Ślubny pat? Rygorystyczne, ale też nieprecyzyjne przepisy i rozpacz narzeczonych

4 marca minął rok odkąd w Polsce odnotowano pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem. To był dzień, od którego wszystko się zaczęło, nasze życie wywróciło się do góry nogami. W gruzach legły wakacyjne plany, odwiedziny u dziadków, pożegnaliśmy się z tradycyjnymi, rodzinnymi świętami i… weselami, bo do dzisiaj w znanej nam od zawsze formie nie powróciły. Nie ma też szans na ślub cywilny, w którym weźmie udział cała rodzina. Wielu narzeczonych odwołało uroczystości, mając nadzieję, że wkrótce sytuacja wróci do normy.

Od miesięcy w uroczystości może uczestniczyć 5 osób, w tym para młoda i świadkowie. To oznacza, że na sali ślubów nie mogą być nawet rodzice i rodzeństwo pary młodej (zakładając, że nie są oni świadkami). A to, jak podkreślają najbliżsi, jest okrutne.

Jak się czuje matka patrząc na ślub córki zza okna przesłoniętego firanką? Bezsilna, bezradna i zrozpaczona. Moment, który miał być dla nas wielką radością, stał się ogromną katorgą – wspomina Kasia i dodaje, że ślub córki był przekładany na początku epidemii, drugi raz nie chciała do tego dopuścić ze względu na młodych, którzy wyczekiwali na ślub, jak na upragnioną pierwszą gwiazdkę.

O kolejnych problemach (niby sprawa oczywista, ale w czasach „covidowych” szczególnie uciążliwa) napisała do nas na fb Kaya.

Narzeczony od kilku tygodni leży w szpitalu na urologii. Pobyt się przedłuża, bo ciągle „coś” jest nie tak. Jestem w ciąży, wymarzyliśmy sobie ślub 1 kwietnia, tak przekornie na Prima Aprillis i zaplanowaliśmy wszystko tak, aby zdążyć w tym terminie. Formalności są proste, bo przecież tylko złożenie oświadczenia o braku przeszkód do zawarcia małżeństwa w Urzędzie Stanu Cywilnego i po miesiącu można zmieniać stan cywilny. Wyszło inaczej… Zamiast tygodnia w szpitalu, są już trzy i nie wiadomo ile jeszcze, ale zapewniono nas, że „przed świętami sałatkę będzie już kroił”. Wygląda więc na to, że 1 kwietnia byłby jak najbardziej realny, ale na drodze naszego szczęścia stają albo przepisy, albo upór urzędników, którzy nimi się zasłaniają, mówiąc, że nie ma mowy, aby oświadczenie przyszłego męża zostało przyjęte bez jego obecności w USC. To jak mamy to zrobić? Wziąć ślub w szpitalu?! Przecież też się nie uda, bo Paweł nie jest umierający, a do tego jest epidemia! Jak jest faktycznie, bo zupełnie już się w tym pogubiłam?! Chodzi o ignorancję ze strony USC, czy bezduszne przepisy sporządzone „na kolanie”, nieuwzględniające takich przypadków? – napisała Kaya w wiadomości na fb.

Zbieg okoliczności, pech – całą sytuację nazywać można różnie, a wiadomość nas zaintrygowała więc zapytaliśmy stołeczny ratusz o to, jakie są możliwości w takich i podobnych przypadkach, które niczym nadzwyczajnym przecież nie są, bo zachorować nagle może każdy z nas. Niestety, przepisy są mało łaskawe dla narzeczonych w tych kwestiach.

Narzeczeni zgodnie z przepisami winni złożyć zapewnienie o braku przeszkód do zawarcia małżeństwa i wówczas ustalony zostaje termin ślubu. Zgodnie z ustawą Prawo o aktach stanu cywilnego, kierownik USC przyjmuje oświadczenia o wstąpieniu w związek małżeński poza urzędem w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia – podkreśla Karolina Gałecka rzecznik Urzędu Miasta i zaznacza, że od momentu ogłoszenia stanu epidemii taka bardzo wyjątkowa, nagła sytuacja miała miejsce jeden raz. Wcześniej zdarzało się ich w ciągu roku kilka.

Oczywiście, nie ma możliwości złożenia oświadczeń o wstąpieniu w związek małżeński przez osoby przebywające w szpitalach jednoimiennych lub na oddziałach covidowych. Osoby zakażone oraz  przebywające na kwarantannie nie mogą ustalić terminu ślubu oraz nie mogą uczestniczyć w uroczystościach ślubnych, ale to wynika z przepisów epidemicznych i nikt nawet nie zakłada, że mogłoby być inaczej.

Czy jest jakieś wyjście w sytuacjach podobnych do tej, opisanej przez Kaję? Okazuje się, że tak, ale przepisy, które o tym mówią, są tak nieprecyzyjne, że wszystko zależy od dobrej woli kierownika danego USC. To on może zezwolić na zawarcie małżeństwa przed upływem ustawowego terminu (miesiąc od chwili złożenia zapewnienia o braku przeszkód do zawarcia małżeństwa), ale tylko z ważnych przyczyn. I na tym koniec, więc kwestią dyskusyjną jest co dla danego urzędnika okaże się ważne. Najczęściej takie przyspieszenia terminów spowodowane są ciążą, albo chorobą, ale tak naprawdę próbować można wszystkiego, bo czy sama wielka miłość powodem ważnym nie jest?…

Warszawa nie prowadzi rezerwacji terminów ślubów, co jest praktykowane w niektórych miastach. Ustalany jest on przy składaniu oświadczeń. Decydując się na załatwianie formalności teraz, związek małżeński zostanie zawarty na początku maja – w normalnym trybie tyle trzeba poczekać, bo skończył się czas kiedy narzeczeni wstrzymywali się z uroczystościami ze względu na obostrzenia. A patrząc na liczby, nie ma wątpliwości, że wiele par liczyło na szybki powrót do normalności w urzędach i rezygnowało z wcześniej zaplanowanych ślubów.

Z uwagi na dużą liczbę rezygnacji z uroczystości w okresie bezpośrednio po ogłoszeniu stanu epidemii  liczba rejestracji aktów małżeństw (cywilne i konkordatowe)  w terminie 16 marca 2020 – 1 marca 2021 była mniejsza w stosunku do analogicznego okresu  roku poprzedniego ( 6045 za 2019 r, 4533 za 2020 r.) – wylicza Karolina Gałecka.

A jakie możliwości mają narzeczeni, którzy marzą o ślubie, a jedno z nich przebywa w szpitalu psychiatrycznym? To jeszcze bardziej skomplikowane, ale… nie ma rzeczy niemożliwych i o tym napiszemy już wkrótce.