Najgorsza, winna wszystkiemu – żona alkoholika – współuzależniona

Kiedy w rodzinie jedna z osób jest uzależniona od alkoholu, cierpi cała rodzina. Wszyscy odczuwają bolesne skutki tej choroby, są współuzależnieni. Współuzależnienie to nie jest uzależnienie od alkoholu (niestety wciąż tak kojarzy się to określenie), tylko od życia pod dyktando alkoholika. To cierpienie z powodu nieustającego lęku, nadmiernej odpowiedzialności, opiekuńczości i poczucia winy.

W mediach dużo miejsca poświęca się problemom osób uzależnionych, chorzy na każdym kroku mają dostępne kompendium wiedzy na temat możliwości leczenia. W każdej chwili mogą też skorzystać z prowadzonych przez Miasto poradni. Tworzone są dla nich kolejne programy pomocowe. Wystarczy, że zgłoszą chęć podjęcia leczenia i trzeźwi zgłoszą się na konsultację do wybranego przez siebie punktu. A te są w każdej dzielnicy.

Niestety w tym wszystkim na dalszy plan schodzą rodziny alkoholików. O nich przy okazji „reklamowania” programów dla osób uzależnionych jedynie wspomina się, najczęściej przy okazji samej nazwy poradni czy projektu, określając tych, którzy na co dzień przechodzą gehennę u boku alkoholika, jako współuzależnionych.

Ci, którzy w swoim życiu zetknęli się z problemem uzależnienia w rodzinach doskonale wiedzą, że to określenie nie jest na wyrost i nie wzięło się z niczego.

Uzależnienie męża (panów przepraszamy za wzorzec męski, ale statystycznie to właśnie mężczyźni najczęściej są alkoholikami, więc dla ułatwienia posłużymy się takim przykładem) powoduje, że żona przejmuje większość obowiązków, dostosowuje całe życie do uzależnienia, przejmuje odpowiedzialność za dom, robi wszystko, by był w nim spokój. To z kolei tworzy idealne warunki do dalszego picia męża. Tworzy się błędne koło. Najczęściej dochodzi przemoc, nie tylko fizyczna, ale też psychiczna, polegająca na obwinianiu żony za wszystko, poniżaniu jej na każdym kroku. Kobieta latami tkwi u boku człowieka, który ją niszczy. Chce coś zmienić, odejść, ale nie potrafi, nie ma na to siły. Mało tego, wielkie poczucie winy i odpowiedzialności za męża powoduje, że wciąż wierzy, że „od jutra” będzie inaczej, a gdyby wróciła wcześniej ze sklepu, to wtedy on by się tak nie zdenerwował… Sąsiedzi i rodzina mają go za pogodnego faceta, świetnego ojca. Żona nie wyprowadza ich z błędu, bo wstyd, bo i tak nikt, by jej nie uwierzył. Zresztą, skoro pije to pewnie dlatego, że z nią nie daje się na trzeźwo wytrzymać… Dlaczego pije? „Bo jemu alkohol w życiu nie przeszkadza. Pije, bo lubi. Bo wszyscy piją i nikt z tego problemu nie robi. Tylko jej to przeszkadza, jakby chciał, to by przestał”.

Z taką właśnie historią przyszła do naszej redakcji pani Agnieszka. 35-letnia żona, mama dwóch synów. Zapłakana, zrezygnowana, rozżalona.

Żyję z dnia na dzień, skupiając się na tym, żeby w domu był spokój. Pilnuję tego, żeby każda ważna dla męża szklanka, pilot od tv czy solniczka zawsze leżały na swoim miejscu (zdarza się, że wracam od drzwi, żeby to poprawić przed wyjściem z domu). Naprawdę robię, co mogę, żeby dzieci miały spokój. Niestety, nie zawsze się to udaje. Potem dostaję mmsa ze zdjęciem, tak jak dzisiaj, kiedy któryś z chłopców, biegając, musiał kopnąć kapcie męża, a ja nie zauważyłam… – pani Agnieszka pokazuje wiadomość od męża: zdjęcie rozrzuconej pary kapci. W ten sposób mąż piętnuje jej „złe” zachowania. Wytyka „błędy” i udowadnia, że nie dość, że nie potrafi zadbać o samą siebie, to jeszcze o podstawowe sprawy w mieszkaniu. I o dzieci.

