Niebiańskie przysmaki od Strzałkowskich na TŁUSTY CZWARTEK (i nie tylko)

Jaki jest idealny pączek? Z naturalnych surowców, ręcznie zawijany, z marmoladą, polany lukrem lub posypany cukrem pudrem. Idealny pączek nie ma złych kalorii, bo rozkosz z jego jedzenia zabija wszelkie wyrzuty sumienia związane z dietetycznymi wymogami. Gdzie znaleźć takie cukiernicze cudeńka? Zdradzamy sekret, który zna już wielu mieszkańców prawobrzeżnej Warszawy – przy ul. Kawęczyńskiej 4, w kultowej cukierni „Strzałkowscy”!

Stali bywalcy wiedzą, że to miejsce nie potrzebuje żadnej reklamy, bo bez niej, nie tylko przy tłustym czwartku (który się zbliża wielkimi krokami), tutaj właśnie m.in. po pączki bardzo często ustawiają się kolejki. A w dzień kiedy Polacy zjadają około 100 milionów tych łakoci, u „Strzałkowskich” czekają dodatkowe atrakcje. Kupując pączka, można dostać tort. Jak to możliwe?

Tradycyjnie, od wielu lat, w pączkach ukryte są kupony na 3 torty: mały, średni i duży. Zatem jedząc te niebiańskie przysmaki sprawdźcie, czy czeka na was coś więcej!

Mamy jeszcze jedną niespodziankę. Podobnie jak nasi czytelnicy, pokochaliśmy słodkości z Kawęczyńskiej, a ten rok jest dla nas szczególny, bo obchodzimy 30-lecie, dlatego świętujemy razem ze „Strzałkowskimi”. Do 28 lutego za zakupy w cukierni powyżej 30 zł, urodzinowe ciastko w prezencie!

O cukierni „Strzałkowscy” pisaliśmy już TUTAJ, ale warto przypomnieć kilka słów o tym słodkim miejscu, bo jest naprawdę wyjątkowe:

Cukiernię przy Kawęczyńskiej kilkadziesiąt lat temu założył Kazimierz Strzałkowski, który pilnował przestrzegania norm rzemieślniczego fachu i zachowania naturalnych składników we wszystkich wypiekach.

Cukiernia szybko zyskała grono stałych klientów, dzięki uporowi pana Kazimierza, który nie korzystał z pojawiających się na rynku polepszaczy ułatwiających życie w branży cukierniczej. „Chemiczne” dodatki, dzięki którym ciasta mogły wyglądać na świeże przez kilka dni, nigdy nie były nawet brane pod uwagę w tym zakładzie.
Podobnie było i jest z półproduktami czy różnego typu maszynami. Tam gdzie można, wszystko było i jest robione od podstaw, ręcznie.

– Nie da się wyczuć odpowiedniej konsystencji ciasta używając miksera, dlatego na przykład sernik MUSI być wyrabiany ręcznie. Krem do napoleonki trzeba ugotować z mąki, mleka, a nie z gotowego budyniu – wtedy naprawdę jest doskonały. To są te „kruczki”, na które od zawsze kładł nacisk tata. I miał rację – tłumaczą mistrzowie Strzałkowscy.

Pan Kazimierz wprowadzał Tomasza i Krzysztofa w tajniki sztuki cukierniczej, akceptując ich nowoczesne podejście do biznesu, jednak nie pozwalając na wprowadzanie zmian w jakości. Synowie szkolili się, ojciec z czasem coraz bardziej ograniczał się do nadzorowania. W niedziele otwierał cukiernię, aby wciąż mieć kontakt z klientami, którzy go uwielbiali. Dwa lata temu oficjalnie przekazał zakład swoim następcom.

– Taty nie ma już wśród nas, odszedł miesiąc temu, ale zawsze będziemy kultywować tradycje zakładu – podkreślają Strzałkowscy. 
Ciastka bezowe z marakują i truskawką od lat są uwielbiane przez klientów cukierni Strzałkowscy. Hitem niezmiennie pozostają też pączki, napoleonki i torty, bo tych wybór jest niesamowity.

– Najmodniejsze są teraz torty śmietanowe obłożone kremem maślanym i polane czekoladą. Dla dzieci rodzice zamawiają najczęściej urodzinowe ze Świnką Pepą, Ciuchcią Tomek, SpongeBob-em i Elsą. Mogą być zarówno na opłatku, jak i z masy cukrowej oraz marcepanowej, ale też szprycowane. Te są najbardziej pracochłonne, bo wykonane z „kropelek” kremu. To taki swojego rodzaju drobniutki „haft” zrobiony kremem, jego wykonanie zajmuje nawet 2-3 godziny – opowiada Krzysztof, który jest prawdziwym artystą w tej pracowni.

– Nie da się wyczuć odpowiedniej konsystencji ciasta używając miksera, dlatego na przykład sernik MUSI być wyrabiany ręcznie. Krem do napoleonki trzeba ugotować z mąki, mleka, a nie z gotowego budyniu – wtedy naprawdę jest doskonały. To są te „kruczki”, na które od zawsze kładł nacisk tata. I miał rację – tłumaczą mistrzowie Strzałkowscy.