Święte prawo własności

Najpierw zgasły latarnie, teraz zniknęła kostka brukowa. Właściciel prywatnej ulicy Jasiniec na Białołęce nie może dojść do porozumienia z mieszkańcami.

Jasiniec – niewielka uliczka na Zielonej Białołęce. Żyłoby się tu spokojnie i pewnie bezproblemowo gdyby nie fakt, że jest ona drogą prywatną. A to dostarcza sporo problemów. Oświetlenie czy odśnieżanie – o podstawowe sprawy tu nie dba żaden urząd. To pozostaje w gestii właściciela i samych mieszkańców. Takich ulic w całym mieście jest sporo i nikt narzeka, bo wszystko można ustalić, podzielić koszty i zadania. Gorzej, jak tutaj, tego porozumienia po prostu brak. Jakiś czas temu mieszkańcy ul. Jasiniec na swoim parkingu zostali pozbawieni oświetlenia. Teraz zniknęła z niego kostka brukowa.

Jak tłumaczy Łukasz Kawa z Fundacji im. Hoffmanowej, która jest właścicielem ulicy i gruntu pod parkingiem, z którego zdjęto kostkę, wszystko byłoby prostsze, gdyby mieszkańcy odbierali korespondencję i chcieli dojść do porozumienia. Parking przez 5 lat działał „na dziko” i nikt nie pobierał za niego opłat. Propozycji było kilka – albo wynajem miejsc parkingowych, albo ich wykup po okazyjnych cenach. Miejsca były wyłożone kostką, oświetlone latarniami, za co płaciła Fundacja.

Ponieważ nie byliśmy w stanie dojść do porozumienia, odciąłem prąd od słupów oświetleniowych. Któregoś dnia przechodząc obok zauważyłem, że ktoś kopie w tym miejscu. Okazało się, że na naszym terenie prowadzone są prace bez naszej zgody – próbowano poprowadzić prąd. Finał tego był taki, że zdjąłem kostkę brukową, z resztą pomysł poddał mi jeden z mieszkańców. Miejsca zostały odgrodzone krawężnikami. Zostały one zabetonowane, a po 15 minutach ktoś to zniszczył, czyli po prostu zdewastował – tłumaczy Łukasz Kawa.

Oburzenia zaistniałą sytuacją nie kryje spółka Victoria Dom, która ma służebność na drodze ze względu na przepompownię. Spółka zapowiada działania zmierzające do przywrócenia nawierzchni do stanu pierwotnego.

Victoria Dom faktycznie ma służebność dotyczącą przepompowni. Musimy zagwarantować do niej dostęp i takowy jest wciąż zachowany. W umowie nigdzie nie ma jednak zapisu, czy ten dostęp ma być po kostce brukowej czy gruncie – odpowiada Łukasz Kawa. – Mieszkańcy, jak i korzystający z drogi, muszą się w końcu przyzwyczaić, że jest ona prywatną własnością. Do tej pory wszyscy mieszkańcy, którzy chcieli coś wykonać w obrębie drogi i zwrócili się do Fundacji otrzymywali na to bezpłatne zgody. Na działalność poza ustaleniami zgodzić się nie możemy – podkreśla. 

Dodaje też, że jest cały czas otwarty na rozmowy z mieszkańcami i wszyscy, którzy chcą dojść do porozumienia mogą napisać na adres: fundacja@hoffmanowa.org.pl

Mieszkańcy, którzy chcą pozostać anonimowi przesłali nam obszerny komentarz do całej sytuacji (który nie zmieścił się w wersji papierowej naszej gazety). Poniżej publikujemy go w całości, bez żadnych skrótów:

To osiedle to tylko jeden z przykładów wydawania lekką ręką pozwoleń budowlanych przez włodarzy miasta bez odpowiedniego zabezpieczenia interesu mieszkańców. W momencie podpisywania umowy kupna domu z deweloperem, wtedy JKJ Development (obecnie Victoria Dom S. A.), nie było możliwości zakupu udziału w drodze. Deweloper potrzebował drogi dojazdowej na plac budowy kolejnych etapów osiedla, a po zakończeniu całej inwestycji planował sprzedać drogę miastu. Mieszkańców zapewniał, że wpisanie służebności dojazdu w akcie notarialnym całkowicie zabezpieczy ich interesy. Kiedy okazało się, że miasto nie jest zainteresowane pozyskaniem lokalnej drogi, dopiero wtedy mieszkańcom złożona została propozycja jej odkupienia. Kiedy nie udało porozumieć się ze wszystkimi zainteresowanymi, deweloper postanowił pozbyć się „problemu” jakim jest posiadanie drogi i sprzedał nieruchomość Fundacji im. Klementyny Hoffmanowej. Deweloper pozostawił sobie jednak sieć kanalizacyjną, którą od ponad 10 lat nie jest w stanie przekazać, a raczej sprzedać, do MPWiK, przez co mieszkańcy ponoszą dodatkowe koszty związane z jej utrzymaniem. Podobnie rzecz ma się z utrzymaniem drogi, której oświetlenie, odśnieżanie czy bieżące naprawy ponoszą mieszkańcy w ramach zawiązanego stowarzyszenia. Niestety współpraca z przedstawicielem fundacji nie jest łatwa. Przykładem może być chociażby rozebranie jednego z istniejących progów zwalniających, wybudowanych jeszcze przez dewelopera, a mających uspokoić ruch na osiedlu. Ostatecznie próg został odtworzony, choć nie obyło się bez pewnych perturbacji. Podobny problem z panem Kawą i jego fundacją mają nowi właściciele przedszkola integracyjnego przy ulicy Internetowej, drogi której właścicielem również stała się Fundacja. Dopóki przedszkolem zarządzała osoba związana z Victoria Dom nie było problemów z chwilowym postojem osób dowożących dzieci na miejscach parkingowych przynależnych do przedszkola. Kiedy zmienił się właściciel, pojawił się problem, że parkujące samochody wystają częściowo na chodnik znajdujący się w pasie drogowy należącym do Fundacji. Niestety przesunięcie miejsc parkingowych głębiej, kosztem placu zabaw nie pomogło. Pan Kawa zagrodził wjazd na parking stawiając słupki wzdłuż swojej drogi.”