Żądamy przywrócenia młodości!

– Patrz pan, panie Kaziu – upał jak cholera, a te młodziaki przyklejone do siebie jak butaprenem. I buzi co chwilę i cmok-cmok… Mają zdrowie, co nie?…

Eustachy Mordziak – kupiec bieliźniany na bazarze na pl. Szembeka, z mieszanymi uczuciami spoglądał na parę młodych ludzi, którzy żyć bez siebie nie mogli.

Pan Kazimierz Główka, który dopiero co przycupnął obok jego straganu, spojrzał dobrotliwie we wskazanym kierunku.

– Panie Eustachy, młodość ma swoje prawa, a jednym z nich jest prawo do miłości.

– Oj, tam – zaraz do miłości. Do miłości, to jeszcze daleka droga. Na razie, to sam pan widzi, że co innego im w głowie.

– I powiem panu, jako dziadek wnuczki, że właśnie tego najbardziej się boję. Sen z powiek, jak to mówią, mi to spędza.

– A konkretnie?

– No, konkretnie, że się pojawi jakiś Józek i dobra uczennica, a nawet bardzo dobra, dojdzie nagle do wniosku, że to, co w książkach jest, to jest nieważne, bo ważne jest to, co powie Józek. Albo inny Adaś…

– Jaki Adaś?

– Mój kolega ma córkę. I ona poznała Adasia. Z dnia na dzień Adaś stał się bogiem, wyrocznią w każdej sprawie. Rozmawiają dajmy na to przy obiedzie. Ojciec: – Słuchajcie, to gdzie jedziemy na urlop – góry?

– A Adaś powiedział, że góry najlepsze są na jesieni, bo wtedy i ludzi mniej i w ogóle bardziej kolorowo jest…

Matka: – A właściwie, dlaczego chodzisz w tym starym wyciągniętym swetrze?

– Bo Adaś powiedział, że takie są teraz najmodniejsze…

Ojciec: – Powiedz nam, jak zapowiada się u ciebie koniec roku szkolnego, bo to przecież na jakieś studia trzeba się wybrać…

– A Adaś powiedział, że studia właściwie nie są ważne. Ważne jest to, co człowiek ma w sobie, w środku. W sensie wartości…

– Kaziu, mówi do mnie kolega – ja oszaleję! Co za diabeł ją opętał, to normalna dziewczyna była.

– Nie diabeł tylko „Adaś”, ja na to.

– Ale ona uczyć się przestała!

– Przejdzie jej. Na razie jest na etapie biochemii…

– Jakiej znowu biochemii, spojrzał na mnie nieszczęsny ojciec, jakbym w tym momencie i ja jakiś okrutny cios mu w samo serca zadał.

– No, rządzą nią, mówię mu, procesy biochemiczne, które w młodym organizmie zachodzą. W książkach to się nazywa miłość, a w naturze są to różne reakcje i interakcje czynników biochemicznych, które wyzwalają nieznane dotąd stany psychiczne. Miłość na to mówią, na przykład.

– I kiedy to się skończy.

– Niech się nie kończy, niech trwa jak najdłużej. Bo jak się kończy, to nad nim i nad nią zaczyna dominować już tylko ekonomia. Czyste rachunki. Czasem porachunki. Jak w życiu, panie Eustachy. Jak w życiu.

Młoda para tymczasem, ciasno przytulona, przeszła w stronę wejścia do głównego holu, i poszła w kierunku kawiarnio-lodziarni. Z głośnika ustawionego przez sprzedawcę płyt CD, wzruszał stary przebój Janusza Gniatkowskiego:

Apasjonata, wspomnienie dawnych dni,

Apasjonata, melodia szczęścia chwil.

Dla ciebie grałem, gdy byłaś blisko mnie,

Swą wielką miłość chciałem ci wyznać w niej…

Pierwszy przerwał ciszę pan Kazimierz.

– Przeglądałem wczoraj Internet…

– I co?

– I takie hasło znalazłem: „Żądamy przywrócenia młodości, w celu popełnienia błędów, na które nie starczyło nam wtedy czasu i odwagi”.  

Szaser