Mój priorytet to dzieci

O ważnych dla dzielnicy sprawach rozmawiamy z panem Arturem Namiotą, związanym z Pragą Południe od ponad czterdziestu lat. Z żoną i córeczkami mieszka na osiedlu SM „Ostrobramska”. Na co dzień – inspektor w administracji mieszkaniowej (państwowej), poza pracą – od lat zaangażowany społecznik.

– Ma Pan ogromne doświadczenie w działalności społecznej w szkolnej Radzie Rodziców.

– Tak, i to niejednej (śmiech). Zaczynałem jeszcze w Radzie Rodziców w Przedszkolu nr 179 przy ul. Jarocińskiej. Ze wzruszeniem wspominam współpracę z nieodżałowaną panią Barbarą Domańską, świetną dyrektorką placówki, bardzo kochaną przez dzieci i cenioną przez rodziców. To były początki mojej działalności i z doświadczeń tam zdobytych korzystałem w późniejszej pracy w Radach Szkoły Podstawowej nr 163 na ul. Osieckiej czy w Gimnazjum nr 23 przy ul. Tarnowieckiej.

– O jakich latach mówimy?

– To były lata 2005–2017. Szkolnictwo, nie tylko praskie, doświadczało wielu zmian. Niektóre wydawały się niepokojące: nie byłem entuzjastą tworzenia gimnazjów, lecz nie miałem racji. Oddzielenie dwóch grup wiekowych – dzieci i młodzieży okazało się bardzo korzystne dla obu stron. Myślę, że ułatwiało to pracę nauczycielom, zarówno merytoryczną, jak i pedagogiczną, wychowawczą. Teraz znowu obserwujemy zmianę: koniec gimnazjów. To rodzi wiele problemów, nie tylko dla placówek oświatowych, ale i dla rodziców. Trudno zorganizować normalnie funkcjonujący dom, gdzie oboje rodzice pracują, a dzieci chodzą do szkoły na różne zmiany, zaczynając lekcje czasem nawet o godzinie 13. Świetlice to jednak przechowalnie i dziecko po wielu godzinach przesiedzianych tam od rana, gdy o trzynastej zaczyna lekcje, nie jest w stanie funkcjonować w pełni swoich możliwości. A wieczorem wraca do domu i… siada do odrabiania lekcji! Moje córki na szczęście te etapy edukacji mają już za sobą, ale nasze pokolenie też chodziło do szkoły na zmiany i dobrze pamiętam, jaki to był koszmar. Szkoda, że dziś osoby, które podejmują tak ważne decyzje, nie za bardzo słuchają rodziców, choć przecież to oni odpowiadają za harmonijny rozwój dziecka, jego zdrowie i bezpieczeństwo. Szkoła powinna niezłomnie respektować rodzinę, uwzględniać ją w swoich obserwacjach, a nie przysparzać dodatkowych problemów. Czegoś w tej reformie zabrakło. Przecież teraz wychowujemy pokolenie, które – za ileś tam lat – ma zadbać o naszą starość. Kogo wykształcimy? Jakie nawyki wpoimy? Jaki model rodziny ukształtujemy?

– Czym zajmowały się Rady Rodziców, którym Pan wielokrotnie przewodził?

– Mnóstwem rzeczy, poza zwykłymi obowiązkami, wynikającymi z kompetencji każdej Rady. Byliśmy pełni zapału i energii, a dyrekcje szkół stwarzały nam świetne możliwości do działania. Przez wiele lat znakomicie współpracowaliśmy ze śp. księdzem prałatem Zenonem Majcherem, proboszczem parafii Narodzenia Pańskiego przy ul. Ostrobramskiej. Zawsze nas wspierał, chętnie włączał się w rozmaite akcje, nie tylko organizowanie świątecznych paczek dla dzieci. Pierwszy tutaj szkolny piknik rodzinny zorganizowaliśmy właśnie my, rodzice dzieci z SP 163 we współpracy z cudowną panią dyrektor Danutą Czarnecką. Zainstalowaliśmy wideodomofon w szkole, by babcie nie musiały wspinać się na pierwsze piętro, odbierając wnuczęta ze świetlicy. Doprowadziliśmy do przyznania osobistego asystenta niepełnosprawnemu dziecku, ucząc tolerancji i szacunku dla odmienności. Zorganizowaliśmy sfinansowany przez Dzielnicę, a zaprojektowany przez rodzica ogródek przyszkolny, obok przystanku autobusowego. Wiele też działo się w Gimnazjum nr 23: poza wszystkim zacieśniliśmy współpracę ze Spółdzielnią „Ostrobramska”, co owocowało m.in. integracją pokoleń i letnimi, otwartymi spotkaniami w plenerze. Oj, długo by wymieniać, bo pracując z tak świetnymi ludźmi można zrobić naprawdę wiele. Jeśli się chce.

– Wiem, że to nie jest jedyna działalność prospołeczna, na jaką znajduje Pan czas.

– Tak, od roku 2010 (z przerwą) działam w Radzie Osiedla Grochów Południowy. To organ, który realizuje ważne dla grochowian cele, pozostając w stałym kontakcie i z mieszkańcami, i z Urzędem Dzielnicy. Wcześniej, bo w roku 2000, rozpocząłem regulowaną kadencyjnością działalność w Radzie Osiedla Ostrobramska (dziś to odrębna spółdzielnia). Zacząłem w Komisji Eksploatacyjnej. Tu też trafiłem na świetnych ludzi, nauczyłem się bardzo wiele, co przydaje mi się wielokrotnie w obecnej pracy zawodowej i w obecnej pracy w Radzie Nadzorczej. Mieszkańcy „Ostrobramskiej” w czerwcu wybrali mnie na kolejną kadencję, a to zaufanie bardzo zobowiązuje.

– Dlaczego Pan to wszystko robi?

– Dzieci i ich sprawy zawsze leżały mi na sercu i tak jest nadal. Jednym z zadań naszej Rady Nadzorczej jest troska o place zabaw i o tereny zielone, ważne dla seniorów i dla dzieci. Dzięki moim doświadczeniom mogę jeszcze skuteczniej służyć naszej społeczności. Dziecko i rodzina są zawsze moim priorytetem.

Rozmawiał Adam Smoliński