Ruch w interesie

– Panie Eustachy, doprawdy trudno za wami teraz nadążyć…

– Z czym niby, panie Kaziu? – odpowiedział Eustachy Mordziak, kupiec bieliźniany, na powitanie swojego kolegi Kazimierza Główki, który zaczynał właśnie zakupy.

– Gdy byłem na bazarze poprzednim razem plac targowy był rozkopany, dziś jest znów równy, gładki, tylko handlować…

– To tak, jak z naszym rządem, powiem panu. Raz mówią, że nikogo z tej Unii się nie spodziewają i nikogo w Warszawie nie zamiarują przyjmować, ale mijają trzy tygodnie i bęc – przyjeżdża jakiś ważniak do pani premier, jak do siebie.

– Wice ważniak.

– Że co proszę?

– Wice ważniak, wiceprzewodniczący tej Unii, znaczy.

– No właśnie. Pani premier nie dość, że musi się nim zajmować, to jeszcze musiała tę flagę niebieską w gwiazdy znaleźć, co to ją pani profesor Pawłowicz gdzieś w kąt ciepnęła…

– Bo to jest polityka, panie Eustachy: dziś tak, jutro siak, a na końcu ma być tak, jak miało być od początku.

– To ja już wolę tą bielizną damską handlować. Bo u mnie panie Kaziu niby też jest tak, jak zawsze ma być, ale jednak za każdym razem jest inaczej. Nie ma jednej takiej samej klientki.

– A co pani Krysia na te pańskie „badawcze” doświadczenia i obserwacje?

– Co, co? Że jestem stary i głupi! Ona uważa, że wszystko jedno kto mierzy, bielizna jest w gruncie rzeczy taka sama i musi się ułożyć w tym samym miejscu.

– A pan?

– A ja swoje wiem, ale co się będę kłócił?! Spokój w domu wart jest wszystkich pieniędzy i każdego poświęcenia, choćby nie wiem co.

– Choćby człowieka nogi bolały…

– Że co proszę? Nie rozumiem.

– Nic, dowcip mi się przypomniał: Młody, dobrze zapowiadający się kupiec, pan Maurycy, spacerował ze swoją wybranką.

– Jakie piękne zapachy, powiedziała ona, gdy przechodzili koło wytwornej restauracji.

– Jak pani Salomea sobie życzy możemy jeszcze raz tędy przejść…

– Na naszym bazarze, powiem panu, to teraz takiemu panu Maurycemu nie będzie łatwo.

– A to dlaczego?

– A dlatego panie Kaziu, że już nasze centrum otwierają. Zajrzałem tam. Bajer! Sklepy już się meblują niektóre, lampy fikuśne kończą podłączać, schody, pochylnie… no mówię panu cuda na kiju.

– Znaczy teraz każdy mężczyzna pragnący spokoju powinien raczej to miejsce omijać.

– Dlaczego panie Kaziu? Dlaczego?

– No, bo jak tam z niewiastą wejdzie, to szybko nie wyjdzie, a jak już, to na pewno uboższy.

– Przesadza pan, kobiety nie są rozrzutne, gospodarne raczej. Nigdy nie kupują niczego, co nie jest im niezbędne.

– Niestety, panie Eustachy, im są starsze, tym więcej jest tego, co niezbędne.

– Wie pan, jak to jest z tym wiekiem kobiet: najpierw są młode, potem w wieku średnim, a na końcu dobrze wyglądają. A dobrze wyglądają pod warunkiem, że są dobrze zadbane.

– I ja o tym samym mówię, tylko z drugiej strony lady stoję niż pan, panie Eustachy. W obliczu lady logika większości kobiet diametralnie odbiega od logiki ich mężczyzn, którzy muszą na to wszystko zarobić.

– Fakt, na kobiecą logikę nie ma mocnych. To pan zna:

– Żona pana Landsztama przyszła do swojego rabina z żądaniem rozwodu.

– Bój się pani Boga! – przecież ma pani takiego porządnego męża! Czy ma pani coś mu do zarzucenia?!

– Rebe, ja podejrzewam mojego męża, że to ostatnie dziecko, które mamy, to nie jest jego.

Szaser