Problemy pacjentów w Szpitalu Praskim

Czy wdrożone w szpitalach i przychodniach procedury faktycznie chronią nas przed zakażeniem koronawirusem? Mieszkańcy miewają wątpliwości i trudno ich nie mieć, patrząc na ścisk przed przyszpitalną poradnią przy Szpitalu Praskim czy słuchając opowieści pacjentki tamtejszego SOR-u.

Z dnia na dzień rośnie liczba zakażeń koronawirusem. Część osób w trosce o zdrowie swoje i bliskich, a także biorąc pod uwagę konieczność powstrzymania dalszego dynamicznego rozwoju pandemii, rygorystycznie stosuje się do wyznaczonych zasad bezpieczeństwa, inni z lekceważeniem podchodzą do noszenia maseczek czy zachowywania dystansu. Kiedy jednak udajemy się do szpitala czy przychodni, to nie bierzemy pod uwagę tego, że właśnie tam możemy poczuć jakiekolwiek zagrożenie związane z COVID-19, chociaż jak słuchamy zapewnień władz miasta i instytucji, wszystko zorganizowane jest zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Zdrowia.

– Kiedy w sobotnie po południe pojechałam na SOR Szpitala Praskiego w pierwszej chwili odetchnęłam z ulgą. Pusta poczekalnia. Kilka osób siedzących na krzesłach w odstępach, przy okienku do rejestracji mała kolejka, wszyscy stoją w odstępach. Czar prysł chwilę później. Podczas rejestracji wypełniane są dokumenty, w których oczywiście podajemy swoje dane osobowe. Okazuje się, że to nie wystarczy, bo nazwisko, numer telefonu itd. trzeba powtórzyć na głos – podyktować pani, która zapisuje i to w donośny sposób, bo przecież dzieliła nas przegroda z pleksy. Wszyscy w poczekalni mogli zapisać mój numer, adres i inne dane. Ale to jedna strona medalu, bo szczęśliwie nie trafiłam na kogoś kto z moich danych skorzystał (przynajmniej do tej pory). Ciekawie to zaczęło się później, jak już wezwano mnie do pielęgniarki na badania.

Jedna sala, pacjenci są oddzieleni tylko parawanami, personel przechodzi pomiędzy nimi w „normalnych” fartuchach, pobierane są wymazy na koronawirusa, ale zanim jest wynik, sam personel może roznosić zakażenie. Odniosłam wrażenie, że znalazłam się właśnie w miejscu, gdzie o zakażenie tym świństwem jest właśnie najłatwiej! – opisuje Czytelniczka wizytę na SORze.

Kolejnym problemem, o którym informują nas w ostatnim czasie mieszkańcy, są kolejki przed poradnią przyszpitalną. Tłok, ścisk, jedna osoba przysunięta do drugiej. Tam nie tylko nie ma zachowanego przepisowego dystansu, a chwilami wręcz trudno o kilka centymetrów odległości, co opisał w mailu do redakcji pan Jakub.

– Aby dostać się na wizytę w poradni lub pobranie krwi, trzeba czekać na zewnątrz (oczywiście chodzi o dystans itd.), w praktyce ludzie czekają w ścisku, co jest dużo bardziej ryzykowne niż w odległościach w budynku. Idea słuszna, ale organizacja do niczego. Przed budynkiem jest maleńkie „podwórko”, więc chcąc zachować dystans, zmieści się tam kilka osób, a reszta musi stać w kolejce na chodniku. Problem w tym, że co jakiś czas drzwi się otwierają, staje w nich pielęgniarka i wywołuje pacjentów do lekarzy. „Wywołuje” w tym przypadku to słowo na wyrost, bo po prostu mówi, a to słychać tylko przy samej przychodni. Aby nie stracić umówionej wizyty, wszyscy cisną się więc jak najbliżej drzwi, co jest zrozumiałe – każdy chce słyszeć panią, która co jakiś czas informuje: „do nefrologa”, „kto do urologa?” itd. Starsi ludzie w tłoku, na zimnie – to jest bezpieczne?! – pyta oburzony Jakub.

MIASTO ODPOWIADA:

O problemy w Szpitalu Praskim opisywane przez Czytelników zapytaliśmy Urząd Miasta, któremu placówka podlega. Czy pacjenci faktycznie mają powody do obaw? Jakie procedury powinny być zachowane?

Karolina Gałecka, rzecznik prasowy stołecznego ratusza:

Na wstępie podkreślam, że organizacja pracy w miejskich placówkach medycznych, także w kwestii stosowania środków ochrony osobistej oraz sposobu organizacji pomieszczeń, jest zgodna z wytycznymi Ministerstwa Zdrowia. Zalecenia krajowego konsultanta w dziedzinie chorób zakaźnych z dnia 6.04.2020 r. dotyczące stosowania środków ochrony osobistej, dopuszczają używanie fartucha flizelinowego w Izbach Przyjęć, SOR-ach miejsc izolacji pacjentów klinicznie podejrzanych o COVID-19. Na chwilę obecną miejskie szpitale znajdują się na poziomie I zabezpieczenia szpitalnego i mają specjalne miejsca izolacji dla pacjentów z podejrzeniem COVID-19. Zgodnie z przytoczonymi zaleceniami sanitarnymi Ministerstwa Zdrowia, kombinezon jest wyższym poziomem zabezpieczenia i nie jest konieczny w przypadku kontaktu z SARSCoV-2, również używanie szczególnych rodzajów obuwia, ochraniaczy na obuwie czy też dodatkowego fartucha nie jest wymagane w jednostkach opieki zdrowotnej, w których udzielana jest pomoc medyczna dla pacjentów z podejrzeniem COVID-19.

Niezależnie od tego szpitale na bieżąco analizują swoje plany epidemiologiczne i dostosowują je do dynamicznie zmieniającej się sytuacji.


Odnośnie sytuacji dotyczącej już konkretnie Szpitala Praskiego, to placówka przestrzega wymienionych poniżej reguł, ale niestety sami pacjenci już nie – wszyscy umawiani są na konkretną godzinę i informowani, żeby nie przychodzić wcześniej, właśnie po to, aby unikać kontaktu z innymi osobami. Taka informacja znajduje się również przed przychodnią Szpitala Praskiego, na stronie internetowej placówki oraz profilu FB. Mimo to, większość pacjentów przychodzi „na wszelki wypadek” godzinę wcześniej i nie może być wpuszczona do środka przychodni. Dodatkowo na chodniku przed przychodnią są wyznaczone odległości.

W związku z tym, apelujemy do pacjentów wszystkich placówek medycznych, aby w trosce o zdrowie i bezpieczeństwo swoje oraz innych, stosowali się do zaleceń podmiotów leczniczych.