Partycypacyjne absurdy

Wprowadzona w tej edycji budżetu partycypacyjnego zasada, że do realizacji zostaną skierowane tylko te projekty, które na swoim obszarze uzyskają minimum 10 proc. głosów może spowodować, że część pieniędzy nie zostanie wykorzystana na pomysły mieszkańców…

 „Mieszkaniec” już kilka miesięcy temu ostrzegał przed takim zagrożeniem. Jednak władze Warszawy zignorowały nasze sygnały. Jak więc głosować, aby wykorzystać jak najwięcej przeznaczonych pieniędzy?

Na Przyczółku wystarczy jeden

W najprostszej sytuacji są mieszkańcy południowopraskiego Przyczółka Grochowskiego oraz wawerskich obszarów: Aleksandrów, Miedzeszyn. Międzylesie, Nadwiśle, Sadul, Wawer, Zerzeń i podzielonego na dwie części Marysina. Na tych obszarach zgłoszono do 10 projektów.

I tu wystarczy pełna mobilizacja do… niegłosowania. To znaczy, że najlepiej, aby na tych obszarach zagłosowali tylko i wyłącznie autorzy projektów. I to na swoje projekty. Wtedy każdy z projektów otrzyma ponad 10 proc. głosów…

Na Przyczółku Grochowskim można będzie głosować na 1 projekt (zgłoszono 3, ale 2 zostały wycofane). Jeśli na ten projekt zagłosuje tylko jedna osoba, czyli 100 proc. głosujących, to zostanie on skierowany do realizacji. Taki scenariusz potwierdza Katarzyna Domańska ze stołecznego Centrum Komunikacji Społecznej.

Będący w grze projekt ma kosztować 16 tys. zł. Na Przyczółek Grochowski przeznaczono ponad 106 tys. zł. Łatwo wyliczyć, że 84 proc. (90 tys. zł) przeznaczonych na ten obszar środków wróci do urzędu.

– Zarząd Dzielnicy będzie je mógł przeznaczyć na inne obszary – mówi Marek Jezierski, główny specjalista z CKS.

Kilka osób „obskoczy” Wawer

W wawerskim Międzylesiu zgłoszono 8 projektów. Jeśli na każdy z nich zagłosują tylko autorzy, czyli 8 osób, to wszystkie pomysły znajdą się w puli „do realizacji”.

Z dużym problemem będzie zaś musiał się zmagać dzielnicowy Ratusz, gdyż łączna wartość projektów (ok. 330 tys. zł) przekroczy kwotę przeznaczoną na Międzylesie (156 tys. zł).

– W takiej sytuacji – wyjaśnia Marek Jezierski – o skierowaniu projektów do realizacji zadecyduje losowanie.

Podobnie może być na innych obszarach, na których zgłoszono poniżej 10 projektów.

Jeżeli zaś w wymienionych wcześniej wawerskich obszarach, głosowania będą zróżnicowane, to część projektów nie trafi do realizacji.

Groźnie w innych dzielnicach

W bardzo złej sytuacji znajdą się mieszkańcy Białołęki, Pragi-Północ, Rembertowa, Śródmieścia, Targówka, Wesołej i reszty Pragi-Południe. Tutaj liczba zgłoszonych projektów na obszar znacznie przekracza liczbę 10.

Oznacza to, że jeśli na jeden z tych projektów zagłosuje 9000 osób, a na pozostałe po 1000, to  mimo frekwencyjnego sukcesu, tylko ten pierwszy będzie realizowany.  Pozostałe nie przekroczą obowiązkowego progu 10 proc. głosów.

A i, teoretycznie, możliwa jest taka sytuacja, że w tych dzielnicach żaden projekt nie uzyska ponad 10 proc. głosów i pieniądze wrócą do dyspozycji urzędników.

Kara dla aktywnych

Aby wykorzystać jak najwięcej środków, to w tych obszarach również potrzebna jest pełna mobilizacja. Dyscyplina, która będzie polegała na tym, żeby mieszkańcy „zmówili się”, na przykład poprzez internet i głosowali wyłącznie na maksimum 9 uzgodnionych projektów. Bo tylko tak można będzie wykorzystać znaczną część finansów szumnie ogłaszanych w budżecie partycypacyjnym…

Zasada „10 proc.” niestety karze mieszkańców najbardziej aktywnych dzielnic. To właśnie tam, gdzie zgłoszono najwięcej pomysłów, będzie najtrudniej przekroczyć procentowy próg.

Choćby na jednym z podobszarów Białołęki, czy ogólnodzielnicowych obszarach Pragi-Południe i Wawra (tam zgłoszono po ok. 70 projektów). Nawet przy najbardziej korzystnym rozłożeniu głosów, matematyki się nie oszuka. ar


W papierowym wydaniu “Mieszkańca” nr 6/2017 piszemy też o właśnie zakończonym etapie prezentacji projektów budżetu partycypacyjnego. Zmieszczone zdjęcia pochodzą ze spotkań w Śródmieściu i na Gocławiu.