Mniejszy ruch, więcej ofiar

„44 osoby już nigdy nie spełnią swoich marzeń, już nigdy nie wrócą do domu, już nigdy nie zobaczą swoich bliskich”. W ramach najnowszej kampanii ZDM pyta retorycznie „Czy to dużo?”.

Mamy pandemię, więc wiele osób od długiego czasu pracuje zdalnie, dlatego ruch na ulicach jest wyraźnie mniejszy niż rok temu. Mniej samochodów, większe pole do popisu dla kierowców, którzy lubią wcisnąć pedał gazu w swoich samochodach i to wyraźnie widać w pomiarach Zarządu Dróg Miejskich.

Badania prowadzone są od lat na różne sposoby, jednym z nich jest pomiar w określonych punktach dróg. I właśnie z takich kontroli wynika, że „najszybszym” punktem jest ul. Puławska między węzłem Wyścigi a skrzyżowaniem z ulicami Pileckiego i Poleczki. Aż 98,5 proc. zarejestrowanych w trakcie badania samochodów poruszało się z prędkością większą niż dopuszczalna!

Na 2. miejscu znajduje się ul. Płochocińska na Białołęce w pobliżu wjazdu do kompleksu handlowego „Marywilska 44” (średnia prędkość pojazdów to 76,2 km/h), na 3. pozycji uplasowała się ul. Jagiellońska między przystankami „Dyrekcja FSO” i „Budzińskiej-Tylickiej” (75,5 km/h przy dopuszczalnej prędkości „60”). W 10 spośród 65 punktów pomiarowych ponad dwie trzecie kierowców przekraczało prędkość o ponad 10 km/h.

Niestety, paradoksalnie wraz ze zmniejszeniem ruchu na drogach, wzrosła liczba ofiar wypadków, bo w 2020 roku na stołecznych ulicach zginęły aż 44 osoby. A to alarmujące dane, biorąc pod uwagę starania do realizacji „wizji zero”. Przez kilka lat było mało powodów do zadowolenia (choć trudno to tak nazwać, bo każda śmierć to o jedną tragedię za dużo). Jeszcze w 2013 roku śmierć w wypadkach poniosły aż 74 osoby. Od tego czasu tragiczną statystykę nieustannie udawało się zmniejszać. W 2019 roku wypadków śmiertelnych było już tylko 35, czyli najmniej w historii Warszawy i aż o 53 proc. mniej niż w 2013 r. W minionym, 2020 r., po raz pierwszy od 7 lat ten pozytywny trend został zatrzymany. Śmierć poniosły aż 44 osoby. Tym samym liczba ofiar wróciła dokładnie do poziomu z 2018 roku.

Przykładów tragedii, których można było uniknąć, gdyby kierowca zachował ostrożność, jechał wolniej, jest wiele. Ostatnia, do której doszło na Grójeckiej, poruszyła wszystkich: kierowca audi stracił panowanie nad samochodem i na prostej drodze, przy dobrych warunkach pogodowych, wjechał w pieszych na chodniku. Jedna osoba zginęła na miejscu…

Miasto rozpoczęło kilkutygodniową akcję pod nazwą „Śmierć to nie statystyka” skierowaną przede wszystkim do kierowców samochodów, bo to oni są najczęstszymi sprawcami wypadków. Hasła kampanii są na autobusach komunikacji miejskiej, bo właśnie w taki sposób najlepiej dotrą do grupy docelowej. Po co to wszystko? Aby zmienić podejście kierowców do bezpieczeństwa na drogach, skłonić ich do refleksji i zastanowienia się nad tym, że każdy wypadek to tragedia, a jego ofiary miały przed sobą życie, które ktoś im odebrał, bo lekkomyślnie wcisnął pedał gazu.


W ramach analizy sytuacji na drogach ZDM bada m.in. prędkość. Zeszłoroczne pomiary przeprowadzone w ponad 65 punktach na próbie 1,37 mln pojazdów dostarczyły niepokojących rezultatów. Zarejestrowano ponad 857 tys. przekroczeń prędkości dopuszczalnej, co oznacza aż 62 proc. wszystkich zarejestrowanych pojazdów. Blisko 530 tys. dotyczyło przekroczenia o ponad 10 km/h (38 proc. wszystkich pojazdów). Ponad 8 tys. kierowców (0,59 proc. wszystkich pomiarów) przekroczyło prędkość o więcej niż 50 km/h, czyli powinno stracić prawo jazdy. Ten odsetek był aż o jedną czwartą wyższy niż rok wcześniej (0,47 proc.). Wyniki pomiarów zostały przekazane policji oraz Inspekcji Transportu Drogowego, które są uprawnione do kontroli wykroczeń i egzekwowania odpowiednich kar.