Saska Kępa w Warszawie

Saska Kępa leży nad samą Wisłą w dzielnicy Praga-Południe, między al. Poniatowskiego i Waszyngtona, Kanałem Wystawowym i Gocławiem. Obejmuje teren dawnej wyspy-kępy odciętej od lewego brzegu, która dryfując z prądem po latach dotarła do prawego brzegu Wisły i tam się połączyła ze stałym lądem.

1916-dwór w Saskiej Kępie

1916 – dwór w Saskiej Kępie

Pozostałością starorzecza Wisły jest dzisiaj jeziorko Kamionkowskie. Od XIV wieku należała do Solca i występowała pod nazwą Kępy Soleckiej, albo Kępy Kawczej, z uwagi na anektowanie jej przez dzikie kaczki; do XVII wieku była niezamieszkana. Przez wieki wykorzystywana jako naturalny magazyn chrustu i wikliny, surowca na płoty, koszyki oraz wzmacniania wałów rzecznych.

W 1628 roku zamieszkali na Kępie koloniści Holenderscy, menonici, uchodzący ze swego kraju przed prześladowaniami religijnymi. Odtąd nazywano ją Kępą Holenderską lub Olenderską. Ci pierwsi, stali osiedleńcy, zajmowali się hodowlą bydła, warzywnictwem i rolnictwem. W 1656 roku zbudowana przez nich wieś znalazła się w zasięgu bitwy ze Szwedami i podczas trzydniowych walk została zniszczona. Pamiątką tych walk jest dzisiaj obelisk na resztkach Wału Gocławskiego. Pod koniec XVII wieku Kępę Olenderską dzierżawili Ernest Denhoff i królewicz Jakub Sobieski. Kolejne zniszczenia miały tu miejsce w latach 1701-1711, podczas tzw. wojny północnej, kiedy na tym terenie stacjonowały armie saska i rosyjska.

Odkąd w latach 1735-1795 Kępę dzierżawił król Polski August III Sas, na trwałe przylgnęła doń nazwa Saskiej Kępy. W latach dwudziestych XIX wieku stała się miejscem niedzielnego wypoczynku. Powstały liczne lokale rozrywkowe, ustawiono huśtawki, karuzele, kręgielnie i słupy zręcznościowe oraz urządzono strzelnice. Wówczas pieszo, powozami, a także łodziami, zjeżdżano tutaj od wczesnej wiosny do późnej jesieni w pogodne dni. Z roku na rok przybywało restauracji i gospód serwujących różne dania oraz napitki. Od kiedy w 1864 roku mieszkańcy uzyskali status włościan nie musieli już miastu płacić czynszu dzierżawnego.

Początek XX wieku przyniósł ożywienie rozwoju Saskiej Kępy, szczególnie przyczyniła się do tego budowa mostu Poniatowskiego, początkowo nazwanego Mikołajewskim. Wówczas zainteresowanie niedzielnym wypoczynkiem zyskało nowy impuls, do brzegu podpływały coraz liczniejsze łodzie i statki pasażerskie, z których wysypywali się liczni pasażerowie. Dopiero wybuch I-szej wojny światowej i wysadzenie mostu położyły kres rozwojowi Saskiej Kępy, która w latach dwudziestych już w niepodległej Polsce na nowo rozkwitła, tym razem jako ekskluzywna dzielnica willowa. Do wybuchu kolejnej wojny wyrastały tu budowle we wszystkich wówczas panujących stylach architektonicznych, od historyzmu, poprzez modernizm i funkcjonalizm. Wojna obeszła się z tym miejscem łagodnie, a po niej, w nowej rzeczywistości polityczno-społecznej, w sąsiedztwie zachowanej przedwojennej zabudowy powstało kilka osiedli mieszkaniowych złożonych z bloków z wielkiej płyty. W 1955 roku na terenie w znacznej części należącej przed wojną do warszawskiego potentata branży futrzarskiej – Arpada Chowańczaka – wzniesiony został Stadion X-lecia, który od upadku komunizmu wykorzystywany był jako największe w Europie targowisko. Obecnie, po usunięciu targowiska i rozbiórce resztek stadionu, podjęto budowę nowego obiektu sportowego, który według pierwotnego postanowienia, po uznaniu roszczeń do tego terenu prawnuka właściciela, miał nosić imię Arpada Chowańczaka. To w pigułce są dzieje Saskiej Kępy.

