Mandacik proszę!

Żyjesz sobie spokojnie i w miarę normalnie, aż pewnego dnia, ku swemu przerażeniu otrzymujesz wezwanie na policję i nie wiesz, o co chodzi? Takie sytuacje się zdarzają i będą zdarzały coraz częściej.

Choć w zdecydowanej większości staramy się żyć uczciwie i zgodnie z przepisami, to prawie każdy z nas (mowa o mieszkańcach zmotoryzowanych) kiedyś podpadł władzy i otrzymał od niej prezent w postaci mandatu. Ale era papierowych mandatów przechodzi do historii – od kilku lat wkracza era osobistych wezwań.

– Otrzymałam wezwanie na policję jako świadek, a ja nie wiem, o co chodzi… – mówi „Mieszkańcowi” jedna z czytelniczek. W jej głosie czuć mocny niepokój, bo nigdy wcześniej nie miała kontaktu z policją. Telefonicznie próbowała wyjaśnić sprawę i okazało się, że Straż Miejska przekazała policji zdjęcie, na którym czytelniczka nielegalnie jedzie swoim autem buspasem po jednej z ulic Pragi Południe. I właśnie w tej sprawie musi stawić się na Policji. – W takich sytuacjach do tej pory człowiek wyjaśniał wszystko w Straży Miejskiej, a co się zmieniło, aby teraz angażować aż policję do takiej błahostki..? – pyta czytelniczka.

Uprzejmie (cyfrowo) donoszę…

– Nie przekazujemy policji zdjęć z wykroczeń – mówi Sławomir Smyk rzecznik stołecznej Straży Miejskiej. Podobne wyjaśnienie słyszymy od funkcjonariuszy Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji. Niemniej, w czasie badania tematu, okazuje się, że w incydentalnych przypadkach możliwe jest przekazanie przez Straż Miejską dokumentacji wykroczenia Policji. Może do tego dojść, jeśli strażnicy np. udokumentowali wykroczenie złamania zakazu wjazdu od strony znaku zabraniającego tego manewru. – Karanie za wykroczenie przeciw znakowi B2 nie leży w naszych kompetencjach. Jeśli przypadkiem faktycznie nasi funkcjonariusze udokumentują takie zachowanie, to mogą je przekazać Policji, w której kompetencjach leży ten znak. Ale to nie jest tak, że my specjalnie robimy zdjęcia i wysyłamy je na Policję… – wyjaśnia rzecznik Smyk i dodaje, że wystawianie tradycyjnych, papierowych mandatów i pozostawianie ich za wycieraczką samochodu nie wynikało z żadnego aktu prawnego i funkcjonariusze nie mogli tego robić, dlatego od trzech lat sprawców wykroczeń powiadamia się w inny sposób.

W dalszych rozmowach z funkcjonariuszami KSP wychodzi, że przekazywanie policjantom spraw ze Straży Miejskiej jest jednak coraz częstsze i wcale nie wynika z nadgorliwości strażników. Otóż wykształciły się społeczności obywateli dbających o przestrzeganie zasad, którzy fotografują lub nagrywają rejestratorami wykroczenia innych kierowców. I o takich wykroczeniach zawiadamiają organy. Jeśli nie znają podziału kompetencji, to po prostu (i tak było w przypadku naszej czytelniczki) przesyłają dokumentację Straży Miejskiej. Ta zaś, ponieważ nie może karać za jazdę po buspasie (bo akurat w tej sprawie też nie ma kompetencji), a donos wpłynął, musi taki materiał przekazać Policji. W związku z postępującą cyfryzacją społeczeństwa, coraz częściej musimy liczyć się z tym, że z zaskoczenia możemy otrzymać wezwanie na komendę…

Promil, ale zawsze coś

W temacie mandatów badamy kolejny wątek – „przykaz intensywnego mandatowania źle zaparkowanych samochodów”, jaki ze stołecznego Ratusza miał popłynąć do miejskich strażników. Sprawa wypłynęła na jednej z facebookowych grup lokalnych. Ponoć takie polecenie wyszło z Ratusza w związku z „fatalnym stanem budżetu Miasta”. – To nieprawda – zaprzecza Edyta Mydłowska-Krawcewicz z Biura Prasowego Warszawy. – W 2020 roku Straż Miejska nałożyła o wiele mniej mandatów niż w 2019 r. Wiceprzewodnicząca stołecznej Komisji Budżetu i Finansów, radna Dorota Lutomirska, przekazuje nam szczegółowe dane. Wynika z nich, że w ostatnim roku za „wykroczenia przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi w komunikacji” Straż Miejska ukarała mandatami niecałe 79 tys. osób na łączną kwotę nieco ponad 8 mln zł. A w 2019 r. funkcjonariusze nałożyli prawie 134 tys. mandatów na prawie 14 mln zł. Tendencja jest więc wyraźna – zmniejsza się. Zapewne jest to pośrednim wynikiem covidu i zmiany naszych zachowań.

Nie należy też przeceniać roli, jaką mandaty odgrywają w budżecie miasta. – W minionym roku wpływy z wszystkich mandatów Straży Miejskiej wyniosły ok. 0,05% dochodów ogółem – wyjaśnia radna Dorota Lutomirska. Pogłoski o nadgorliwości strażników dementuje też rzecznik Smyk: – Nie ma nacisków z Miasta, to poszczególny funkcjonariusz decyduje, czy wystawi mandat i nikt nie może na nim niczego wymusić.

Z ziemi Polskiej do… Nysy

Wpływy z mandatów Straży Miejskiej zasilają budżet Warszawy. Mało kto wie, że trochę inaczej jest z mandatami wystawionymi przez Policję. – Dlaczego mam karę zapłacić do Opola skoro popełniłem wykroczenie w Warszawie? – pyta czytelnik. – Jako lokalny patriota chcę, skoro już popełniłem wykroczenie, żeby moje pieniądze wpływały do mojego miasta… Na potwierdzenie swoich słów czytelnik pokazuje blankiet mandatu do uiszczenia w Pierwszym Urzędzie Skarbowym w Opolu. To faktycznie ciekawy wątek. W czasie naszej interwencji dowiadujemy się, że kwestią mandatów zajmuje się faktycznie tamtejsza skarbówka, ale nie bezpośrednio. Do tego celu utworzono specjalny oddział – Centrum Mandatowe w… Nysie. – Wpływają do nas pieniądze z policyjnych mandatów nie tylko z Warszawy, ale z całej Polski – wyjaśnia naczelnik Centrum. – Tak jest w wyniku rozporządzenia od 2016 roku. Wcześniej sprawy wpłat za mandaty leżały w kompetencji poszczególnych wojewodów. Oczywiście, później z Opola (tzn. z Nysy) te środki trafiają do budżetu państwa. No, ale to jednak nie to samo co budżet danego miasta…

A dlaczego akurat wybrano Nysę na taką działalność? Nieoficjalnie dlatego, że… tam było duże bezrobocie, a takie Centrum to nowe miejsca pracy. Wychodzi na to, że nasi niepokorni kierowcy mogą się czuć dumni z tego, że przyczyniają się do zmniejszenia bezrobocia w opolskim regionie…