Praskie Boże Narodzenie

Uboższa od lewobrzeżnej Warszawy Praga sposobiła się do nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia na swój sposób. Nawet witryny maleńkich sklepików przyciągały wzrok przechodniów okolicznościowymi dekoracjami.


Świąteczne jodły i świerki można było kupić na ulicy od przekupnia stojącego wprost na chodniku, z wbitym w śnieg drzewkiem.. Ustawianie i strojenie choinek odbywało się wyłącznie w poranek wigilijny…

Na początku XX wieku znakomitą większość mieszkań ogrzewały piece kaflowe lub kominki. Kaloryfery stanowiły wyjątek.. Nieliczne praskie domy posiadały kanalizację, wodę, elektryczność albo gaz. Za oświetlenie służyły świece lub naftowe lampy. Pomiędzy ubogimi domostwami, często całymi wzniesionymi z drewna, stały murowane kamienice o bogato zdobionych elewacjach, mieszczące kilkupokojowe mieszkania. One wyposażone już były nie tylko w wodę, ale również w gazowe albo elektryczne oświetlenie. Posiadały łazienki z wanną, waterklozety, a piece na każdym piętrze inne, można by uznać za majstersztyk zduńskiej roboty.


Zapoznani z realiami czasu ruszamy w wigilijny wieczór na spacer po dawnej Pradze, a nieuprzątnięty z chodników śnieg skrzypi nam pod butami. Ruch na ulicach z wolna zanika. Jeszcze mijają nas jacyś spóźnieni, spieszący do swych domów przechodnie i rozpędzone sanki wiozące świątecznych pasażerów. Dźwięk ich dzwonków stopniowo się od nas oddala. Okoliczni mieszkańcy z pewnością są już w swoich mieszkaniach. Na wieczornym niebie w ślad za pierwszą gwiazdką – szczególnie oczekiwaną, będącą sygnałem do wigilijnej wieczerzy – zapalają się kolejne. Odbiciem rozgwieżdżonego nieba są okna wszystkich bez wyjątku domów, od suteren po facjatki. Nawet te zagubione pomiędzy wysokimi, ceglanymi kominami połyskują filującym światłem palących się za nimi świec.

Idąc chodnikiem zaglądamy do okien mijanych domów, bo nie wszędzie zaciągnięte są portiery, odpowiednik współczesnych zasłon. W wielu oknach poza siatkową lub koronkową firanką po prostu ich nie ma. Dzięki czemu możemy zobaczyć jak na dłoni, co się za nimi dzieje. Nisko osadzone okna obnażają całe wnętrza, w miarę dobrze widać też mieszkania parterowe, gdzie można dostrzec całą rodzinę dzielącą się opłatkiem czy otaczającą choinkę z palącymi się na niej nieodłącznymi świeczkami. Gdy za oknem śnieg i mróz dający się nam spacerowiczom we znaki, tam we wnętrzach zarówno tych bogatych jak i skromnych, emanuje ciepłem duży kaflowy piec. Po tych zaś ogrzanych wnętrzach niosą się zapachy świątecznych potraw przemieszane z żywicznym aromatem choinki.

Zbliżając się do jakiejś bramy słyszymy dochodzący z głębi niej, odbity echem podwórka-studni, chóralny śpiew kolędy. Idziemy dalej rozglądając się wokoło. Mijamy oświetlone okna, a za nimi dzieci oglądające świąteczne prezenty.

Z wolna wracamy do rzeczywistości. Powracamy na łono naszej rodziny, we współczesność. Opadają nas różne myśli, zastanawiamy się nad przyszłością, przed nami następny rok. Przeszłość ze swoim ulotnym urokiem i swoistym romantyzmem zastępuje realia – nasze Święta Bożego Narodzenia – oby były miłe i szczęśliwe, zdrowe i spokojne – czego życzę wszystkim Czytelnikom „Mieszkańca”.

Tadeusz Władysław Świątek

gazeta Mieszkaniec, Warszawski Lokalny Portal Informacyjny Mieszkaniec, warszawskie informacje



error: Zawartość chroniona prawem autorskim!! Dbamy o prawa: urzędów, instytucji, firm z nami współpracujących oraz własne. Potrzebujesz od nas informacji lub zdjęcia? Skontaktuj się redakcja@mieszkaniec.pl
Skip to content