Rozmowa niepoprawna politycznie

W ostatnim „Mieszkańcu” Rafał Kotomski, dyrektor TVP 3 Warszawa, wspomniał o „Fanatycznym Grochowie”. Z tą nazwą można się spotkać zarówno na południowopraskich graffiti, jak i na portalach społecznościowych. O tym, czym jest „Fanatyczny Grochów” rozmawiamy z Tomaszem Studniarkiem.

Tomasz Studniarek przy muralu na ul. Chrzanowskiego.

– Jesteśmy dzielnicową grupą kibiców Legii. Wraz z kolegami udzielam się w „Fanatycznym”, jak i „Patriotycznym Grochowie”. Te grupy wzajemnie się przenikają, ale „Fanatyczny” jest stricto legijny. Organizujemy frekwencję na mecze wyjazdowe, czy pomagamy w dystrybucji biletów.

Nie jesteście w żaden sposób sformalizowani?

– Nie. Był pomysł, aby założyć stowarzyszenie, ale zabrakło siły, czasu i nie mieliśmy ludzi, którzy chcieli się zajmować kwestiami organizacyjno-prawnymi.

„Grochów Fanatyczny” funkcjonuje już kilka lat…

– Tak, naszą pierwszą aktywnością było umieszczenie przed EURO 2012 na grochowskich kładkach napisów „FUCK UEFA”. To był protest przeciw temu całemu cyrkowi związanemu z mistrzostwami.

Dzielnicowe grupy kibiców upodobały sobie kładki i estakady? Na filarach pod Płowiecką – graffiti kibiców z Wawra, na rozwidleniu Ostrobramskiej i al. Stanów Zjednoczonych – wasze graffiti…

– Kilka takich miejsc jest w mieście. Szkoda, że ten jeden z największych malunków przy Przyczółku Grochowskim uległ znacznemu zniszczeniu w czasie remontu kładki nad Trasą Łazienkowską,

Ale zachowały się wymalowane mury na Chrzanowskiego…

– Te akurat robiliśmy wspólnie z dziećmi z jednej z południowopraskich świetlic.

Widocznym waszym działaniem jest uczestniczenie w patriotycznych wydarzeniach i obchodach…

– Położyliśmy nacisk na promowanie rocznic bitwy pod Olszynką Grochowską i wybuchu Powstania Listopadowego. Chcieliśmy współpracować przy tych uroczystościach z władzami Pragi Południe, ale nie spotkało się to z akceptacją. Lepsze stosunki ze swoim Ratuszem mieli koledzy z Rembertowa. Raz nawet zrobiliśmy plakaty zapraszające na uroczystości, ale urzędom nie podobało się, że wraz z nimi pod Olszynkę zapraszają kibice Legii…

Widać was także przy Święcie Niepodległości, ale chyba najbardziej przy obchodach związanych z Powstaniem Warszawskim…

– Uczestniczymy w organizowanym przez Urząd Dzielnicy objeździe miejsc pamięci powiązanych z Powstaniem Warszawskim. To jest bardzo wartościowe, bo uczestniczą w nim kombatanci, powstańcy, których już zostało niewielu…

Aczkolwiek drażniące jest, że te uroczystości praktycznie zawsze są w godzinach dogodnych dla urzędników, a nie zwykłych mieszkańców. Trochę to tak, że urzędnicy mogą sobie wyskoczyć z pracy, podlansować się i załatwione. Przecież przy uroczystościach w parku „Leśnika” czy ulicznych obeliskach, frekwencję robią wyłącznie urzędnicy, radni i uczniowie szkół. A ci ostatni nie przychodzą tam dobrowolnie…

Ale jest rocznica, która ma pozaurzędową, sztywną godzinę obchodów – Godzinę „W”…

– Tak, od kilku lat organizujemy upamiętnienie wybuchu Powstania Warszawskiego na rondzie Wiatraczna. Wcześniej próbowaliśmy w innych miejscach – na skrzyżowaniu Grenadierów z Waszyngtona czy placu Szembeka, ale „Wiatrak” wydaje się najlepszym miejscem. Mieszkańcy coraz bardziej się przyzwyczajają, że obchody są właśnie tam i coraz liczniej przychodzą.

„Grochów Fanatyczny” inicjuje obchody wybuchu Powstania Warszawskiego na rondzie Wiatraczna.

Czasami wsadzacie kij w mrowisko… Mam na myśli oprawę meczu Legii, gdy na stadionie pojawił się niemiecki żołnierz strzelający do dziecka…

– Trybuny umożliwiają nam wypowiedzenie się. Chodziło o odrzucenie poprawności politycznej i przypomnienie, że nie było „polskich obozów śmierci”, a Polaków nie mordowali wyimaginowani naziści z księżyca. A niestety, taka retoryka jest często słyszana. Wizerunek kibica ulega stopniowej poprawie, ale my też nie do końca chcemy być tacy ugrzecznieni, jak Amerykanie, którzy na stadionach machają balonikami i wcinają hot dogi. Musimy mieć jakiś pazur…

Rozmawiał Adam Rosiński