Żaba w łóżku

Na bazarze nie działo się nic szczególnego. Trochę emerytów kręciło się między stoiskami – młodzież z rzadka.

Kazimierz Główka kupiwszy co nieco, zawinął do swojego stałego bazarowego portu, czyli do straganu pana Eustachego Mordziaka kupca bieliźnianego.

– Witam, panie Eustachy. Można?

– Cześć, panie Kaziu. Jasne, niech pan siada. Jak to mówią: „Niech pan pomaga i nie przeszkadza”.

– Co to jest panie Eustachy, że ludzie mają w sobie taki dar, że jak coś powiedzą, to innym od razu wpada w ucho.

– Bo ja wiem?… Jak ktoś jest ważny, to byle co powie i po nim powtarzają.   

– Że niby wyrocznia taka?

– Tak jakby.

– „Nie przeszkadzać, tylko pomagać” – przecież to, między nami mówiąc (pan Kazio nie wiedzieć czemu rozejrzał się na boki) głupota jest. „Pomagaj, tylko nie przeszkadzaj”, to szewc do czeladnika mówił, jak mu kazał wosk rozgrzewać albo szpilki i szpilarek w jednym miejscu porządnie położyć.

– Zaraz głupota? Prezes głupot nie mówi.

– Jak nie mówi, jak nie mówi? Każdy mówi. Znaczy – każdemu się zdarza.

– Na przykład? Niech mi pan poda jakiś jeden przykład…

– Na przykład, że Beata walczyła w Brukseli o Polskę jak lwica.

– A nie walczyła?

– Panie Eustachy, ja sklerozę mam, nie zapieram się, ale nie aż taką. Po pierwsze nie o Polskę tylko z Tuskiem. Na dodatek o tego, no… No wie pan – tego faceta, który najpierw do PO się przyssał, a jak go ta ręka karmić przestała, to PiS-owską pocałował i teraz za Jarkiem w ogień by poszedł. No i przerżnęła ta „lwica” koncertowo – 27 do jednego, bo tylko ona za nim głosowała! Przyzna pan, że takiego manta, to nawet nasza Legia nie dostała, choć tyłek jej właśnie skopali i z „mistrzem” musiała się pożegnać.

– Oj, pan, panie Kaziu, to taki pamiętliwy jest. W polityce różnie bywa. A co prezes ludziom pomógł, to pomógł. Kasę im dał, że niektórzy dawno takiej na oczy nie widzieli. Dla emerytów, na dzieci wszystkie, nawet na krowy i świnie. A teraz, o – na niepełnosprawnych.

– Powiem panu, że ja bym te wybory przesunął troszkę. O jakiś miesiąc, ale niestety – już po ptokach…

– A po co?

– No, bo taką prawidłowość zauważyłem: im bliżej było wyborów, tym im więcej za uszami wygrzebywali. A to jakieś mieszkania na „słupy”, a to tatusia, który komuś za coś nie zapłacił, a to ich radny nożem policjanta w plecy dźgnął, a to znowu wieże jakieś – ze srebra czy coś… Chłopaki bronili się i w odwet co i rusz rzucali w stronę publiki 500+. Żeby czym innym się zajęła. Co chwilę na co innego.

– To źle?

– To bardzo dobrze, tylko ludzie doświadczeni, jak my nie przymierzając, dobrze wiemy, że to się na ogół szybko kończy.

– No, i?

– No i jakby tak wybory przesunąć o miesiąc, dajmy na to, i jeszcze trochę jarkowych podbechtać, to może i inni załapaliby się na jakieś 500+. Fizykoterapeuci czekają, urzędnicy sądowi też płaczą, że mają mało…

– Oj, pan, panie Kaziu to jak ten niewierny Tomasz. Nic się panu nie podoba.

– Ja nie jestem niedowiarek, tylko sceptyk. Nie raz się już naciąłem. I panu radzę dystans zachować, żeby nie było, jak w tym dowcipie:

Facet opowiada koledze: Jadę pewnego razu w nocy i nagle widzę na drodze żabę. Zabrałem ją ze sobą. W domu położyłem się spać, a żabę położyłem obok. Rano budzę się, patrzę, a obok mnie leży piękna blondynka. Uwierzysz?

– Uwierzę.

– A żona nie wierzy!

Szaser