Samorząd to emocje

Mieszkańcy z mocy prawa tworzą wspólnotę samorządową. Wspólnota musi się wspierać. Towarzyszą jej empatia i współczucie. Wielkie problemy jakie drążą Pragę Południe i Warszawę wymagają od samorządowców dużej aktywności. Trzeba bazować tak na profesjonalizmie, jak i na emocjach.

Małe wspólnoty. Lokalne ojczyzny. Osiedla, podwórka, bloki, klatki schodowe. Z tego składa się nasz codzienny świat. Dwustutysięczna Praga-Południe jest miastem w środku Warszawy. Tu żyjemy, chodzimy do szkoły, pracy, studiujemy, odpoczywamy, robimy zakupy. Łączą nas z dzielnicą silne emocje. Skoro więc emocje odgrywają tak dużą rolę, nie sposób nie patrzeć podobnie na władzę w dzielnicy. Miasto XXI wieku nie jest tylko zbiorem budynków i mieszkańców, ale swoistym marzeniem o miejscu, w którym chciałoby się realizować swoje aspiracje i plany. Kto inny, jak nie lokalna władza, powinien nam w tym pomagać? Bo przecież nasza miejska przestrzeń to emocje.

Jak mówią statystyki, „samorząd” miał przez lata wysokie poparcie społeczne, a kluczem do tego poparcia było zaufanie. Zaufania nawet nie trzeba tutaj definiować. To coś, co każdy czuje pod skórą. To słowo klucz w relacjach zawodowych, rodzinnych i społecznych. To przysłowiowa (bo tak mówi wielu) pewność, że zostawiony w rękach osoby, której ufamy, portfel wróci do nas z taką samą zawartością. Czy jednak samorząd 2017 to instytucja, której warszawiacy ufają i którą cenią? Aby władza publiczna, czyli burmistrz oraz radni, działała skutecznie, potrzebuje zaufania obywateli. Bo samorząd to emocje.

Ostatnie lata były w Polsce czasem swoistego „zwijania” państwa, a w dużej mierze zwijania instytucji samorządowych. Znikały komisariaty, sądy, prokuratury, znikały lokalne jednostki sanepidu, placówki poczty. Fakt, że nie dotknęło to Warszawy nie znaczy, że samorząd (gdzieś w Polsce) nie borykał się z takimi problemami. Degradacja miast i miasteczek pogrążała je i wyludniała. A przecież nasze małe ojczyzny to emocje, jakie każdy z nas ma do miejsca, gdzie żyje. Ich upadek i problemy spowodowane były rządami odrzuconych przez obywateli liberałów twierdzących, że „trzeba sobie radzić samemu” oraz, że „trzeba zmienić pracę i wziąć kredyt”. Te niewątpliwie lekkomyślne koncepcje zostały ocenione przez Polaków negatywnie. Bo polityka to także emocje.

Jako radny z niewielkim, bo dopiero 7-letnim stażem, mogę odpowiedzialnie napisać, że zobaczyłem już sporo. Dotknąłem trudnych spraw na Pradze Południe. Widziałem łzy i lęk mieszkańców reprywatyzowanych kamienic. Udzielając setek bezpłatnych porad prawnych na południowopraskim Gocławiu, stykałem się ze sprawami trudnymi i bardzo osobistymi. W licznych (kilkaset) interpelacjach poruszam często bardzo bolesne sprawy osobiste. Staram się działać profesjonalnie, ale i emocjonalnie. W pracy samorządowca nie można pomijać empatii i współczucia. Nie może zabraknąć również współodczuwania. Na jednym ze spotkań z mieszkańcami brutalnie „wyczyszczonej” kamienicy z Kamionka powiedziałem (bardzo prawdziwie), że w istocie nie wiem, co czują lokatorzy wyrzucani z mieszkań na bruk, bo nie jestem w ich sytuacji. Nie wiem, co czują, ale zdaję sobie sprawę z trudności jakie mają, współczuję i działam. Bo samorząd to emocje.

Dariusz Lasocki, radny dzielnicy Praga-Południe