MPP – Mobilny Punkt Poradnictwa czyli co? Z wizytą w autobusie dla osób bezdomnych

Po raz drugi na ulicach Warszawy możemy zobaczyć autobus MPP czyli Mobilny Punkt Poradnictwa. W nim osoby bezdomne mogą się napić gorącej herbaty i uzyskać wsparcie. Jak to faktycznie działa? Postanowiliśmy sprawdzić i wybraliśmy się na przejażdżkę tym specjalnym pojazdem.

MPP rusza z Dworca Wschodniego. To właśnie na ul. Kijowskiej wsiadają pierwsi pasażerowie. Zziębnięci, marzący o kubku gorącej herbaty czy kawy witają się i przedstawiają, choć większość z nich robić tego nie musi, bo z możliwości przejażdżki korzystają codziennie. Po co? By zdrzemnąć się spokojnie przez chwilę, ogrzać i porozmawiać. Tutaj nikt na nich krzywo nie patrzy, nie przegania. Wręcz przeciwnie, wszyscy interesują się co słychać, jak zdrowie i jak mija każdy kolejny dzień.

W dniu kiedy my wybraliśmy się na wycieczkę, w autobusie dyżur pełnili: koordynatorka MPP Aleksandra Cacko, psycholog Lena Marciniak i Mateusz Romanowski, który po doświadczeniach w streetworkingu i ponad 4 latach pracy za biurkiem stwierdził, że jego zawodowa droga musi wiązać się z pracą w terenie, wśród ludzi, którym można pomóc. W ubiegłym roku w Mobilnym Punkcie Poradnictwa odbył praktyki, a w tym już oficjalnie dołączył do teamu MPP.

Zawsze w autobusie są min. dwie osoby. Dzięki temu jest bezpiecznie i możemy wszystkim poświęcić tyle czasu, ile w danym momencie potrzeba – mówi Ola i dodaje, że niedługo do zespołu dołączy terapeuta uzależnień. To ważne dla wielu osób, choć, wbrew powszechnej opinii, wśród bezdomnych alkoholicy nie stanowią większość. Według naszych „autobusowych” statystyk to ok. 25 proc. – Zdarza się, że właśnie alkoholizm doprowadza ludzi do bezdomności, jednak to nie jest regułą i dobrze byśmy wszyscy o tym wiedzieli. Nikt z nas nie wie, co za chwilę może go spotkać w życiu, a to bywa przewrotne… Starta pracy, daremne poszukiwania nowej, mija miesiąc, dwa, trzy. Potem „wysiada” psychika, piętrzą się problemy, bo nie ma jak zapłacić za prąd czy mieszkanie… Często właśnie tak to się zaczyna.

Autobus MPP robi cztery „kółka” dziennie. Objeżdża miasto, umożliwiając tym samym dojazd do schronisk, jadłodajni czy punktów pomocy medycznych. Dociera do dworców gdzie przebywają osoby bezdomne. Dzięki temu m.in. z Pragi Północ można dotrzeć do karetki dyżurującej w poniedziałki i piątki przy Centralnym, czy do Lekarzy Nadziei przy ul. Wolskiej. Ten autobus nie jest zatłoczony, ale też nigdy nie jeździ na pusto. Jego rozkład jazdy wisi podobnie jak inne, na przystankach.

Na placu Szembeka jest w nim 5 osób. Sami mężczyźni. Jeden pan śpi kurczowo ściskają małą torbę, inny prosi o herbatę. Dwóch z tyłu autobusu żywo dyskutuje o nieprzyjemnej pogodzie. Kolejny podchodzi do koordynatorki i prosi o podanie adresu jadłodajni, o której słyszał.

