Morderstwo w afekcie

– No to mistrzostwa mamy z głowy?…

Eustachy Mordziak zapraszającym gestem wskazał panu Kazimierzowi Główce jego ulubiony zydelek. To dziwna para – kupiec tutejszy i stały klient bazaru na pl. Szembeka, Kazimierz Główka, emeryt. Spotykali się z okazji zakupów, ale poznali się przez to jak łyse konie. Było oczywiste, że w porze Mistrzostw Europy tematem numer jeden była królowa polskich serc kibicowskich, piłka.

– Powiedz pan, panie Kaziu, jak to jest, że kobit piłka nożna nie bierze w ogóle.

– A jeśli to na ogół w okresie narzeczeństwa, że tak powiem. Panie, jak już zagną na kogoś parol, gotowe są do największych poświęceń, choćby i do interesowania się Achillesem Lewandowskiego.

– Moja Krysia dopytywała nawet wtedy, na czym ten cały spalony polega…

– A teraz pyta?

– A co pan?! „Ścisz to, bo wytrzymać nie można” – tyle ma do powiedzenia w trakcie meczu.

– No i o tym mówię.

– Ale jak tak można?

– Bo kobity trzeźwo myślące są. Dla nich facet zawsze o wiele pożyteczniej spędza czas z dzieckiem na placu zabaw niż przed telewizorem i podskakiwaniu na fotelu. I powiem panu więcej, one robią wszystko, żeby na ich wyszło! Trzeba naprawdę wielkiego hartu ducha, żeby dla świętego spokoju nie zostawić naszych orłów na pastwę losu.

– Moja Krysia zawsze wtedy źle się czuje. – Co ci jest, pytam? – Nic, nic, oglądaj sobie. Nie zwracaj na mnie uwagi… Po chwili, wie pan – na ogół w sytuacji podbramkowej (i to pod naszą bramką): – Zrobiłbyś mi herbaty…

Idę do kuchni. Nasi ustawiają mur. Woda wrze. Wlewam do kubka, tamci ładują taką petardę, że za chwilę Szczęsnemu ręce połamie. Wylałem wrzątek, poparzyłem rękę, klnę w duchu na czym świat stoi. Szczęsny rżnie niewiniątko… Wycieram wodę ze stołu, niosę, siadam. Nasi atakują… Idą prawą stroną: Bereszyński do Modera, Moder zagrywa na drugą stronę (Szpakowski bredzi, że „diagonalnie”) do Jóźwiaka, ten w pełnym biegu centruje do…

– W kuchni, w kredensie są moje proszki na ból głowy, przynieś, bo już nie wytrzymam.

– I wtedy to pan nie wytrzymuje? Ja pana rozumiem, panie Eustachy i przed każdym sądem zaświadczę, że to było w afekcie… Na dodatek świadomie sprowokowanym przez ofiarę.…

– Na szczęście odpuściło mnie panie Kaziu, bo nasi oczywiście nie strzelili. Niby dlaczego mieliby strzelać i zdobywać bramki? Przecież najważniejsze jest samo uczestnictwo. Niech inni wygrywają, nasi stworzeni są do wyższych celów.

Szaser