(pro)Mile nad Wisłą

Wiosna. W cieplejsze dni i wieczory rozkwitają wiślane nadbrzeża. Wypełniają się także mieszkańcami spragnionymi relaksu, odpoczynku, towarzyskich spotkań…

Już od kilku lat prawy brzeg warszawskiej Wisły, choć bez jakichkolwiek bulwarów, dorównuje popularnością lewemu brzegowi. Obydwa są częstym terenem rekreacji. A zapewne, po ubiegłotygodniowym wyroku sądu potwierdzającym, że na wiślanych bulwarach i plażach można spożywać napoje alkoholowe, miejsca te będą cieszyły się jeszcze większym zainteresowaniem.

Wyjaśniamy, że wyrok, o którym piszemy, dotyczy sprawy picia alkoholu na wiślanym bulwarze. Blisko dwa lata temu ekonomista Marek Tatała sprowokował właśnie taką sytuację. Za picie piwa nad Wisłą policjanci chcieli ukarać go mandatem, ale Tatała go nie przyjął i sprawa trafiła do sądu.

Pod koniec marca tego roku okręgowa Temida stwierdziła, że prawo zabrania spożywania „procentów” konkretnie: na ulicach, placach i w parkach. Wśród tych miejsc nie wymieniono bulwarów, a nie można uogólniać (co się potocznie czyni), że zabronione jest picie „w miejscach publicznych”. Sąd uniewinnił Marka Tatałę.

Zarówno policja, jak i Straż Miejska zapowiadają, że nadal będą karać za picie na nadbrzeżach Wisły, gdyż w Polsce nie obowiązuje prawo precedensowe. Jednak można przypuszczać, że funkcjonariusze będą to robili już z mniejszym entuzjazmem, a chętni do spożycia „małego jasnego” w pięknych, nadwiślanych okolicznościach przyrody, będą się czuli bardziej swobodnie.

Właśnie, to te piękne okoliczności przyrody przyciągają mieszkańców nad Wisłę. Zaś wrażenia estetyczne w znacznej mierze zależą od tego, czy na nadbrzeżach jest czysto. A z tym najlepiej nie jest… Potwierdza to efekt kilkugodzinnego oczyszczania wiślanej plaży przez ludzi związanych ze Stowarzyszenie Geocaching Warszawa.

– To była pierwsza akcja sprzątania w ramach projektu Czysta Wisła, który do końca roku robimy razem z Zarządem Zieleni – wyjaśnia „Mieszkańcowi” geokeszer Krzysztof Kalwasiński. – Celem projektu jest utrzymanie naszego największego skarbu, Wisły, w czystości.

Słowo „skarb” nie bez kozery pojawia się w wypowiedzi. Geokeszerzy nazywani są „łowcami skarbów”.

– Najkrócej ujmując, zabawa w geokaching polega na poszukiwaniu skrytek, skarbów za pomocą GPS – mówi Krzysztof Kalwasiński. – Ale robimy też akcje takie, jak ta.

Więcej o istocie geokeszingu można przeczytać w internecie.

W marcu grupa sprzątała sasko-kępski odcinek Wisły. Uczestnicy czyszczenia mówią, że najwięcej było butelek, szkła, kapsli, różnego rodzaju plastików. Zdarzały się chemikalia samochodowe, odkryto również dwa duże wysypiska odpadów komunalnych. Zapytani, jak można poprawić stan czystości nad Wisłą, odpowiadają, że potrzeba więcej koszy na śmieci i to nie tylko w miejscach „zagospodarowanych”, ale wszędzie tam, gdzie przychodzą ludzie. Czyli na przykład przy wydeptywanych, dzikich ścieżkach.

Tę uwagę przekazujemy warszawskiemu Ratuszowi.

– Będziemy dostawiać kosze – zapewnia Alicja Zajączkowska ze stołecznego Zarządu Zieleni. – Remontujemy specjalne „beczki” na śmieci, które staną na bulwarach i plażach. Aczkolwiek, obawiam się, że po wyroku w sprawie Marka Tatały, śmieci nad Wisłą będzie jeszcze więcej. Ale jesteśmy na to przygotowani i te najczęściej odwiedzane przez mieszkańców miejsca będziemy sprzątali dwa razy dziennie.