Pani obiła pana

– Witam panie Kaziu, zapraszam. Co tam?
Kaźmierz Główka siadając przy straganie swojego kolegi Eustachego Mordziaka, kupca bieliźnianego na bazarze na Pl. Szembeka, odparł: dzieje się, dzieje …

– Co takiego, niech pan opowiada.

– W naszej kamienicy – sąsiadka z pierwszego piętra zemdlała w drzwiach.

– Jak to?

– A tak to: Postanowili z mężem wymienić okna na nowe, szczelne, żeby na kosztach ogrzewania oszczędzić.

– Zemdlała, jak usłyszała cenę?

– Nie, nawet szybko znaleźli przystępnego fachowca.

– No i no i? …

– No i wziął się za robotę, a ona za obiad. I nagle dzwonek do drzwi. Nie otwiera od razu, tylko pyta:

– Kto tam?

– To ja, od wymiany okien.

– Ale tu już jest jeden pan i wymienia.

– To właśnie ja, tylko wypadłem…
I wtedy biedna fajt – zemdlała.

– Mój z kolei sąsiad co prawda nie zemdlał, ale o mało szlag go nie trafił.

– Na okoliczność?

– Dzwoni jego żona i mówi: słuchaj nie uwierzysz, ale z Baśką wpadłyśmy na siebie na mieście.

– E, to jakieś wasze sprawy, co mnie to obchodzi – on na to.

– Jak chcesz, ale blacharz powiedział, że samochód będzie do odbioru najwcześniej za tydzień.

– Znakiem tego największy niefart miał jednak pewien inżynier elektronik, specjalista od Iphonów, smartfonów itp. Pewnej niedzieli jego żona gotując niedzielny rosół popadła w stan nostalgiczny. Zamilkła nagle, zamyśliła się, co on przyjął z ulgą, bo akurat jego ukochana Legia rozpoczynała swój marsz ku chwale. Ściślej mówiąc podejmowała kolejną rozpaczliwą próbę wygrzebania się ze strefy spadkowej. W pierwszej chwili to nawet nie dosłyszał, że żona coś mówi.

– Co mówiłaś?

– Zapytałam cię, co to jest chwila prawdy?

– No, jak kończy się dzień, idziesz do łazienki, zmywasz makijaż i przywracasz swojemu wyglądowi ustawienia fabryczne…
Nie zdążył nawet pomyśleć, jakie głupstwo palnął, bo ona chwyciła włoszczyznę, którą akurat miała pod ręką i lu go w dziób. A że włoszczyzna z naszego bazaru była – jak pan wie, mniejszych niż granat przeciwpancerny tu nie ma, to tydzień wolnego chłopina dostał.

– Bo kobity panie Kaziu to na piłce nie znają się nic a nic. Ot, co…

Szaser 

Co tam panie na Pradze
Mieszkaniec – gazeta mieszkańców Warszawy

Podziel się informacjami
error: Zawartość chroniona prawem autorskim!! Dbamy o prawa: urzędów, instytucji, firm z nami współpracujących oraz własne. Potrzebujesz od nas informacji lub zdjęcia? Skontaktuj się redakcja@mieszkaniec.pl
Przejdź do treści