Nadal bez legalnego dojścia

mała jedynkaOdnowiony 6 lat temu staraniem 47 przedsiębiorstw, spółek, firm i prywatnych darczyńców z PKP na czele, zabytkowy Cmentarz Choleryczny nadal jest miejscem, na które nie można dotrzeć legalnie.

Znajdujący się na Pradze Północ Cmentarz Choleryczny położony jest między trzema torami kolejowymi, którymi poruszają się pociągi dalekobieżne i podmiejskie. Przez żaden z trzech torów nie ma legalnego przejścia. Tymczasem przekroczenie torów w sposób nielegalny karane jest mandatem w wysokości 50 zł – paragraf 2 pkt 3 Rozp. MI z dn. 23.11.2004 r. Jednak od mandatu o wiele gorsza jest śmierć i ona jest zresztą bardziej prawdopodobna, gdyż np. torem najbliższym cmentarzowi pędzą pociągi z prędkością ponad stu kilometrów na godzinę – między innymi pendolino.

Dlaczego nie ma legalnego przejścia? No właśnie! Cmentarz jest na terenie należącym do spółki PKP Polskie Linie Kolejowe i to ta spółka opiekuje się cmentarzem. Cztery lata temu cmentarz został wpisany do rejestru zabytków. Nic dziwnego.

Historią sięga lat 70. XIX wieku, kiedy pochowano tu 478 ofiar zarazy cholerycznej, jaka szalała w Warszawie. W 1908 roku PKP rozbudowywało tory i trasa przechodziła akurat przez cmentarz. Dlatego nekropolię zlikwidowano, a opodal zrobiono zbiorową mogiłę i ustawiono pomnik upamiętniający ekshumowane ofiary cholery. Całość otoczono ceglanym murem z otworami w kształcie krzyży. Ostatnie przedwojenne zdjęcie cmentarza pochodzi z 1925 roku.

Po wojnie obiekt nadal istniał, ale niszczał, aż do kompletnej ruiny w latach 90. Na początku XXI wieku coraz więcej osób zaczęło interesować się cmentarzem i w końcu inżynier kolejowy Waldemar Matejak postanowił doprowadzić do podniesienia cmentarza z ruin. Zorganizował zbiórkę pieniędzy, w którą włączyły się firmy związane w większości z koleją. Wreszcie w 2010 roku cmentarz został odnowiony. Po wpisaniu go do rejestru zabytków stał się dobrem narodowym, choć na terenie PKP.wybrany 2-1

I tu zaczyna się problem. Teoretycznie wszyscy, ze stołecznym konserwatorem zabytków włącznie, twierdzą, że skoro cmentarz jest zabytkiem, a zabytek jest dobrem narodowym, to powinien być narodowi udostępniony. Ale jak? Znajduje się na terenie PKP. Do PKP należą też tory, które uniemożliwiają do niego dostęp. Nie można zrobić przez te tory pieszego przejścia, gdyż zmuszałoby to pociągi do hamowania, co z kolei powodowałoby opóźnienia w rozkładach jazdy. Przejście musi być więc podziemne.

PKP nawet zrobiło symulację, w którym miejscu byłoby najkorzystniejsze. Do torów można dostać się od ulic: Starzyńskiego, a także Instytutowej i Staniewickiej. Jednak Instytutowa i Staniewicka to drobne, mało uczęszczane ulice. Stąd pomysł, by przejście powstało pod torami na nasypie kolejowym przy Starzyńskiego na wprost Namysłowskiej. Jednak takie przejście to wchodzenie już na teren nienależący do PKP, a dzielnicy Praga-Północ. Potrzebna jest więc współpraca. PKP PLK deklaruje pomoc. Od dawna śle pisma do północnopraskiego ratusza. Chce przekazać teren pod cmentarzem dzielnicy.

Dzielnica i chce go przejąć i… boi się, bo przejęcie terenu oznacza konieczność wytyczenia podziemnego przejścia, a to wiąże się z wydatkami, na jakie dzielnicę nie stać. Przedstawiciele PKP mogą dostać się na cmentarz przez tory zupełnie legalnie. Każdy inny, gdy to zrobi popełni wykroczenie. Dlatego dzielnica przejmując teren, jeśli chce się nim opiekować, musi zbudować przejście.

W marcu ubiegłego roku podjęto uchwałę, że dzielnica jest gotowa, ale ze względu na koszty budowy przejścia (wstępnie oszacowane na ok. pół miliona złotych) potrzebna jest pomoc miasta. Pismo do miasta zostało wysłane w maju ubiegłego roku. Praga-Północ nadal czeka na odpowiedź ratusza.

Z nieoficjalnych źródeł wiemy, że w przyszłym roku planowany jest remont toru PKP wzdłuż Starzyńskiego. To dobra okazja, by zbudować pod tym torem przejście. PKP przecież od dawna deklaruje pomoc. A Warszawiacy i miłośnicy historii miasta niecierpliwie czekają na to, aż będą mogli legalnie odwiedzić jeden z najciekawszych praskich zabytków.

(M.K. Piekarska)