Krzysztof Chamiec MIESZKANIEC NR 14/1996

– Zadać pytanie: Kto to jest Krzysztof Chamiec? – to tyle, co narazić się na śmieszność.

– Powiedzmy raczej: kim był… – wtrąca nasz rozmówca.

– A to czemu? Czyżby już Pan miał dość sceny, sławy, tego świata, złudy, ale i magii, jakiej nie daje żaden inny zawód?

– Oczywiście! I nie mówię tego z akcentem pesymistycznym. Kilkadziesiąt lal tej pracy to naprawdę dosyć. Po prostu trzeba wiedzieć, kiedy przestać, a raczej wyhamować. Ja właśnie nie skończyłem, ale raczej wyhamowałem. Nie uprawiam swego zawodu już z takim zapałem, entuzjazmem jak kiedyś. Owszem, jeszcze od czasu do czasu przyjmuję jakąś propozycję, ale raczej dla przyjemności. Nie pracuję w żadnym teatrze etatowo, tylko jak mnie ktoś zaprasza, ale i warunki mi odpowiadają – to występuję gościnnie. Ale raczej rzadko i bez przesady. Znają mnie z tego, że nie biorę byle czego, żeby tylko stanąć na deskach teatralnych.

– To po pierwsze, a po wtóre, Chamca się nie bierze do byle czego i za 100 zł.

– No tak, nie bierze się. Ale aktorzy etatowi w teatrach zarabiają po 5-6 milionów miesięcznie i mają z tego żyć? Muszą dorabiać, chałturzyć, a ja już się do tego nie nadaję, nigdy się nie nadawałem.

– To były nasze pierwsze, luźne refleksje. A teraz pozwoli Pan, że przejdę do rzeczy. Już mówiłem, że każdy wie, kto to jest Krzysztof Chamiec, ale jest Pan także mieszkańcem naszej dzielnicy – Saskiej Kępy.

– Ja z Saską Kępą jestem związany właściwie od zawsze. Moja mama tutaj mieszkała, na ulicy Paryskiej. Niestety, w ubiegłym roku zmarła.

– Czy tu przyszedł Pan na świat?

– Nie. Urodziłem się po tamtej stronie Bugu i do dziś mam w dowodzie osobistym śmieszący mnie zapis: urodzony w ZSRR. Powiem, że czasem nawet mi z tego powodu przykro, że to jakoś do tej pory za mną idzie.

– Rozumiem, że po II wojnie światowej rodzice przybyli tutaj. Czy od razu na Saską Kępę?

– To nawet było wcześniej niż po zakończeniu wojny, a dokładnie po sławnej mowie Mołotowa, kiedy to oświadczył, że idą wyzwalać swoich braci spod burżuazyjno-pańskiego ucisku. Rozumiejąc, co to znaczy, myśmy jak naj prędzej przyjechali na tę stronę Bugu. No, i potem Warszawa już się plątała w moim życiorysie. Do szkoły chodziłem do księży Marianów na Bielanach…

– To tam, gdzie i generał Jaruzelski.

– Jest moim starszym kolegą, tyle, że kończył tę szkołę przed wojną, a ja, oczywiście po wojnie. Ale ta szkoła nas łączy. Może trochę anegdotycznie powiem, że kiedy spotkałem po raz pierwszy generała Jaruzelskiego to mu powiedziałem:

Dowiedziałem się z „Wolnej Europy” (to była prawda), że pan generał jest moim starszym kolegą. On, zdziwiony zapytał: – Skąd? A ja:– Z Bielan, ze szkoły Marianów. – Ach, tak, tak – potwierdził. A ja dodałem: – Tyle, że ja byłem takim sobie uczniem-szaraczkiem, a pan generał był przewodniczącym Sodalicji Mariańskiej. A on odpowiedział: – Tak, byłem bardzo zaangażowany w ruchu katolickim. Tu dodam, że Jaruzelscy to ludzie, którzy jak sobie wytkną jakiś cel, to uparcie i wytrwale do niego dążą i starają się realizować, są konsekwentni i rzetelni…

– Po tej dygresji wróćmy do naszego tematu. Czy rodzina Chamców, bo miał Pan dwóch braci, od razu się tutaj osiedliła?

– Moi bracia osiedlili się w Aninie, koło Wawra. Miałem dwóch braci, dziś już obaj niestety nie żyją. Starszy brat przeniósł się potem na Saską Kępę i mieszkał z matką, potem wyemigrował do Anglii i tam zmarł, a matka pozostała w tym samym domu, na ul. Paryskiej. A co do mnie, tak się zdarzyło, że mama żony nabyła ten dom i myśmy tutaj się wprowadzili, w pobliżu mojej matki. I tak jest od kilkunastu lat.