W tamtym tygodniu wezwała mnie psycholog szkolna. Okazało się, że jest coraz większy problem z synem i wpływ na to ma sytuacja w domu. Psycholog uświadomiła mi, że muszę stanąć na nogi, bo inaczej nie pomogę dzieciom. Od niej dostałam namiary na poradnie dla uzależnionych i współuzależnionych w okolicy. Walczyłam sama ze sobą, żeby tam zadzwonić. To potwornie trudne, zadzwonić i powiedzieć: Jestem żoną alkoholika, potrzebuję pomocy. Zrobiłam to. Nie wiem, czego się spodziewałam, ale na pewno nie tego, co usłyszałam: „Przykro mi. Nie mamy miejsc”. Byłam w stanie jeszcze tylko powiedzieć, że chciałam się dostać do psychologa. Pani odpowiedziała, że sam psycholog mi nie pomoże, terminów na razie nie ma, mam się dowiadywać.

Tak było w poradni na Pradze Południe. Podobna odpowiedź padła w placówce przy ul. Jagiellońskiej. Na tym pani Agnieszka skończyła. Te dwa telefony kosztowały ją naprawdę wiele. Żadna z pań w tych poradniach nie wskazała jej adresów ani numerów telefonów, gdzie może znaleźć pomoc na już, a przecież nie trzeba być specjalistą, by wyobrazić sobie, jak trudne musi być w takim stanie wykonanie nawet jednego telefonu z prośbą o pomoc. Każda odmowa lub lekceważące podejście w takiej sytuacji może po prostu mieć tragiczne konsekwencje…

Pani Agnieszka jest mieszkanką Białołęki, pracuje na Pradze Południe, dlatego od placówki przy ul. Zakopiańskiej rozpoczęła poszukiwania terapeuty. Ponieważ nie była w stanie sama dalej już szukać specjalisty, sprawdziliśmy, jak wygląda to w innych dzielnicach między Pragą Południe a Białołęką. Poniżej informacje, które mogą się przydać wielu osobom w podobnej sytuacji.


TU ZNAJDZIESZ POMOC (informacja o wolnych miejscach):

  • Poradnia Leczenia Uzależnień ul. Rembielińska 8, 03-343 Warszawa, tel.  22 674 55 21 – osoby przyjmowane na bieżąco. 
  • Specjalistyczna Przychodnia Lekarska VITAMED Sp. Z o.o.
    Poradnia Terapii Uzależnień ul. Wileńska 18, 03-416 Warszawa, tel. 22 670 49 25 – osoby przyjmowane na bieżąco. 
  • SPZZLO Warszawa-Żoliborz
    Poradnia Terapii Uzależnienia od Alkoholu i Współuzależnienia, ul. Żeromskiego 13, 01-887 Warszawa, tel. 22 663 54 39 – osoby przyjmowane na bieżąco
  • SPZOZ Centrum Odwykowe Poradnia Terapii Uzależnienia i Współuzależnienia od Alkoholu ul. Jagiellońska 34,03-719 Warszawa,
    tel. 22 619 60 65 – obecnie nie ma zapisów do terapeuty współuzależnienie – trzeba dzwonić i dopytywać o miejsce.
  • BIAŁOŁĘKA: Poradni nie ma, ale osoby szukające pomocy powinny udać się do Punktu Informacyjno-Konsultacyjnego (ul. Marywilska 44c lok. 5). Tutaj uzyskają wszystkie informacje i wskazówki, niezbędne adresy. Specjaliści wskażą drogę dalszego postępowania, podpowiedzą, co robić, by „stanąć na nogi”. Tel. (22) 300-47-35, psycholodzy:
    Anna Fabisiak – 16.00-20.00 wtorki
    Marta Korzeniewska- Recław -16.00-18.00 czwartki
    Jolanta Sępkowska – Specjalista psychoterapii uzależnień – 10.00-14.00 piątki
    Koordynator zapisuje w dniach: poniedziałek-8.00-12.00 i środa 16.00-20.00
  • Stowarzyszenie Pomocy Rodzinie „Karawana”, ul. Płużnicka 7, terapeuta, Jacek Znamirowski. tel. 502-153-628
  • Ośrodek Pomocy Społecznej Dzielnicy Białołęka ul. Marywilska 44c i ul. Van Gogha 7
    Psycholodzy:
    Anna Kmieciak-ul. Marywilska 44c tel. 22 614-70-00 wew. 35
    Monika Kudelska ul. Van Gogha 7 – 22 614-70-00 wew. 61
    Konsultant ds. poradnictwa specjalistycznego Pani Elżbieta Stec-Michałowska
    ul. Marywilska 44c tel. 22 614-70-00 wew. 37