Makabryczna zabawa

Stołeczne przedszkola są notorycznie zawiadamiane o podłożonych ładunkach wybuchowych. Fałszywe alarmy budzą przerażenie, wywołują chaos i wiążą się z wielkimi kosztami, a ich sprawcy wciąż pozostają bezkarni. Makabryczna zabawa trwa.

Niemal za każdym razem scenariusz jest ten sam: nad ranem do przedszkola przychodzi mail z informacją o tym, że rano jedno z dzieci wniesie do placówki ładunek wybuchowy.

Nadawcy nie wysilają się na wymyślanie wyszukanych historii, bo te są powtarzane. Jak tłumaczy Andrzej Opala, rzecznik Urzędu Dzielnicy Praga-Południe, wiadomości, które najczęściej w nocy lub o świcie dostają przedszkola, są dwie: „Maluszek ma pod ubrankiem pas z ładunkami wybuchowymi który wkrótce wybuchnie uciekajcie bo będzie wasz koniec” lub „W plecaku malucha zamontowaliśmy broń odłamkową która rozje… was na kawałki detonacja za 15 minut uciekajcie zegar tyka” (pisownia oryginalna). Wiadomości przychodzą z adres wysyłki: Shah Rajani nevergiveupokman@gmail.com.

To właśnie Praga-Południe stała się najczęstszym celem ataków „dowcipnisiów”. Zdarza się, że tylko w ciągu jednego tygodnia takich alarmów bombowych jest nawet osiem! I dokładnie tyle razy wdrażano specjalne procedury, które mają uchronić dzieci przed potencjalnym zagrożeniem. Nikt nie jest w stanie przecież stwierdzić, czy po siedmiu fałszywych alarmach, ten ósmy nie będzie już prawdziwy. Informacja o bombie zawsze oznacza konieczność ewakuowania dzieci do pobliskich placówek oświatowych – do innych przedszkoli lub szkół.

Podobnie jest w innych dzielnicach. Na Białołęce w ciągu ostatnich miesięcy aż sześć razy maluchy musiały zostać ewakuowane z powodu maili informujących o bombie (również przeważa historyjka z pasem szahida). Na Targówku kilka alarmów, ale jak podkreśla rzecznik ratusza, Rafał Lasota, to samo było w czasie próbnych matur: nad ranem przychodził mail i zaczynało się całe zamieszanie – wzywanie rodziców, by wcześniej odebrali dzieci, ewakuacja, przyjazd policji itd.

Również w Wawrze były trzy fałszywe alarmy bombowe, dwa maile informowały o ładunku wybuchowym znajdującym się pod ubraniem dziecka, a kolejny, że w plecaku dziecka został podłożony ładunek.

Co robi przedszkole po odczytaniu takiej wiadomości?

Zgodnie z procedurami osoba, która przyjęła zgłoszenie o podłożeniu ładunku wybuchowego zgłasza to dyrektorowi, który do momentu pojawienia się policji kieruje akcją.

Dyrektor powiadamia policję, właściwe służby oraz przekazuje informację o zdarzeniu burmistrzowi dzielnicy. Podejmuje również decyzję o przerwaniu zajęć, ewakuacji i zabezpieczeniu dokumentacji. W zależności od sytuacji, podejmuje decyzję o poinformowaniu rodziców z prośbą o wcześniejsze odebranie dzieci. Po przybyciu na miejsce odpowiednich służb, policja przejmuje prowadzenie akcji. Po ogłoszeniu ewakuacji, osoba kierująca akcją sprawdza, w miejscu zbiórki, czy wszystkie osoby opuściły budynek, następnie pod opieką nauczycieli dzieci przemieszczają się do placówki wyznaczonej na wypadek ewakuacji. Po sprawdzeniu przez służby budynku wszyscy powracają do placówki – tłumaczy Aleksandra Słowińska, rzecznik Urzędu Dzielnicy Wawer.

Najwięcej szczęścia do tej pory miały maluchy z Pragi Północ. Niestety w ostatnich dniach, również i tam dotarły dwa maile informujące o ładunkach wybuchowych.

Jak to możliwe, że przy tak częstych fałszywych alarmach wysyłanych drogą mailową, do tej pory policja nie ustaliła ich sprawcy, skoro w dzisiejszych czasach to praktycznie niemożliwe, żeby ktokolwiek pozostał anonimowy w sieci? Dlaczego sprawcy wciąż pozostają bezkarni? Zapytaliśmy o to stołeczną policję. Odpowiedź jest… zaskakująca (?).

Uprzejmie informuję, że wypowiadamy się jedynie na temat potwierdzonych zgłoszeń – odpowiedziała nam mł. asp. Irmina Sulich z Wydziału Komunikacji Społecznej Komendy Stołecznej Policji.