie. – Na scenie to ja ciebie jakoś nie widzę, ale w tym pudełku tak – oznajmił, gdy kupił telewizor.

Bardzo szybko okazało się, że jego słowa były prorocze. Pani Krystyna nie chciała mieć jednak poczucia niespełnienia. Dlatego też zaczęła od kursów aktorskich, które były prowadzone w Katowicach przez Gustawa Holoubka.

Chwilę później dostała się do szkoły teatralnej w Krakowie. Rozpoczęła też współpracę z katowickim radiem. Prowadziła w nim popularną audycję „To idzie młodość”. W tym samym budynku mieściła się telewizja. I to właśnie tam poznała Józefa Kopacza, znanego na Śląsku spikera.

To on zaproponował jej pracę w telewizji. Pani Krystyna podjęła to wyzwanie z ogromną przyjemnością. Zaczęła od czytania listów dialogowych do filmów. Ale cały czas marzyła o występie przed kamerami.

Z pomocą przyszedł jej dobry los. W dniu Bożego Ciała  otrzymała wiadomość, że musi zastąpić kolegę, który nagle się rozchorował. Zrobiła na wszystkich takie wrażenie, że pozostała na wizji na następne trzydzieści lat.

Wszyscy podkreślali, że praca z nią była prawdziwą przyjemnością. Jej poczucie humoru potrafiło rozładować każdą nerwową i napiętą sytuację. Jako spikerka przynosiła też szczęście polskim sportowcom – jej zapowiedzi przed występami piłkarzy zwiastowały sukces reprezentacji. Poza tym słynęła z doskonałej pamięci. Potrafiła wyrecytować nawet kilka stron tekstu. Nic dziwnego, że tak szybko zaskarbiła sobie życzliwość telewidzów.

Uważam, że jeśli już mam zapraszać na jakiś program, to przecież jest to o wiele bardziej przyjemne, jeśli zapraszam patrząc telewidzowi w oczy, a nie zaglądając do kartki – tłumaczyła.

Niezwykłym osiągnięciem było to, że przechodząc na emeryturę mogła z dumą powiedzieć, że zapowiadając nigdy się nie pomyliła. Była prawdziwą gwiazdą ekranu, ale też znakomitą konferansjerką. Prowadziła festiwale w Sopocie i Opolu. Jej kariera pięknie rozkwitła, ale pani Krystyna nigdy nie miała wątpliwości, że jej największe szczęście jest poza pracą.

Dla mnie zawsze rodzina była najważniejsza. A telewizja to tylko praca, którą bardzo lubiłam. Nie można utrzymać rodziny, nie znajdując czasu na to, żeby być z najbliższymi. Ja zawsze znajdowałam dla nich czas. A co do telewizji – jeśli ktoś nie zagrzeje miejsca na ekranie, to powinien się zastanowić, czy w ogóle powinien tam kiedykolwiek być – zdradziła szczerze.

Swojego męża, Henryka Loskę znała od dziecka. Mieszkali niedaleko siebie. Był bratem jej najlepszej koleżanki z klasy. Podziwiała go, bo miał wiele pasji. Interesował się piłką nożną, ale również umiał grać na skrzypcach. Skończył wydział górniczy na Politechnice Śląskiej.

Pani Krystyna była na pierwszym roku studiów, kiedy się pobrali. Ślub odbył się w zameczku myśliwskim książąt Pszczyńskich w Promnicach. Błogosławieństwa udzielił im ówczesny wikary Damian Zimoń, późniejszy arcybiskup i metropolita katowicki. Pani Krystyna w chwili ślubu była spokojna. Czuła, że Henryk Loska to mężczyzna na całe życie i po czasie faktycznie okazało się, że miała rację.

W maju 1959 roku młodej parze urodziła się córka Grażyna, która całkowicie zmieniła ich świat. To właśnie dla dobra rodziny Krystyna Loska zrezygnowała na przykład ze studiów w szkole teatralnej. Ważniejsza od realizacji marzeń była dla niej opieka nad córeczką. Od początku konsekwentnie kierowała się zasadą, że dom ma być miejscem odpoczynku w gronie najbliższych, a nie kolejnym miejscem pracy.

Od lat Pani Krystyna mieszka w Śródmieściu. Bardzo często spaceruje też w Łazienkach. To, poza działką, jej ulubione miejsce wypoczynku. Nie chce prowadzić bowiem emeryckiego życia przed telewizorem. Cały czas jest ciekawa życia i stara się być aktywna.

To jej odpowiedź na pojawiające się coraz częściej problemy zdrowotne. Jakiś czas temu przeszła operację po złamaniu biodra, od lat miewa też problemy z sercem. Ale na szczęście jest pod fachową opieką – jej zięć to znany kardiolog. Poza tym zawsze może liczyć na najbliższych, a w szczególności na wsparcie swojego męża i ukochanej córki.

Gwiazda telewizji jest z niej dumna. Cieszy się, że Grażyna poszła w jej ślady. Na Akademii Teatralnej skończyła wydział wiedzy o teatrze i historię sztuki. Dzisiaj jest znaną i cenioną dziennikarką. Na swoim koncie ma wiele liczących się nagród. Brała też udział w wielu prestiżowych festiwalach zagranicznych.

Tak się złożyło, że mamy podobną pracę. Nie doradzamy sobie. Jednak zawsze bardzo cieszymy się ze swoich sukcesów – zapewnia.

Nic dziwnego, że pani Krystyna każdego dnia dziękuje Opatrzności, że jej rodzina trzyma się razem. Gwiazda doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jest szczęściarą. Ma w sobie niezwykłą pogodę ducha. Wie, że z uśmiechem na twarzy znacznie łatwiej idzie się przez życie. I od lat jest dla nas świetnym przykładem na to, że jesień życia może być równie piękna, jak jego wiosna. (ad)