Dnia 9 maja br. warszawiacy mogli przeczytać w stołecznej prasie notatkę, okraszoną kilkoma kolorowymi obrazkami, z której wynikało, iż czołowy developer działający na stołecznym rynku – Dom Development SA – rozpoczyna budowę i sprzedaż mieszkań w osiedlu Saska Kępa… Ma tam powstać ogółem 1.585 nowoczesnych mieszkań, w 11 budynkach o wysokości do VII-pietra, a w nich 21 lokali użytkowych. Inwestycja jest ponoć jedną z największych w Warszawie, a wartość jej wstępnie wyszacowano według obecnie obowiązujących cen sprzedaży na ponad 700 milionów złotych. Natomiast wartość tylko pierwszego etapu wynieść ma 150 milionów złotych, co przełoży się na 672 mieszkania, których oddanie do użytku przewidziane zostało na II-gą połowę 2011 roku. Osiedle Saska Kępa zostanie zbudowane na działce liczącej 6,5 hektara, położonej na przestrzeni od ulicy Bora-Komorowskiego (tu powstać mają pierwsze 4 budynki) po Afrykańską. Projekt wykonała pracownia Hermanowicz, Rawski – Architekci, generalnym wykonawcą jest firma UNIBEP SA. Znajdujące się w bliskim sąsiedztwie osiedla naturalne jezioro o powierzchni ok. 2 hektarów, Dom Development zamierza oczyścić i przystosować do potrzeb rekreacyjnych. Na osiedlu zaplanowane zostały również place zabaw dla dzieci, ścieżki spacerowe oraz ławki dla pragnących odpocząć.

Nazwa nowego osiedla – Saska Kępa, od początku wzbudziła znaczne kontrowersje u miłośników tej jedynej w swym rodzaju i niepowtarzalnej Saskiej Kępy, powstałej jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, której trzonem jest ulica Francuska i jej okolice. Mają oni zastrzeżenia do tego, czy można tę nazwę zapożyczać i inkorporować na teren nią historycznie nie objęty. Jeśli jeszcze przyjmiemy, iż Afrykańska jest ulicą Sasko-Kępską, to na pewno nie ulica Bora-Komorowskiego. Jedno jest jednak pewne, że gdyby przedwojenna Warszawa miała pieniądze, to Saska Kępa – Miasto Ogród – zaplanowana w dwudziestoleciu międzywojennym byłaby pewnie znacznie większa, powstałaby na rozleglejszym terenie, podobnie jak Podkowa Leśna, czy Miasta Ogrody Czerniaków i Sadyba. Kwestia pierwotnej nazwy i obejmowanego przezeń terenu byłaby wtórna. Są co do tego zgodni zarówno historycy-varsavianiści jak i prawnicy, ale chyba nie urbaniści odpowiedzialni za plany perspektywiczne miasta, których stolica tak naprawdę ciągle nie może się doczekać.

Ze swej strony przyznaje, że historyczne nazwy odnoszące się tylko do części mojej dzielnicy – Mokotowa, są oznaczone często nieprawidłowo. Obejmują tereny, na których nie mogły już obowiązywać, bo tam przebiegały granice innych już zgoła wsi włączonych w obszar dzielnicy i w końcu wielkiej Warszawy.

Niestety po drugiej wojnie światowej ważkie decyzje w stolicy podejmują ciągle ludzie z nią niezwiązani, których czasokres zamieszkiwania w danej dzielnicy (bo nie urodzenia i posiadania w niej kilku pokoleń) ogranicza się do zasiadania w jej władzach, a po ustąpieniu z tego stanowiska nic już ich nie obchodzi rozwój dzielnicy, której jako burmistrzowie przewodzili, „brną dalej” i usiłują się wypowiadać i decydować odnośnie innych odcinków życia gospodarczego i społecznego miasta i państwa, w zależności od piastowanych stanowisk. To się niestety wciąż nie zmienia mimo zapewnień, iż tak mogło być jedynie do 1989 roku, a teraz w społeczeństwie obywatelskim, związanym z miejscem urodzenia (małą ojczyzną) już nie. Ci rzekomo wybrani, nieustannie nie czują miasta – swoje korzenie mają na głębokiej prowincji i tymi kategoriami biegnie też ich myślenie o stolicy 38 milionowego już kraju.

Tadeusz Władysław Świątek