– I nie żałuje Pan, że w końcu tutaj zapuścił korzenie?

– Nie, lubię tę dzielnicę. Jest tu ładnie, dużo spokoju, trochę wiatru znad Wisły, po prostu jest tu dobrze.

– Czyli Saska Kępa stała się gniazdem dla połączonych rodów Chamców i Łączów, bo tak brzmi nazwisko rodowe pańskiej żony, także artystki.

– Tak, mieszkaliśmy kiedyś na Bielanach, ale to nie to co tutaj. Jako aktor wędrowałem po różnych miastach. I tu powiem panu ciekawostkę: byłem w teatrze w Krakowie, dłużej niż w Łodzi. A najwięcej sentymentu, spośród tych wszystkich miast, w których (łącznie z Krakowem) byłem, mam dla tej nielubianej, brzydkiej i zaniedbanej Łodzi. Tam miałem najlepsze doświadczenia z pracy w teatrze. Tam jest taka wspaniała publiczność: jak jej się nie podoba to gwiżdże, jak się podoba – to jest gorąca, entuzjastyczna. Bardzo lubię taką szczerość i spontaniczność publiczności. Teraz na starość trochę uciekam od ludzi. Może to herezja, ale ludzie mnie męczą. Może to przesyt związany z długą karierą i dosyć intensywnym życiem: nie lubię bankietów, było ich już za dużo, raczej kameralne spotkania, dom, dziecko, chyba już szukam spokoju.

– Pan się zdecydowanie postarza.

– Nie, ja przez cały czas mówię prawdę.

– Co zatem Pana cieszy, co daje radość istnienia i życia?

– Powiem Panu. Pojechałem sobie niedawno na swoją przepiękną łąkę. Tam wpada Wkra do Narwi, tam sobie wędeczki zarzucam i jak okiem sięgnąć ani jednego człowieka nie widziałem. Byłem absolutnie sam. Było mi dobrze. A kiedy położyłem się na tej soczystej trawie, wdychałem zapach ziół, ziemi, przyrody – byłem szczęśliwy. Tego mi teraz potrzeba, to daje mi największą radość.

– I na tym Pan chce poprzestać? Tak ma już zostać: łąka, ziemia, zapach trawy?

– No, niezupełnie. Powiem na koniec, jaki mam plan. Otóż wybieram się ze starszym synem w niebanalną podróż wokół świata, to znaczy po „tamtej stronie”, wokół półkuli południowej: Australia, Tasmania, Nowa Zelandia itd. Tam mnie jeszcze nie było, liczę na wspaniałe wrażenia, na coś nowego, na wyprawę w nieznane, która też da mi kontakt ze światem, nieznaną przyrodą, radość poznania czegoś, czego jeszcze nie widziałem.

– Zatem przyjemnej podróży, wielu wrażeń, radości życia i poznawania świata! Zresztą życzę Panu tego, czego Pan sam sobie życzy. I dziękuję za rozmowę,

Stanisław Goszczurny


Krzysztof Chamiec, właściwie Krzysztof Andrzej Jaxa-Chamiec herbu Gryf (ur. 2 lutego 1930 w Andrusze, zm. 11 października 2001 w Warszawie) – aktor teatralny, filmowy i telewizyjny.

Na ekranie filmowym zadebiutował w 1961 rolą hrabiego Alfreda Łaskiego w Komediantach Marii Kaniewskiej. Wystąpił w kilkudziesięciu filmach polskich i zagranicznych. Jego emploi (męski, wyniosły, pewny siebie) predestynowało go do grania ról mundurowych, zwłaszcza oficerów, ludzi wykształconych, dyplomatów, arystokratów, cudzoziemców; często odtwarzał postaci historyczne.

Występował w Teatrze Telewizji i Teatrze Sensacji „Kobra” oraz w Teatrze Polskiego Radia.

Członek SPATiF-ZASP, w latach 1957–1982 członek Zarządu Oddziału Warszawskiego tego stowarzyszenia.

Miał szlacheckie pochodzenie. Był synem Jadwigi Chamiec i Bronisława Jaxa-Chamca herbu Gryf. Miał czworo rodzeństwa. Był mężem Aleksandry Grzędzianki, Joanny Jędryki, Joanny Sobieskiej i Laury Łącz.

Źródło: pl.wikipedia.org