Mieszkańcy mają dość

Czasami dopiero ogromna awaria i bezpośrednie zagrożenie życia wszystkich mieszkańców bloku powoduje, że to czego nie udawało się zrobić przez lata – zostaje załatwione w parę dni. I tę teorię potwierdziła historia mieszkańców bloku z ul. Bora-Komorowskiego, którym pomogła dopiero pęknięta rura…
Sąsiad, który cierpi na syllogomanię, czyli patologiczne zbieractwo – prawie zawsze generuje ogromne problemy. Nie inaczej jest w przypadku pana Bogdana z Gocławia, który od ponad dekady zbiera i znosi do swojego mieszkania śmieci, a sam, od kilku lat, mieszka pod blokiem w samochodzie. Sąsiedzi skarżą się na brzydkie zapachy i robactwo i boją się rozszczelnienia gazu. Z właścicielem mieszkania nie są w stanie rozmawiać, ponieważ ten odmawia jakiegokolwiek kontaktu. Mieszkańcy mówią krótko, że żyją obok śmietnika.
Niedawno w mieszkaniu pana Bogdana mróz rozsadził kaloryfer, przez co zostały zalane inne lokale, klatka schodowa i szyb windy. Wtedy mieszkańcy powiedzieli DOŚĆ!!! Dopiero po nagłośnieniu sprawy lokal udało się posprzątać. Na jak długo? Kierownik administracji osiedla jest pewny, że pan Bogdan wróci do mieszkania i że będzie utrzymywać porządek. Potwierdziła to w swoim piśmie do redakcji Barbara Wójcik-Urbaniak, Pełnomocnik Zarządu Spółdzielni.
Co przez ponad 10 lat robiła w tej sprawie spółdzielnia?
– Pisaliśmy wielokrotnie do Sanepidu, do Pomocy Społecznej, do MOPsu, do Dzielnicy. Echa były takie, że osoby przychodziły, np. z Sanepidu, przychodziły służby, pukały, pan nie otwierał, oni odchodzili, spisali w protokole, że drzwi są zamknięte i że właściciel nie udostępnił mieszkania i nic nie możemy na to zrobić – wyliczył działania spółdzielni Krzysztof Sieczyński, vice-prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Gocław-Lotnisko.
Sanepid w swojej wypowiedzi podkreślił, że nie stwierdzano nieprzyjemnego zapachu, ani obecności insektów. Stwierdzono natomiast problem prawny
– Kto utrudnia lub udaremnia działania Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego, zgodnie z prawem, podlega karze pozbawienia wolności, ograniczenia wolności, bądź karze grzywny. W związku z tym występowaliśmy do sądu, sąd orzekał niestety iluzoryczne grzywny w stosunku do właściciela, a w ostatnim czasie sąd umorzył postępowanie.
– Takich ludzi bierze się na przymusowe leczenie i robi się porządki – piszą mieszkańcy w mediach społecznościowych. – Nie da się nikogo wziąć na przymusowe leczenie, jak nie wyraża na to zgody niestety, bo ten człowiek nie jest ubezwłasnowolniony – odpowiadają inni. – U mojej mamy w kamienicy była taka sąsiadka. Administrator umywał ręce, bo mieszkanie własnościowe. Firma, która podjęła się sprzątania, w maskach nie dawała rady. – Niestety mam u siebie w bloku identyczną sytuację. To jest przerażające, jak bardzo system jest nieudolny w takich przypadkach. Prawo bardziej chroni osobę, która stwarza zagrożenie epidemiologiczne i pożarowe, niż dziesiątki rodzin, które muszą tym oddychać. Instytucje odbijają piłeczkę, a my zostajemy z problemem sami – dodają kolejni mieszkańcy.
I właśnie brak pomocy ze strony instytucji, które swoją niemoc zasłaniają przepisami, jest w takich przypadkach najtrudniejszy do zrozumienia…
Co można zrobić w przypadku uciążliwego sąsiada?
|
MaG
Foto archiwalne
gazeta Mieszkaniec
Warszawski Lokalny Portal Informacyjny Mieszkaniec












