Nadzieja matką…

Kiedy jakiś czas temu wiceprezydent Warszawy, Renata Kaznowska ogłosiła program poprawy jakości dróg nieutwardzonych, w mieszkańców Białołęki wstąpiła nadzieja.

Wszyscy z niecierpliwością wyczekiwali na decyzję, które ulice w końcu zostaną ucywilizowane (remont w wielu przypadkach to zbyt wielkie słowo). W końcu ogłoszono listę, a na niej cztery białołęckie drogowe koszmary.

Brzmi nieźle? Na pierwszy rzut oka na pewno, szkopuł w tym, że te cztery drogi to w praktyce ich krótkie fragmenty, a w sumie 1,3 kilometra asfaltu…

W ramach programu poprawy jakości dróg nieutwardzonych dzielnica zgłosiła 149 pozycji. Do programu zakwalifikowano ostatecznie tylko cztery z nich: Semaforowa (220 m), Karnicka (190 m), Pszeniczna (530 m) i Myśliwska (320 m).

Zapytani o opinię mieszkańcy mówią, że ta decyzja to po prostu kpina. Zastanawiają się, kto wybrał przedstawione odcinki dróg.

Olbrzymie rozczarowanie. Kolejny raz po prostu z nas zakpiono. Samo wielkie odtrąbienie sukcesu – wyremontujemy cztery drogi brzmiało nie tyle dobrze, co dawało jakieś światełko w tunelu. Szybko jednak ono zgasło po krótkiej analizie. Dadzą nam kilometr asfaltu! – mówi rozgoryczona mieszkanka Zielonej Białołęki.

Rozczarowania nie kryją też radni, którzy również podkreślają, że ten program był wielką nadzieją.

Jak się jednak okazało, po raz kolejny nasza dzielnica została potraktowana lekceważąco. Bo utwardzenie 1300 merów bieżących dróg nie można nazwać poważną propozycją. Jestem zażenowana takimi decyzjami. Jest mi również przykro, że Zarząd Dzielnicy nie zrobił nic, aby umożliwić mieszkańcom udział w procesie zgłaszania ulic do programu, a następnie lobbowania, chociażby organizując spotkanie z mieszkańcami z udziałem wiceprezydent Kaznowskiej – mówi radna Mariola Olszewska.