Legia i Rabinowicz

– Witam panie Eustachy. Słonko świeci – oby jak najdłużej.

– Daj Boże, odpowiedział panu Kazimierzowi Główce jego kolega, kupiec bazarowy specjalizacji bielizna damska, Eustachy Mordziak. I od razu przeszedł do tematu dnia:

– No, to się nasza Legia popisała…

– Nie „nasza Legia”, tylko gromada gnojków…

– Ale jednak wszyscy po kuchni dostaną. Panie, ile klubów wszystko by oddało, żeby, choć raz zagrać z Realem Madryt. A nasi – owszem – zagrają, ale przy pustych trybunach. To, panie Kaziu, pogrzeb jest, a nie piłkarskie święto. I to pójdzie na cały świat!…

– Co oni robią w tym klubie, że tak pozwolili żulii na głowę sobie wejść?

– Podobno większość była za tym, żeby jakoś się z kibolami dogadać, to oni wtedy zrozumieją, że klubowi szkodzą, przejmą się i poprawią.

– Większość, większość. To nie sejm. A i tam większość wcale nie zawsze oznacza zwycięstwo prawa nad bezprawiem.

– Jak to?

– Tak to. Dajmy na to jeden poseł szepce drugiemu do ucha:

– Żona zdradza Cię z trzema naszymi kolegami z ławy.

Na to ten, wzruszając bezradnie ramionami:

– Nic na to nie poradzę. Mają większość…

– Powiem panu, panie Kaziu, że w takim razie zdrowe to nie jest, choć demokracji nie można nic zarzucić.

– Faktycznie, jak się tak zastanowić… To, co robić?

– Moim zdaniem niektórzy do dużych pieniędzy nie dorośli. Większość tych działaczy, menadżerów i piłkarzy przypomina mi trochę kupców na naszym bazarze. Kupić taniej drożej sprzedać.

– No, to chyba dobrze? Na tym handel polega.

– Nie każdy handel. Jeśli handluje się pomidorami, to rzeczywiście trzeba szybko kupić i szybko sprzedać, żeby strat nie było. Ale z piłkarzem, dajmy na to, to już tak nie jest. Człowiekowi trzeba stworzyć warunki, żeby rozkwitł, pokazał pełnię możliwości, i wtedy wystawiać w witrynie. A nie tak na łapu-capu. Człowiek, to nie pomidory jednak.

Do pieniędzy, to jednak piłkarze muszą dojrzeć. A radzą sobie z tym różnie. Jedni od razu dostają głupawki – najdroższe samochody, najlepsze knajpy, bajeczne rezydencje. Ani się taki obejrzy, jak kariera mija, organizm się psuje. Nagle okazuje się, że z majątku zostały tylko przyzwyczajenia, a bywa, że i nałogi. Ale nie musi tak być – są sportowcy, którzy mądrze inwestują w życie po życiu.

– Powiem panu, że z działaczami też tak jest. Zwłaszcza z działaczami-załatwiaczami. Jeździ taki Bentleyem za półtora miliona, lata prywatnymi odrzutowcami, a potem jest niezmiernie zdziwiony, że z dnia na dzień świat mu się rozsypał. Choć ciągle żyje, to już nic nie może. Nieboszczyk po prostu…

– A propos nieboszczyków i załatwiania – to pan zna?

Gospodin Rabinowicz ubiegał się o pracę w dużym moskiewskim banku.

– Panie Rabinowicz – powiedział szef kadr – właśnie zmarł nasz pracownik, bardzo szanowany był. Jeśli załatwi pan mu pogrzeb na cmentarzu Nowodziewiczym (wie pan – to takie nasze Powązki), to ma pan pracę u nas załatwioną.

– Nie ma sprawy! – oznajmił Rabinowicz.

Następnego dnia dzwoni:

– Tu Rabinowicz. Mam siedem miejsc na Nowodziewiczym, trzy w murze kremlowskim i dwa w mauzoleum. Przygotujcie ludzi.

– Powiem panu, panie Eustachy, że teraz i na Legii tylu by się znalazło…

Szaser