Szafki niezgody

Miały ułatwić uczniowskie życie, a stają się szkolną kością niezgody… Mowa o szafkach, które część rodziców uczniów jednej z placówek zakupiło za własne pieniądze i ustawiło na terenie szkoły.

Sprawa jest dość skomplikowana. Otóż kilka lat temu dyrektor ZS nr 84 przy ul. Zwycięzców, pani Anna Tkaczyk, wyraziła zgodę na realizację inicjatywy grupy rodziców. Rodzice (indywidualnie, poza szkolnym obiegiem) zakupili dla swoich dzieci moduły szafek.

– Chodziło o to, że część dzieci zaraz po nauce chodzi na innego rodzaju zajęcia – wyjaśnia dyrektor. – Na przykład sportowe, czy muzyczne. Zajęcia, które wymagają odpowiedniego sprzętu, czy ubrania. Nierzadko są to rzeczy dość kosztowne. Zgodziłam się na darmowe ustawienie tych szafek, gdyż chciałam, aby dzieciom było łatwiej.

Intencja słuszna. W kolejnych latach z tej możliwości skorzystali następni rodzice. Ustawienie prywatnych szafek na terenie szkoły nie budziło większych kontrowersji, aż do tego roku.

– Takie działanie jest niedopuszczalne i powoduje dyskryminowanie części dzieci, których rodziców nie stać na zakup dodatkowych szafek! – w dość ostrych słowach problem przekazała „Mieszkańcowi” anonimowa grupa rodziców uczniów ZS nr 84. Jeden z rodziców, w rozmowie z nami podkreśla, że jeśli tolerowane są tego typu działania, to co stoi na przeszkodzie, aby bogatsi rodzice zakupili swoim dzieciom lepsze, wyściełane atłasem krzesła…

Swoją skargę rodzice przekazali do dzielnicowego Ratusza, Rzecznika Praw Dziecka, kuratorium oświaty i ministerstwa edukacji. Podnoszą w niej wiele argumentów (m.in. skąd „prywatna inicjatywa” na terenie publicznej szkoły; że niegospodarne jest darmowe użyczenie miejsca pod te szafki; że szafki zagrażają bezpieczeństwu dzieci, bo są ustawione w ciągu komunikacyjnym; kto i na jakich zasadach korzysta z tych szafek?).

– Szkoda, że przy tylu wątpliwościach ci rodzice nie przyszli najpierw do mnie, bo zawsze jestem gotowa do rozmowy, ani nie zwrócili się z tą sprawą do swoich przedstawicieli w Radzie Rodziców – mówi „Mieszkańcowi” dyrektor Anna Tkaczyk.

Skarżący rodzice odpowiadają, że obawiają się ujawnić ze względu na dobro swoich pociech. Z dalszych rozmów ze stronami wynika, że jedną z głównych przyczyn tego konfliktu jest sposób użytkowania szafek. Miały służyć do przechowywania rzeczy niezwiązanych ze szkołą, a uczniowie, którym rodzice takie szafki zakupili, po prostu, najczęściej trzymają w nich książki. Dzieci bez szafek muszą książki nosić do domów.

W poszukiwaniu wyjścia z tego konfliktu dyrektor zwróciła się do Dzielnicy o zakup analogicznych szafek dla reszty uczniów.

– Będziemy takie szafki sukcesywnie dokupowali – zapewnił „Mieszkańca” Jarosław Karcz, wiceburmistrz Pragi-Południe. (ar)