Likwidacja na Gocławiu

Balkon mieszkania pana Szymona odzwierciedlał to, co znajdowało się w jego lokalu.

Do mieszkania gocławskiego budynku przy ul. Rechniewskiego 12 można było dostać się jedynie od zewnątrz, gdyż wszystkie pomieszczenia zawalone były rzeczami zbieranymi przez lata przez lokatora. Do tego stopnia, że nie można było otworzyć drzwi wejściowych.

Po kilku latach prób wywarcia presji na lokatorze, aby posprzątał w swoim lokalu, SM „Gocław-Lotnisko” uzyskała sądowe prawo do wykonania tej czynności zamiast pana Szymona. W dniu egzekucji lokator próbował negocjować z prezesem Januszem Sienkiewiczem i wiceprezesem Krzysztofem Sieczyńskim.

– Obiecuję, że w ciągu dwóch tygodni wszystko posprzątam – mówił lokator. – Mam tu 17,5 tysiąca książek i cenne rzeczy. W myśl ugody możecie tylko uprzątnąć moje mieszkanie, a nie je wyrzucać. Obietnicę pan Szymon przekazał na piśmie.

– Skończ z tą szopką panie Szymonie, bo my mamy tego dosyć – wołał spod balkonu przedstawiciel Samorządu Gocławia Michał Byrski. – Daj pan ludziom żyć bez prusaków i szczurów! Lokator nie okazał się dłużny w słownej potyczce: – Jedyny szczur, jaki jest u mnie, to „Szczur” Andrzeja Zaniewskiego…

W asyście policji i służb sanitarnych dokonano wejścia do lokalu i rozpoczęto uprzątanie lokalu.

Trzydzieści godzin później dopiero kończono uprzątanie pierwszego pokoju. – To zajmie około tygodnia i raczej nie zdążymy przed świętami, bo śmieci jest zbyt wiele – mówił „Mieszkańcowi” drugiego dnia akcji przedstawiciel administracji Spółdzielni.

O sytuacji przy Rechniewskiego 12 pisaliśmy w ubiegłym tygodni – https://mieszkaniec.pl/wysypiskonabalkonie/