Tam jest czysto, nie ma „meneli”, dlatego chciałbym tam dotrzeć – mówi pan Witold. Na zdjęciu nie chce pokazać twarzy, ale chętnie opowiada o swoim życiu. – Jak stałem się bezdomny? Alkohol. Nie będę się tego wypierał, może dla innych będzie to przestrogą. Spałem w różnych miejscach, często na klatkach schodowych. Teraz, dzięki ludziom właśnie z tego autobusu, wieczorami wracam do noclegowni. W MPP jestem codziennie, nie tylko po to, by się ogrzać, ale żeby pogadać. Tutaj nikt mnie nie ocenia. Dostaję mnóstwo przydatnych wskazówek co mam ze sobą robić. Mam nadzieję, że małymi kroczkami w końcu wyjdę na prostą – dodaje mężczyzna i wspomina, że jednym z pracowników autobusu jest człowiek, który na własnej skórze poczuł bezdomność. Skoro jemu się udało to inni też potrafią!

Kiedy rozmawiamy z panem Witoldem, autobus zatrzymuje się na przystanku, którego nie ma na rozkładzie. Mateusz wychodzi z kubkiem gorącej herbaty i podchodzi do zziębniętego mężczyzny stojącego na chodniku.

Reagujemy gdy widzimy takie osoby. Trzeba wyciągać do nich rękę, bo same nie potrafią zupełnie się odnaleźć – mówi Aleksandra Cacko i dodaje, że w ubiegłym roku z MPP skorzystało 279 osób, wydane zostało ponad 7 tys. kubków herbaty. W tym roku, w pierwszych trzech tygodniach kursowania autobusu, odnotowano w nim już 84 pasażerów.

Kiedy rozmawiamy o tych danych, w autobusie pojawiają się kolejni bezdomni. Tym razem para, młoda kobieta i mężczyzna. Szybko dowiadujemy się, że ów pan nie miał gdzie wrócić po wyjściu z więzienia, jego domem została ulica, sypialnia to kącik w podwórku na Nowym Świecie. Są kartony, kołdra, więc nie ma co narzekać. Radzą sobie, ale mają mały problem.

Kasi (imię zmienione na potrzebę tego artykułu) coś dzieje się z nogą. Do połowy „dziwnie” wygląda, jakby miała jedną duża ranę. Odkaziłem, zawinąłem, jest lepiej. Przejdzie czy szukać lekarza? – pyta mężczyzna.

Nikt nie ma wątpliwości, że porada medyczna jest niezbędna. Bardzo szybko Lena i Mateusz zapisują adresy i wyjaśniają kiedy i gdzie kobietę może zobaczyć lekarz.

Dłuższy przystanek na całej trasie jest jeden – na pętli przy cmentarzu Wolskim. Tutaj wszyscy mogą skorzystać z toalety. Część osób to robi, inni wychodzą zapalić, a kilka osób zostaje, by porozmawiać z członkami MPP teamu. Ciągły ruch, zamieszanie, praca w autobusie jest non stop i nie wydaje się być najlżejsza. Kiedy jednak pytamy skąd taki wybór pracy, dlaczego zdecydowali się akurat na takie zajęcie, patrzą z wielkim zaskoczeniem.

A dlaczego nie? Każdy lubi robić w życiu coś innego. Ja kocham to co robię, bo wiem że moja praca ma sens. Kiedy patrzę na kolejne osoby, które powolutku wychodzą na prostą wiem, że robię coś naprawdę pożytecznego – mówi Mateusz i dodaje, że bywają trudne momenty. Jakie? – Kiedy ktoś, kto jest z nami dłuższy czas ginie. Dosłownie i w przenośni. Z tym zawsze jest trudno się pogodzić…

Problemy nie znikają w dni wolne od pracy, dlatego każdy, jeśli znajdzie się na życiowym zakręcie, może liczyć na pomoc w autobusie (nawet w święta czy Nowy Rok). Ekipa MPP pracuje codziennie i po krótkiej chwili spędzonej z tymi ludźmi w trasie, można stwierdzić jedno: każdego dnia jest ktoś, kto zawdzięcza im życie…