Rowery kontra auta

Fot. Rowerowawa

Temat odwiecznych konfliktów na drogach pomiędzy pieszymi, rowerzystami i kierowcami budzi wielkie emocje. Wszystkim uczestnikom ruchu wydaje się, że mają rację i denerwują się na innych.

W czerwcu przedstawiliśmy garść informacji w oparciu o dane straży miejskiej jednocześnie przypominając przepisy. W tym miejscu doprecyzujemy jedną ze spornych kwestii jaka pojawiła się w artykule – jazda rowerem po chodniku.

Generalnie zasada jest jedna: po chodniku jeździć nie wolno (art. 26 Prawa o Ruchu Drogowym). Od tej zasady są jednak wyjątki. Rowerzysta może jechać po chodniku gdy: jedzie z dzieckiem do lat 10 lub podczas złej pogody (śnieg, silny wiatr, ulewa, gołoledź, gęsta mgła) lub są spełnione jednocześnie trzy warunki: chodnik ma co najmniej 2 m szerokości, ruch na jezdni jest dozwolony z prędkością ponad 50 km/h (w terenie zabudowanym), brakuje oddzielonej drogi dla rowerów oraz pasa ruchu dla nich przeznaczonego.

Dzisiaj popatrzmy na stołeczne drogi z perspektywy rowerzystów.

Patrząc okiem laika w całym mieście jest wiele przejść dla pieszych na ścieżkach rowerowych. Zgodnie z przepisami w takich miejscach pieszy ma pierwszeństwo i rowerzysta powinien ustąpić przechodzącym po nim osobom. Teoretycznie wszystko jasne. Szkopuł w tym, że sama namalowana „zebra” nie wystarczy, aby takie miejsce traktować formalnie jako przejście dla pieszych.

Wszystkie prawdziwe przejścia dla pieszych na DDR (droga dla rowerów) w Warszawie można by policzyć na palcach jednej dłoni zasłużonego pracownika tartaku. Dlaczego? Dlatego, że przejście dla pieszych zgodnie z obowiązującym ustawodawstwem musi być oznaczone oznakowaniem poziomym (znak P-10, czyli popularna „zebra”) oraz oznakowaniem pionowym (znak D-6, czyli czarny ludek na pasach w białym trójkącie na niebieskim tle). Każda „zebra”, przy której nie ma oznakowania pionowego, nie jest żadnym przejściem dla pieszych i w przypadku zdarzenia drogowego w takim miejscu winę ponosi niestety pieszy, a nie rowerzysta – mówi Marek prowadzący popularny w stolicy fanpage „Rowerowawa”. Dodaje też, że z drugiej strony, przechodzenie przez DDR jest dozwolone w praktycznie dowolnym miejscu, o ile ustępuje się pierwszeństwa rowerom, więc tym bardziej nie ma kompletnie sensu marnować białej farby na „zebry”, które w świetle prawa nie oznaczają kompletnie nic.

Warto natomiast, będąc rowerzystą, nie cisnąć w ruchliwych miejscach jak kurier w alleycacie*, tylko po prostu, jak człowiek, ustępować pieszym nawet przed tymi pseudoprzejściami dla pieszych, na których dzięki naszemu ustawodawcy pieszy żadnego pierwszeństwa nie ma – podkreśla Marek, miłośnik dwóch kółek i niekwestionowany spec w tym temacie z „Rowerowawa”.

Według policyjnych statystyk w 2017 roku rowerzyści uczestniczyli w 4 212 wypadkach drogowych, w których zginęło 220 rowerzystów, a rany odniosły 3 824 osoby. Te liczby dotyczą oczywiście terenu całego kraju, ale i tak są przerażające. Kierowcy wielokrotnie lekceważą przepisy i wymuszają pierwszeństwo na przejeździe rowerowym nie zastanawiając się nad tym, że rowerzysta przy samochodzie nie ma żadnych szans.

Wyprzedzanie z odstępem jednego metra to nie jest jakieś widzimisię roszczeniowych pedalarzy, tylko obowiązkowy przepis poparty badaniami (powiew wywołany wyprzedzającym zbyt blisko samochodem może przewrócić rowerzystę i wręcz wtłoczyć go pod koła kolejnego jadącego za nim pojazdu itp.). Ten jeden metr to nie jest odległość maksymalna, tylko minimalna – dodaje Marek.

Faktem jest, że liczba zdarzeń drogowych z udziałem rowerzystów rośnie z roku na rok. Jest to jednak nieuniknione, bo liczba rowerzystów poruszających się na drogach również rośnie z roku na rok. Tyle tylko, że ta druga liczba rośnie zdecydowanie szybciej niż pierwsza, a to oznacza, że prawdopodobieństwo bycia poszkodowanym jako rowerzysta w wypadku z udziałem samochodu maleje z roku na rok. Jest coraz bezpieczniej, jednak podkreślmy jeszcze raz: wszystkich uczestników ruchu drogowego obowiązują przepisy, a zasada ograniczonego zaufania w wielu przypadkach może nam uratować życie. Jeździjmy bezpiecznie bez względu na to czy siedzimy za kierownicą auta, czy korzystamy z uroków dwóch kółek!


*Alleycat (ang. kot uliczny) – rodzaj zawodów rowerowych organizowanych na terenie miasta odbywających się w normalnym ruchu miejskim. Najczęściej zawodnikami są kurierzy rowerowi.


Tragedia na Modlińskiej

23 lipca po godzinie 9 na ul. Modlińskiej doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Rowerzysta, który jechał w kierunku Legionowa, prawdopodobnie podczas zmiany pasa został potrącony przez BMW. Niestety, pomimo szybkiego przewiezienia do szpitala nie udało się go uratować.

Tragedia wstrząsnęła muzycznym światem. Okazuje się bowiem, że rowerzysta to 47-letni Grzegorz Grzyb – znany perkusista. Współpracował z wieloma gwiazdami polskiej sceny, m.in. Leszkiem Możdżerem czy Muńkiem Staszczykiem.

 

Ponieważ po tym tragicznym wydarzeniu w internecie zawrzało i pojawiło się wiele głosów oburzenia dlaczego rowerzysta nie jechał ścieżką rowerową, warto wyjaśnić czy faktycznie miał taki obowiązek.

Droga dla rowerów wzdłuż Modlińskiej owszem, jest. Jednak w miejscu gdzie doszło do wypadku (wiadukt nad Kanałem Żerańskim) biegnie ona tylko lewą stroną. A to według przepisów oznacza, że rowerzysta jechał prawidłowo – mógł poruszać się jezdnią.

Art. 33 Prawa o Ruchu Drogowym wyraźnie mówi, że „kierujący rowerem jest obowiązany korzystać z drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów, jeśli są one wyznaczone dla kierunku, w którym się porusza lub zamierza skręcić.”

Specjaliści podkreślają, że aktem nadrzędnym nad Prawem o Ruchu Drogowym jest Konwencja Wiedeńska, w której znajdziemy doprecyzowanie tego przepisu: Określenia „kierunek ruchu” oraz „odpowiadający kierunkowi ruchu” oznaczają prawą stronę, jeżeli zgodnie z ustawodawstwem krajowym kierujący pojazdem jest obowiązany wymijać inny pojazd po swojej lewej stronie…”