Odmrażanie Niekłańskiej

Szpital Dziecięcy przy ul. Niekłańskiej powoli – biorąc pod uwagę wciąż panującą epidemię – wznawia planowe przyjęcia i wizyty w poradniach. Jak obecnie wygląda sytuacja w tej ważnej dla całej Warszawy i okolic placówce?

Epidemia w naszym kraju, zdaniem specjalistów, została na tyle opanowana, że powoli możemy wracać do normalnego funkcjonowania. W reżimie sanitarnym, z pewnymi ograniczeniami, sukcesywnie luzowane są obostrzenia i co najważniejsze: przywracana działalność placówek medycznych.

Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że od czerwca mają zostać likwidowane szpitale jednoimienne zakaźne, a to oznacza, że jeszcze latem jest szansa na to, że szpital MSWiA przy ul. Wołoskiej znowu rozpocznie wielospecjalistyczną działalność. Na to jednak jeszcze chwilę musimy poczekać.

Dzisiaj są już natomiast dobre informacje dla rodziców małych pacjentów. Szpital Dziecięcy im. prof. dr. med. J. Bogdanowicza przy ul. Niekłańskiej rozpoczął – w nowym reżimie sanitarnym – planowe przyjęcia. Jak obecnie wygląda sytuacja w tej niezwykle ważnej placówce?

Zgodnie z rekomendacją Ministerstwa Zdrowia, większość naszych poradni była zamknięta. Ograniczyliśmy działalność do niezbędnego minimum. Część wizyt odbywało się na zasadzie teleporad, niektóre zostały wstrzymane. Przyjmowali jedynie specjaliści, bez których bezpośredniej interwencji leczenie byłoby niemożliwe, tak jak np. chirurdzy – mówi dyrektor Małgorzata Stachurska-Turos. – Od drugiego tygodnia maja sukcesywnie przywracamy działalność.

Otwierane są kolejne poradnie. Działa już nawet rehabilitacja i poradnia zdrowia psychicznego. Najdłużej trzeba będzie poczekać na logopedyczną. Dlaczego? Wszystkie wizyty odbywają się w reżimie sanitarnym, a podstawową zasadą obowiązującą pacjentów są maseczki. To uniemożliwia obserwację ruchu warg, układu języka – wszystkiego tego, na czym opiera swoją pracę z dzieckiem logopeda.

Poradnie wznawiają działalność, jednak na ich pracę „na pełnych obrotach” nie ma szans. Przede wszystkim z powodu konieczności stosowania się do nowych procedur sanitarnych, a tym samym dbania o bezpieczeństwo małych pacjentów.

Wcześniej w ciągu godziny lekarz przyjmował trzech pacjentów, a teraz jednego. Po każdym dziecku trzeba wietrzyć i odkażać gabinet, lekarz musi się przebrać. Aby nie dopuścić do tłoku w poczekalni, musieliśmy ustawić godziny w sąsiednich gabinetach na przemian. Np. w jednym o godz. 12, to w sąsiednim o 12.30. To pozwala na utrzymanie dystansu między oczekującymi, nie ma ścisku, tak jak bywało wcześniej – tłumaczy Mariusz Mazurek, rzecznik prasowy szpitala.

 Będzie coraz lepiej, ale na unormowanie sytuacji potrzeba jeszcze sporo czasu. Na razie nie możemy zapominać, że koronawirus wciąż jest obecny w naszym życiu i stanowi zagrożenie. Właśnie dlatego funkcjonują dwa SOR-y: dla dzieci zdrowych i tzw. „covidowy”, gdzie trafiają pacjenci z objawami zakażenia lub tacy, którzy mieli kontakt z osobami chorymi. Tam opiekun wypełnia ankietę, przeprowadzane jest badanie lekarskie i pobierany wymaz w kierunku SARS-CoV-2 zarówno od dziecka, jak i rodzica. Potem przebywają oni w izolacji. Dalej wszystko zależy od wyniku testu. Jeśli jest pozytywny, pacjent zostaje przewieziony do szpitala zakaźnego, a jeżeli negatywny, zostaje w szpitalu na Niekłańskiej. Do czasu wyniku nie ma możliwości przemieszczania się po szpitalu, ani wyjścia poza jego teren.

Do szpitala przywożeni są również pacjenci, którzy wymagają pilnej pomocy, np. po wypadkach. Wtedy nie ma czasu na robienie testów pod kątem koronawirusa. Najważniejsze jest ratowanie życia.

Droga z SOR na blok operacyjny krzyżuje się, więc zaczęliśmy zastanawiać się, co zrobić, by uniknąć zagrożenia. Personel był w ubraniach ochronnych, więc do żadnego zakażenia nie doszło przez ten cały czas, ale ryzyko było duże dla szpitala. Wystąpiliśmy do Urzędu Marszałkowskiego o pomoc w zakupie specjalnego sprzętu do przewozu pacjentów – BIO BAG. To „namiot” rozkładany na wózku transportowym. Dzięki temu jest bezpiecznie, przewozimy pacjenta na blok, wymaz pobieramy w trakcie operacji i zależnie od jego wyniku chory wraca albo w BIO BAG-u do izolatki, albo na salę już bez niego – mówi dyrektor.

W wejściu głównym szpitala pojawił się system pomiaru ciepłoty ciała. W holu odgrodzone zostało przejście i każda przechodząca osoba poddawana jest kontroli temperatury. Jeśli jest podwyższona, na monitorze przy którym „czuwają” dwie osoby, pojawia się alarm. Wtedy jeden z pracowników rozmawia z osobą wchodzącą i przeprowadza krótki wywiad, żeby dowiedzieć się, czy nie ma to związku z koronawirusem. W razie wątpliwości co do stanu zdrowia prosimy np. o przejście do SOR.

Do tej pory w całym kraju zakażenie SARS-CoV-2 wykryto u ok. 800 dzieci. W szpitalu przy ul. Niekłańskiej był jeden taki przypadek i nie doszło do zachorowania nikogo z personelu. Można oczywiście zawsze mówić o szczęściu, bo w przypadku epidemii na pewno jest ono potrzebne, ale samo to nie wystarczy, by zachować zdrowie. Tutaj na pewno zadziałały procedury i przygotowanie – to podstawowe, najważniejsze. Już na samym początku personel odbył całą serię szkoleń z zakładania i rozbierania się z ubrań ochronnych. Bo przy ściąganiu maseczki, rękawiczek czy kombinezonu po kontakcie z zakażeniem, nie można sobie pozwolić na najmniejsze błędy…